poniedziałek, 31 grudnia 2012

Posted by Krystian Głuszko |
2012 rok był dla mnie przełomowym. Jestem z Wami od stycznia. Właśnie wtedy moje "Spektrum" wyfrunęło z szuflady. Dzięki temu poznałem Was - Pisarzy, moich Czytelników, zarówno książki jak i bloga. Większość z Was stała się dla mnie Przyjaciółmi - wirtualnymi choć bardzo realnymi. Dziękuję Wam za ten rok i mam nadzieję, że nasza znajomość przetrwa kolejne, długie lata...
Od jutra, przez najbliższe dwanaście miesięcy będzie z nami trzynastka wtopiona w datę. Życzę Wam by ta okrzyknięta pechową liczba, była szczęśliwa. By dała początek czemuś pięknemu i wyjątkowemu.
Ostatni post w tym roku będzie bardzo krótki. Nie potrafię poskładać słów w zdania, które chcę Wam przekazać. Napiszę, więc - dziękuję oraz spełnienia marzeń. Moje pomogliście mi spełnić w 2012 :)

piątek, 28 grudnia 2012

Posted by Krystian Głuszko |
Papierowa Orchidea Krystiana Głuszko


Wszyscy jesteśmy świeżo po świętach, tymczasem PAPIEROWA ORCHIDEA ma kolejnego gościa. Zapraszam na spotkanie z Krystianem Głuszko, autorem książki, która wzbudziła we mnie niemałą ciekawość. Krystianie, słowem wstępu… 

Żaden kwiat nie przeżył przy mnie dłużej niż dwa tygodnie. Mimo to zostałem poproszony o napisanie swojej orchidei. Może jeśli stworzę własną, zbuntowane kwiaty zaczną mnie lubić i zagoszczą na dłużej w moim mieszkaniu?

Sądzę, że warto spróbować. Kto wie, jakimi prawami rządzą się rośliny? W każdym razie obiecuję, że tej ORCHIDEI nie pozwolimy uschnąć. O czym więc nam opowiesz?

Napiszę o książce, którą zna każdy. Nie będę więc oryginalny. Opiszę jak ważną jest dla mnie lekturą i to w jaki sposób stała się dla mnie dniem tygodnia, który trzyma mnie przy życiu. W moim świecie wtorek trwa cały tydzień. Jest nim każdy dzień. Każda godzina. Stał się on dla mnie formą terapii. Sposobem na życie. Tak, dzięki książce nauczyłem się radzić sobie z codziennością i żyć, po prostu żyć.

Książkę Paula Coelho „Weronika postanawia umrzeć” przeczytałem pewnego upalnego wtorku, gdy byłem w głębokiej depresji. Sam tytuł brzmi bardzo depresyjnie, dlatego sięgnąłem właśnie po nią. Taka jest przedziwna natura człowieka. Gdy jesteśmy smutni, słuchamy smutnych piosenek i jest to niemal regułą. Ja nie miałem ochoty na muzykę. Wziąłem do rąk książkę, którą kupiłem wiele lat wcześniej, w mieście sporo oddalonym od mojego. Podchodząc do kasy nie zapytałem o cenę a groziło to wtedy brakiem funduszy na bilet do domu. Zauroczyła mnie. Musiałem ją mieć i miałem, nadal mam. Jako, że posiada ona bolesny dla mnie wątek, pseudo-leczenia wstrząsami insulinowymi oraz elektrowstrząsami, które sam przeżyłem, przez wiele lat bałem się ją otworzyć. Trwało to do tego pamiętnego, sierpniowego wtorku.

Weronika, główna bohaterka, tak jak mówi już sam tytuł, postanowiła się zabić. Z postanowieniami jest jednak różnie. Tym razem się nie udało. Weronika przeżyła by nauczyć się żyć na nowo. Efektem ubocznym tej nauki była odwzajemniona miłość do schizofrenika. Edward dzięki niej wrócił do świata, który opuścił osiem lat temu.

Co przekonało Weronikę do tego, że życie jest piękne? O ironio, sprawiła to świadomość, że za kilka dni miała umrzeć. Uszkodzenie serca, które nastąpiło w wyniku przedawkowania leków stało się jej wyrokiem. Kłamstwo jest złe. Większość z nas twierdzi, że woli od niego najgorszą prawdę. Tym razem to kłamstwo odsłoniło prawdę. Bo przecież prawdą jest, że życie jest piękne. Weronika nie umierała, lecz rodziła się na nowo. Nie zdawała sobie sprawy z tego, że jej serce jest zdrowe a cała historia z jego uszkodzeniem jest kłamstwem psychiatry. Jego udanym eksperymentem.

Po odłożeniu przeczytanej już książki zaparzyłem sobie kawę. Spalając do niej kilka papierosów poczułem coś, czego nie potrafię opisać a stało się to dla mnie bardzo ważnym doświadczeniem. Weronika postanowiła żyć. Cieszyć się nim, pomimo tego, iż była pewna, że w każdej chwili jej serce może się zatrzymać. I o to chodzi! Żyjmy jak ona. Tak jakby każda chwila miała być naszą ostatnią. Doceniając każdą minutę naszego istnienia nie bójmy się spełniać marzeń i pragnień. Spróbuj i Ty. A jeśli nigdy nie poczułeś jeszcze zapachu orchidei, nie odkładaj tego na później. Jutro może nie nadejść a jej zapach jest zbyt piękny by umrzeć nie zaznając jego słodyczy.

Piękna i bardzo pouczająca pointa! Niestety w dzisiejszych czasach ludzie często zapominają o tym, co jest najważniejsze w życiu. Tymczasem ważne są chwile i doznania. Jak dawno temu miał miejsce ów pamiętny wtorek? W jaki sposób książka, którą wtedy przeczytałeś wpłynęła na to, co sam piszesz? 

Mój kalendarz wtorkowy zaczął się dwa lata temu. Weronika pokazała mi, że warto spełniać marzenia mimo wszystko. Moim marzeniem było zostać pisarzem. Gdyby nie Weronika, nie wiem czy kiedykolwiek, pomimo braku wiary w siebie odważyłbym się zaproponować cokolwiek wydawnictwu. Świadomy, że jutro może nie nadejść przełamałem mur, który dzielił mnie od zdobycia tego, co chciałem osiągnąć. Zostałem pisarzem. Weronika nie miała wpływu na samą treść moich tekstów lecz na to, że w ogóle zaistniały oraz na to, że nadal powstają.

Pytam, bo całkiem niedawno ujrzała światło dzienne Twoja własna powieść pt. „Spektrum”. Zechcesz przybliżyć nieco czytelnikom ten tytuł? Z pewnością nie jest to utwór sztampowy czy komercyjny.

Już w tytule mojej książki ukryty jest fragment jej treści. Wziął się on od słów – spektrum autyzmu, w którego klatce żyłem i żyć będę do końca swoich dni. Od zawsze byłem inny a moja inność została nieprawidłowo zdiagnozowana. Efektem tej pomyłki, czy zwykłego niedopatrzenia były okrutne terapie, których stałem się ofiarą. Dawno wycofana metoda „leczenia” wstrząsami insulinowymi, które miały mi pomóc a nie pomogły. Elektrowstrząsy, które zniszczyły mi mózg zamiast go naprawić. Halucynacje. Próby samobójcze. Szpitale psychiatryczne. Wszystko to, co przeżyłem stworzyło moją książkę. Chęć opublikowania „Spektrum” była nakręcona złością do tego co mi zrobili psychiatrzy, choroba psychiczna. Świat powinien widzieć o tym, co dzieje się w miejscach zapomnianych przez samego Boga, ale również o tym, że zawsze, nawet gdy nie istnieje nadzieja, można żyć i cieszyć się z tego życia. O tym, że dopóki walczysz, wygrywasz. „Spektrum” jest moim życiem. To jestem ja.

Zdaję sobie sprawę, że nie łatwo było opublikować tekst będący swego rodzaju prywatnym pamiętnikiem. Jak dziś oceniasz to, że zdecydowałeś się na wydanie „Spektrum”?

Moja książka miała ukazać się pod pseudonimem literackim. Bałem się tego, jak zostanę odebrany przez otoczenie, gdy zobaczy mnie obnażonego jej treścią. Umowa była już podpisana a w niej nie widniało moje nazwisko, lecz fikcyjnego „Igora Lipińskiego”. W ostatniej chwili poprosiłem o aneks do umowy. Odważyłem się i nie żałuję tego. Dostaję wiele wiadomości od czytelników, w których dziękują mi za to, że odważyłem się wydać moją historię. Wielokrotnie proszą o pomoc. To jest piękne. Czuję się potrzebny. Poza tym poznałem wielu pisarzy. Wspaniałych ludzi. Nie mam prawa żałować swojej decyzji. Była ona jedną z najtrudniejszych, jednocześnie najlepszych w moim życiu.

Cieszę się, że rozmawiam dziś jednak z Krystianem Głuszko, a nie Igorem. Wierzę, że Twoja osobista historia może stać się dla wielu ludzi przykładem na to, jak należy dążyć do swych marzeń. Niezależnie od obaw i lęków.  Dziękuję za tę niezwykle optymistyczną ORCHIDEĘ:)

Tekst pochodzi ze strony: http://papierowaorchidea.blogspot.com/2012/12/papierowa-orchidea-krystiana-guszko.html

wtorek, 27 listopada 2012

Posted by Krystian Głuszko |

Zobacz świat zza krat szpitala psychiatrycznego... Dzisiaj podzielę się z Tobą kolejnym fragmentem mojej książki... Jeśli jeszcze jej nie znasz to może Cię zainteresuje. Wspominam ten krótki rozdział ponieważ jest mi dzisiaj bliski... Jestem teraz takim samym zombie jak wtedy gdy to pisałem...


Wyobraź sobie pocałunek kochanej osoby przez pancerną
szybę, tak właśnie było ze mną – tak bliski szczęścia,
a jednak poza jego zasięgiem. Zostałem zamknięty
w tych zimnych, szarych murach, bez możliwości ucieczki.
Rokowania w miarę dobre, ale efektów brak.
Życie w tym miejscu jest cholernie skomplikowane,
choć każdy dzień wygląda tak samo. Ci sami ludzie,
choć codziennie dochodzi ktoś nowy. Ta sama choroba,
mimo zmieniających się objawów…
Gdy mrok pochłaniał cały nasz świat, słyszeliśmy
przerażający krzyk: „Boże, pomóż! Ratujcie, błagam!”.
Detoks to taka ciężka sprawa…

O 22:00 wszyscy mieliśmy obowiązek leżeć w łóżkach,
jeśli ktoś się wyłamał, zostawał przywiązany…
Pielęgniarka co kilkanaście minut wchodziła do sali,
po północy coraz rzadziej. Nad ranem zazwyczaj udawałem,
że śpię. Nie chciałem przyjmować dodatkowych
leków, po nich czułem się pusty, bez wyrazu, bez duszy
i możliwości samokontroli.
Tak wiele dzieli zaburzonych psychicznie od zdrowych,
jednak jesteśmy bardzo blisko siebie. Mamy podobne nadzieje,
tęsknoty, pragnienia i prośby w modlitwie…


Trzymaj się ciepło!
K.

środa, 21 listopada 2012

Posted by Krystian Głuszko |
Dzisiaj pewna osoba powiedziała mi, że za bardzo się uzewnętrzniam na moim blogu i żebym pomyślał o usunięciu go, lub zmianie sposobu prowadzenia. Co o tym myślisz? Czy mój blog jest komukolwiek potrzebny? Czy takie uzewnętrznianie się ma sens? A może komuś z Was on pomaga? Obnażam się przed Tobą, ale nie czuję się z tego powodu  źle, jednak nie wiem czy dobrze robię...
Jak myślisz? Pisać dalej? Co uważasz o moim blogu? Wszystko zależy od Ciebie...
Dzisiaj nie napiszę wiele... W moim życiu szykuje się wiele zmian, które mnie przerażają a powinny cieszyć - taki jest urok bycia Aspim...
Postanowiłem umieścić ankietę. Weź w niej udział. Bardzo mi pomoże podjąć decyzję...
Pozdrawiam Cię ciepło i życzę udanego dnia! :)

K.

niedziela, 4 listopada 2012

Posted by Krystian Głuszko |

Dzisiaj podzielę się z Tobą filmikiem, który zrobiłem i wiele razy tego żałowałem. Na złość wszystkim, którzy uważają, że nigdy nie powinien powstać, chcę pokazać go Tobie.


wtorek, 2 października 2012

Posted by Krystian Głuszko |
Obnażyłem swoją duszę... Patrzysz na nią a ja chociaż czuję wstyd mam nadzieję, że zrobiłem to w dobrym celu, który się spełni - by pokazać, że da się żyć w psychozie, depresji, epilepsji i samotności... Być może zrobiłem dobrze... Być może ma to jakiś sens... Patrząc na słowa, które łączą się w zdania widzisz moją duszę a ja pokazuję Ci tekst, który powstał z tych zdań, by odkryć przed Tobą jeszcze więcej...
Prowadzę bloga, napisałem książkę, udzielam wywiadów i z każdą chwilą odsłaniam kolejne części mojego "ja"...
Od kilku dni nie mogę w nocy zasnąć... Męczy mnie ta "nagość"...
Obudziłem się dzisiaj w dziwnym nastroju. Trochę melancholijnym, skłonnym do przemyśleń... Pisałem kiedyś, że mam misję do wykonania i mogę ją realizować wyłącznie pokazując duszę i umysł... Ostatnio o tym zapomniałem... Dzisiaj wstyd wrzuciłem do głębokiej studni zapomnienia i postanowiłem pisać dalej... Mówić więcej...
Do czego by doszło, gdyby wszyscy odkryli swoje tajemnice, swoje "ja" i zamiary? Świat byłby lepszy? Gorszy? Wybuchałyby kolejne wojny czy kończyłyby się te co trwają? 

Z sercem na dłoni idę własną drogą by dotrzeć tam, gdzie leży mój cel - nadzieja na lepsze jutro, moje i Twoje, nasze...

poniedziałek, 17 września 2012

Posted by Krystian Głuszko |
Wczoraj byłem na rekonstrukcji walk pod Tomaszowem. Nigdy nie interesowałem się historią. O drugiej wojnie światowej wiedziałem tyle ile pokazały mi seriale czy filmy z jej wątkiem. Już sama rekonstrukcja sprawiła, że łzy napływały mi do oczu a tę barierę pokonał pewien starszy człowiek, który ją przeżył. Patrzyłem na inscenizację z zaciekawieniem i starałem się wsłuchać w słowa lektora i dokładnie obserwować walki aktorów. Człowiek o, którym wspomniałem co chwilę ocierał łzy a ja wraz z nim... 

Moja babcia powiedziała, że nigdy nie pójdzie na żadną inscenizację. Dla niej to zbyt duża dawka złych wspomnień by później przez nie dręczyć się i przypominać sobie traumę jaką przeżyła podczas wojny...
 
Od zawsze gdy mijałem starszą osobę wyobrażałem sobie jej życie w młodości, wygląd, w jaki sposób dorastali i jak spędzali czas jako młodzi ludzie. Nigdy jednak nie zmuszałem swojego umysłu by wyobrażał sobie ich złe przeżycia... Nie uważam, że to błąd. To rodzaj walki swiadomości zła z dobrem. Szczęścia z nieszczęściem i radości ze łzami. Wolę patrzeć na ich przeminiętą młodość przez różowe okulary, które zakrzywiają prawdę lub ją ukrywają... Żyjemy w nienajlepszych czasach, narzekamy, uciekamy z Polski za granicę nie zdając sobie sprawy z tego ile krwi za nią zostało wylanej byśmy mogli żyć jako wolni ludzie... Patrząc na historię, którą miałem zobrazowaną dotarło do mnie, że  dzisiaj rzeczywiście jest ciężko, ale należy docenić dore strony naszego bytu, wolności i krwi, która krąży w naszych żyłach a nie wypływa z nich na polu walki...

wtorek, 11 września 2012

Posted by Krystian Głuszko |
Dawno mnie tutaj nie było... Zły stan zdrowia nie pozwala mi myśleć logicznie. Wkleję tutaj kilka słów na temat mojej książki.
Recenzja książki Krystian Głuszko już gotowa !!! Oto jej wstęp:

Biorąc do ręki książkę „Spektrum” Krystiana Głuszko nie należy spodziewać się, że po jej przeczytaniu nasz sposób postrzegania świata pozostanie taki jak dotychczas. Poznamy prawdę, której nikt wcześniej nie odkrył i zobaczymy rzeczywistość z perspektywy człowieka cierpiącego. Zatrzyma się czas. Zapomnimy o własnych zmartwieniach. Wsiądziemy do pojazdu pełnego ludzi naznaczonych piętnem psychozy. Do oczu napłyną łzy, a podróż nigdy się nie zakończy...
 Zapraszam do zapoznania się z moim Spektrum. 
 Oto link do strony FB mojej książki. Jeśli polubicie, będzie mi miło :)
http://www.facebook.com/SpektrumKrystianGluszko?ref=hl 
Zamknięty w szklanej klatce Spektrum patrzę na świat  zza jego szyby, która zmienia spojrzenie na rzeczywistość i zaskakuje... Przełam ze mną temat tabu! Polub stronę i zaproś znajomych do polubienia - niech wszyscy dowiedzą się, że chorzy psychicznie są wyjątkowi a nie tylko szaleni! :)

środa, 5 września 2012

Posted by Krystian Głuszko |
Plan tygodnia. Dzień po dniu. Siedem dni przeplatających się nawzajem swoją prostotą mają tworzyć miesiące a te lata. Dzień po dniu. Bez przerwy to samo. Od poniedziałku do niedzieli według planu. Stały, niezmienny czas wtopony w kartkę papieru krzyczącą do mnie atramentem co i kiedy mam robić. Nudne życie ciekawsze ma być od skoku spadochronem - zdrowe i szczęśliwe. Bezpieczeństwo i spokój - to ma mi dać schematyczne myślenie i działanie... Cały tydzień to samo. Odstępstwo od reguły to dla mnie skok na bungee gdzie zamiast liny jest cieńka nić... 

Podoba mi się takie życie... Czuję spokój...

czwartek, 16 sierpnia 2012

Posted by Krystian Głuszko |
Na wstępie poinformuję Was, że konkurs z poprzedniego posta jest nadal aktualny :)

Od trzeciego roku życia "ktoś" jest przy mnie. Nie widzę go ale wiem, w którym miejscu się znajduje i czasami jak wygląda (często zmienia wygląd). Nie opuszcza mnie na krok. Ostatnio odważyłem się z nim po raz pierwszy porozmawiać i wydaje mi się, że jest moim aniołem stróżem. Powiedział mi, że jest tutaj po to, by chronić mnie przed wszelkim złem, które mi grozi. Moja doktorka zawsze pyta czy jest blisko mnie - on jest, cały czas. Przedwczoraj byłem u księdza, który jest również psychologiem. Powiedział mi, że muszę dowiedzieć się jak on się nazywa. Moja doktorka jak już kiedyś pisałem współpracuje z egzorcystami i z tego co zrozumiałem, nie uważa mojego anioła za objaw choroby...
A Ty wierzysz w anioły? One wierzą w Ciebie - to wiem na pewno...

sobota, 11 sierpnia 2012

Posted by Krystian Głuszko |
Byłem dzisiaj u księdza, który jest psychologiem. Rozmowa ukoiła moje nerwy. Może poza tym, że do schizofrenii, depresji i zaburzeń kompulsywno obsesyjnych usłyszałem, że mam jeszcze anoreksję... Nie o tym jednak chcę pisać...
Od dłuższego czasu zastanawiałem się nad sensem spowiedzi. Doszedłem do wniosku, że skoro egzorcysta potrafi za pomocą Boga wypędzać demony to ksiądz może również prosić go w odpowiednim języku i w sposób jakiego  nie znamy prosić go, by odpuścił nam grzechy. Moje teorie są jeszcze chwiejne i nie wiem czy szybko pójdę do spowiedzi. Jednak uważam, że coś w tym jest... Być może jestem głupcem, ale posiadam własne zdanie a nawet głupiec zasługuje na to by go wysłuchano... Spowiedź jest przeważnie źle odbierana zwłaszcza przez młodych ludzi ale gdy zdarzało mi się wyspowiadać czułem ulgę i miałem wrażenie, że mam "czyste konto". Gdyby w moim miasteczku powstał kościół ewangelicki pewnie do niego bym uczęszczał - tam jest ponoć spowiedź powszechna... Jestem wierzący tylko jeszcze nie wiem w co do końca mam wierzyć...

sobota, 28 lipca 2012

Posted by Krystian Głuszko |
Witam Was ciepło a dzisiaj bynajmniej u mnie ciepła nie brakuje :)
Założyłem stronę mojej książki na Facebooku i chciałbym Was zaprosić do jej polubienia. Jeśli uważacie, że warto to możecie ją ze mną promować a ja odwdzięczę się Wam jak wygram w totka :) Poniżej link :)

http://www.facebook.com/SpektrumKrystianGluszko

wtorek, 17 lipca 2012

Posted by Krystian Głuszko |

Pewnego sierpniowego wtorku przeczytałem książkę „Weronika postanawia umrzeć”. Po odłożeniu książki, zaparzyłem kawę i zapaliłem papierosa. Nigdy wcześniej ani później nie czułem tak ogromnej woli życia. Postanowiłem wyzdrowieć. Poprzedni lekarz nie chciał słuchać wielu rzeczy. „Panie Krystianie, Pan nie może tak się czuć, ponieważ nie pasuje to do pańskiego rozpoznania”. Mówiłem więc to, co chciała usłyszeć. Po lekturze tej książki coś we mnie pękło i postanowiłem opowiedzieć mojej nowej doktorce wszystko to, czego poprzednia słuchać nie chciała. Pech chciał, że była na urlopie. Wybrałem się, więc do psychiatry z mojego miasteczka. W trakcie rozmowy była bardzo podekscytowana. Wizyta trwała ponad godzinę. Poczekalnia wrzała. Zapytałem o rozpoznanie. Usłyszałem „Dla pana rozpoznanie nie istnienie, przeszedł pan już przez wszystkie możliwe elementy psychiatrii.” Opowiedziałem jej o terapiach jakie na mnie stosowano. Przerwała mi, gdy wspomniałem o metodzie wstrząsów insulinowych, mówiąc „Panie Krystianie, chcę wymazać ten obraz z pamięci. Nigdy w życiu nie widziałam tak strasznej makabry! Naprawdę był pan ofiarą tej terapii?! Straszne…” Nie uzyskałem oczekiwanej odpowiedzi od tej pani doktor. Poszedłem więc do psychologa. Pani psycholog wysłuchała mnie. Wzięła pieniądze, po czym oznajmiła „Nie podejmę się pomocy panu i myślę, że żaden z moich kolegów po fachu również tego nie zrobi.” Pozostało mi zaczekać na powrót mojej pani psychiatry. Dzieliło mnie do niej ponad 120 kilometrów. Rozmawialiśmy bardzo długo. Dała mi jakiś test. Powiedziała, że bardzo dobrze zrobiłem mówiąc jej to wszystko. Poza zaburzeniami schizoafektywnymi i epilepsją coś jeszcze we mnie tkwi. Przy następnej wizycie okazało się, że mam całościowe zaburzenia rozwojowe a dokładniej Zespół Apergera, mieszczący się w Spektrum Autyzmu. Dzięki diagnozie zrozumiałem samego siebie, dowiedziałem się i nadal dowiaduję jak z tym żyć tak, by bolało mniej…
Jak nauczyć się żyć? Schematy to za mało... Potrzebne są jeszcze słuchawki w uszach z których nie płynie muzyka, ciemne okulary z filtrem, powrót do okularów zamiast szkieł kontaktowych, batoniki i wiele wiele więcej czego jeszcze nie odkryłem ale muszę, by móc żyć w miarę "normalnie". Słuchawki mają mnie ochronić przed wysokimi dźwiękami, które wywołują u mnie ból i doprowadzają do szaleństwa. Ciemne okulary sprawią, że błyski świateł nie wywołają u mnie ataku padaczki i ochronią umysł przed światłem słońca, które razi mnie bardziej niż osobę "zdrową". Zrezygnowanie ze szkieł kontaktowych pozwoli mi przebywać bez lęku w miejscach, gdzie jest większa przestrzeń, nie będę już się bał i drżał na widok otwartej przestrzeni, oprawki okularów ograniczą moje pole widzenia. Batoniki pomogą mi nie tracić przytomności czy zwyczajnie zasypiać, jeśli zjem je w odpowiednim czasie - leki wywołują u mnie nagłe spadki cukru we krwi. Te wszystkie metody mające ułatwić mi życie to tylko mały procent tego, co muszę jeszcze odkryć by codzienność nie zadawała mi bólu, zarówno fizycznego jak i psychicznego. Pozostało mi trzymać się tych zasad i obserwować swoje zachowania tak by znaleźć kolejne sposoby na ratowanie samego siebie... Najważniejsze jednak dla mnie pozostanie nauczenie się odczytywania emocji z zachowań ludzi i ich mimiki twarzy, prawidłowe reagowanie na emocje oraz wewnętrzna przemiana by nie być tak beznadziejnym człowiekiem..

sobota, 30 czerwca 2012

Posted by Krystian Głuszko |


Kolejny raz zaczynam pracę nad sobą od nowa aby uniknąć pobytu na oddziale zamkniętym... Miałem już swój system, teraz muszę go tylko ulepszyć... Poniżej fragment mojej książki, który zdradzi Ci moją tajemnicę jak nauczyłem się żyć...



[...] Różnica między więzieniem a szpitalem jest taka, że z więzienia wyjdziesz, gdy skończy Ci się wyrok, a z tamtego miejsca, wtedy gdy jakiś profesor w sztywnym białym fartuchu powie: już czas, pod warunkiem że…
Dlatego miej się na baczności. Jeżeli jesteś za słaby, by znieść cierpienie lub po prostu go nie rozumiesz, niestety skończysz jak ja kiedyś – piętnastoletnie dziecko oszukane przez życie. Chociaż nigdy nie byłem nastolatkiem, teraz cieszę się, gdy mogę rozmawiać z młodzieżą i przez  chwilę poczuć się, jakbym był w ich wieku... Moje życie potoczyło się jednak w dobrym kierunku. Mam ogromną siłę, a gdy ją tracę powtarzam sobie: cały tydzień będzie wtorkiem i dalej wstaję do pracy, wypełniam obowiązki... Mimo że nadal jestem ciężko chory, nauczyłem się tłumić ból w sobie, tak by nie odbijał się na najbliższych. Może wynajdą kiedyś lekarstwo na tę podłą przypadłość, ale słowo może to za mało, by bezczynnie czekać na zbawienną tabletkę czy operację... [...]
Fragment "Spektrum" K. Głuszko

Pozostaje mi odbudować nadzieję. Odnaleźć na nowo wiarę i wierzyć, że wszystko będzie dobrze. W końcu każdy dzień jest wtorkiem! :)

piątek, 29 czerwca 2012

Posted by Krystian Głuszko |
Noc po napisaniu ostatniego posta była bardzo ciężka... Krzyknąłem niemym głosem DOŚĆ! Połknąłem jedno pudełko tabletek, później drugie... Największa wola życia pojawia się gdy śmierć zbliża się wielkimi krokami... Noc w szpitalu. 

Jest już późno
Może sen przyjdzie
Może świat mi wybaczy
Nie pomogła jedna tabletka
dawka zalecana przez lekarza...
Połknąłem więc wszystkie...
Księżyc powoli chował się za horyzontem
BOŻE PRZEBACZ!
Pojawił się anioł
powiedział - jeszcze nie teraz
I dostałem nową szansę...

Nowa szansa. Nowy dzień. To samo życie. Inne spojrzenie... Wszechświat nie zauważył, rodzina zraniona. Kilka sekund. Cztery uderzenia serca. Popełniony błąd. Kolejny dzień. wyjście z szoku. Nowa szansa - codzienność...

środa, 27 czerwca 2012

Posted by Krystian Głuszko |
Wszystkim, którzy czytają mojego bloga polecam moją książkę. Tak jak w blogu znajdziecie w niej mnie... Zobaczycie jak wygląda świat za murami szpitala psychiatrycznego i okrutne terapie w nim przeprowadzane...

Pod tym linkiem jedna z recenzji:


Książkę można kupić w tradycyjnej księgarni ale polecam zamówić ją ze strony wydawnictwa gdzie zdobędziecie ją najtaniej. Oto link:





poniedziałek, 25 czerwca 2012

Posted by Krystian Głuszko |


"Udaję radość, której we mnie nie ma, ukrywam smutek, żeby nie martwić tych, którzy mnie kochają i troszczą się o mnie. Niedawno myślałam o samobójstwie. Nocą, przed zaśnięciem, odbywam ze sobą długie rozmowy, staram się odegnać złe myśli, bo byłaby to niewdzięczność wobec wszystkich, ucieczka, jeszcze jedna tragedia na tym i tak już pełnym nieszczęść świecie."
Właśnie na tym polega moje życie - na udawaniu szczęśliwego, ukrywaniu smutku i walce z myślami o śmierci... Czasami myślę, że gdyby w końcu udało mi się popełnić samobójstwo zrobiłbym światu przysługę... Po ulicach miasta chodziłby jeden wariat mniej, nie raniłbym więcej bliskich swoją chorobą... Samobójstwo to zły pomysł, lepiej byłoby się nie urodzić, ale... dostrzegam jednak jeszcze piękno w tym świecie... Uśmiech obcej osoby na ulicy, krótkie pogawędki w sklepie ze sprzedawczynią, deszcz gdy jest za sucho i słońce gdy jest za długo jest zimno a nawet płacz, choćby nie wiadomo jak by był paniczny - po nim zawsze przychodzi spokój, jestem radosny również z powodu kawy - ona zawsze ma taki sam pyszny smak i z powodu rodziny - oni rozumieją, ale cierpią i to jest powód by to cała radość legła w gruzach... Najgorsze jest to, że wyzdrowieć nie mogę ale postępy zrobiłem już ogromne i dalej je robię... Mimo wszystko wierzę, że nie mam prawa żyć, że jestem tutaj przez przypadek i w niewłaściwym świecie...
Póki co wychodzę z siebie by stać się lepszym, albo nie - mniej złym. A kawa? Ona się nie zmienia, ciągle smakuje tak samo... Codziennie dziękuję Bogu za to co mam ale nigdy o nic nie proszę dla siebie, nie mam prawa - mam wiele a nie zasługuję na nic...

Każdy w jakimś zakątku swojej duszy wie aż nadto dobrze, że samobójstwo jest wprawdzie wyjściem, ale przecież tylko jakimś wyjściem nędznym, nielegalnym, zapasowym, i że w zasadzie szlachetniej i piękniej jest dać się pokonać przez samo życie niż ginąć z własnej ręki.


czwartek, 21 czerwca 2012

Posted by Krystian Głuszko |
Dzisiaj opowiem Ci trochę o mojej książce. Może nie dosłownie o książce co o uczuciach jakie budziło we mnie samo jej wydanie. Jeśli przeczytałeś "Spektrum" mojego autorstwa zrozumiesz moje obawy, jeśli nie sięgnąłeś po tę książkę sam blog da zarys moich emocji. Odkąd stwierdzono u mnie chorobę psychiczną moje życie polegało na kłamstwie. Będąc w szpitalu psychiatrycznym wszyscy byli pewni, że byłem sanatorium. Wstydziłem się swojej choroby, wstydziłem się siebie i bardzo nienawidziłem. Niektóre uczucia towarzyszą mi do tej pory, nadal mam bardzo niską samoocenę i powoduje to próby samobójcze. Jak widać zabić mi się nie udało - ciągle tutaj jestem. Jadąc do Gdańska gdzie podpisałem umowę wydawniczą całą podróż wymyślałem pseudonim literacki. Byłem przekonany, że stanę się obiektem kpin, że już na zawsze oczach innych  pozostanę tym z żółtymi papierami. Jako debiutujący pisarz wybrałem sobie pseudonim artystyczny - Igor Lipiński. Moje obawy dotyczyły również czegoś głębszego - opisałem szpital psychiatryczny z prawdziwej strony, okrutne terapie jakie na mnie przeprowadzano i wszystkie zaniedbania. Z wielkim trudem przyznałem się mojej psychiatrze o wydaniu książki. Spodziewałem się, że po przeczytaniu wydruku (książka była w trakcie korekty) nie zechce mnie dalej leczyć. Poprosiłem ją by do mnie zadzwoniła po lekturze. Powiedziała tylko, że się rozpłakała czytając moje wspomnienia. Już wtedy zastanawiałem się nad aneksem do umowy by na okładce widniało moje prawdziwe nazwisko. Dowiedziałem się od niej, że ma pacjenta, który się nazywa właśnie tak jak brzmiał mój pseudonim. To wystarczyło - w ostatniej chwili podpisałem aneks do umowy i nadal jestem sobą nawet jako młody pisarz.
Ku mojemu zdziwieniu nie stałem się obiektem drwin, wręcz przeciwnie, ludzie chcą wiedzieć więcej i okazują podziw i współczucie, a ja czuję wstyd, że źle oceniłem nastawienie społeczeństwa do takich jak ja - wariatów.

poniedziałek, 18 czerwca 2012

Posted by Krystian Głuszko |
Po raz kolejny zza horyzontu rzeczywistości pojawia się pobyt w szpitalu psychiatrycznym...
Poniżej wkleję parę słów z mojej książki "Spektrum" by zobrazować Wam tamtejsze zasady po podpisaniu zgody na "leczenie".
"Gdy wali się cały Twój świat, a snem staje się życie, gdy nie widzisz wyjścia z żadnej sytuacji, a jedynym sensem staje się śmierć... Gdy mówisz do kolegi, który nie istnieje, a z oczu ciągle płyną Ci łzy, być może też stoczysz się na dno szpitalnej rzeczywistości... Twoje imię nabierze innego brzmienia, a słowa stracą znaczenie... Gdy utkniesz tam na dłużej, pamiętaj, stamtąd nie ma ucieczki! Podpisując dokumenty, których nie rozumiesz, stajesz się ich więźniem.
Różnica między więzieniem a szpitalem jest taka, że z więzienia wyjdziesz, gdy skończy Ci się wyrok, a z tamtego miejsca, wtedy gdy jakiś profesor w sztywnym białym fartuchu powie: już czas, pod warunkiem że…"
K. Głuszko, fragment "Spektrum"


Nie wiem co więcej napisać... Tracę już kontakt z rzeczywistością... Pozostaje mi tylko Cię pozdrowić i życzyć wszystkiego co najlepsze...

Trzymaj się ciepło!


wtorek, 12 czerwca 2012

Posted by Krystian Głuszko |


Nie myślałem, że przyjdzie mi się jeszcze w życiu uczyć regułek. A jednak. Musiałem zdobyć uprawnienia do przyjmowania zakładów bukmacherskich i to na końcu świata! No, może nie świata, ale Polski, tak. Próbowałem zrobić tak, jak mi poradziła doktorka. Spisałem plan, co o której i jak. Samo wyrwanie ze schematu było już dla mnie szokiem. Plan? No cóż… Okazał się zbędny…
Jestem na szkoleniu w Zielonej Górze. Podróż trwała dobę. Wierzysz w coś takiego jak zły znak? Przez minione dwa dni, miałem ich sporo. A może to tylko pech? Na szkoleniu jestem z żoną. Na pociąg odwiózł nas, mój przyszły szwagier. Na początek pomyliliśmy drogę. Znaleźliśmy się na jakiejś podtopionej wczorajszym deszczem wiosce. Musieliśmy zawrócić. Nie przejęliśmy się. Mieliśmy sporo czasu by zdążyć na pociąg. W drodze rozmawialiśmy o mandatach za przekroczenie prędkości i o fotoradarach. Rozmawialiśmy o tym do czasu aż jeden z nich zrobił nam zdjęcie. Nie najlepszy początek podróży - pomyślałem. Do Rzeszowa dojechaliśmy na godzinę dwudziestą. Pociąg mieliśmy dopiero o 22:22. Postanowiliśmy więc, że pójdziemy jeszcze coś zjeść i za godzinkę ruszymy kupić bilety. Tak zrobiliśmy. Niestety... Pociąg o takiej godzinie nie kursuje. Najbliższy maił być o 3:20. Nie urządzało to nas, gdyż o 12:00 mieliśmy już zajęcia, a na miejscu mogliśmy być najwcześniej o 17:12. Wykonaliśmy parę telefonów. Okay, damy radę. Odpuszczą nam pierwszy dzień szkolenia. Mieliśmy całą noc na łażenie po mieście z ciężkimi bagażami. Zadzwoniłem do przyjaciela, który mieszka w Rzeszowie. Spotkaliśmy się w jakimś barze. Wypiliśmy po piwie i o 01:10 poszedłem z Ewą na dworzec PKP. Po drodze przyczepił się nas jakiś miejscowy menel. Ledwo się go pozbyliśmy ale udało się po wielu trudach. Doszliśmy na dworzec. Mieliśmy niecałe dwie godziny do odjazdu. Piliśmy kawę na peronie i znowu on! Tym razem miejscowy menel okazał się agresywny. Gdy już wstawaliśmy z ławki, by pójść po ochronę, zmył się. Podróż była ciężka. Byliśmy zmęczeni i głodni a świadomość, że straciliśmy jeden dzień nauki stresowała jeszcze bardziej. W końcu dotarliśmy na miejsce. Wszystko wydawało się już iść po naszej myśli do czasu. Ewa zgubiła telefon. Dodzwoniłem się na jej numer. Ktoś odebrał i poinformował, że jest w biurze informacji w supermarkecie. Wybiegliśmy z hotelu. Ewa upierając się, że zna skróty, doprowadziła do kolejnego już zgubienia przez nas drogi. Telefon odzyskany. Leżymy teraz w łóżku i oglądamy mecz naszej reprezentacji. Mam nadzieję, że nasz pech nie dopadnie też naszej drużyny. Póki co jest remis, więc są jeszcze szanse. Boję się co czeka nas jutro, bo ponoć zawsze może być gorzej.

sobota, 9 czerwca 2012

Posted by Krystian Głuszko |
Najprostszym sposobem by popaść w depresję, jest słuchanie i analizowanie wszystkich wiadomości, które przekazują nam media.
Czy świat jest naprawdę taki zły? Czy rzeczywiście nie ma nic pozytywnego co moglibyśmy usłyszeć w mediach oprócz awantur polityków, wypadków, śmierci i bólu?
Skoro media puszczają w świat niemal same złe wiadomości to chyba znaczy, że takie chcemy słyszeć...
Wydaje mi się, że odciąga to naszą uwagę od własnych problemów.

Pewnego lata bardzo zachorowałem, rozkładała mnie epilepsja, utraty przytomności i samotność... Przez wiele miesięcy byłem zamknięty w czterech ścianach. Szukałem wtedy filmów ze złym zakończeniem, jakichkolwiek źle kończących się historii. Robiłem to automatycznie, nie zdawałem sobie sprawy z powodów. Teraz wiem, że od powiedzenia - inni mają gorzej bardziej pociesza gdy to widzimy...
Jestem człowiekiem a to co ludzkie czasami wolałbym by było mi obce... 

poniedziałek, 4 czerwca 2012

Posted by Krystian Głuszko |



Przez wiele lat byłem samotny. Oszukiwałem siebie i innych, że tak mi wygodniej. Widziałem dziesiątki plusów bycia samym. Nie dostrzegłem jednak setek minusów. Tak naprawdę bałem się miłości. Twierdziłem, że zakochany człowiek przestaje myśleć logicznie, a to logika od zawsze mną kierowała i jej się trzymałem. Zmieniłem zdanie gdy pokochałem kobietę, która jest teraz moją żoną. Poza duchowym dowodem zbawiennej mocy tego uczucia, istnieje również medyczny. Od mojej doktorki dowiedziałem się, że moje leczenie bez miłości nadal stałoby w martwym punkcie. Głębokie, odwzajemnione uczucia do mojej żony prowokują mój mózg do produkowania sporej dawki endorfiny, hormonu szczęścia, który w połączeniu z moimi lekami pozwala mi teraz lepiej funkcjonować niż w przeszłości. Tak! Miłość ma zbawienną moc! Dostałem dowód duchowy i naukowy, teraz nie tylko wierzę ale także wiem... 

sobota, 26 maja 2012

Posted by Krystian Głuszko |

Od mojego ostatniego pobytu w szpitalu psychiatrycznym minęły już prawie trzy lata... Przez ten czas choć wydarzyło się tak wiele w moim życiu, część mnie cofnęła się o kilkanaście lat i zatrzymała w miejscu, inna część zatoczyła koło, jeszcze inna cały czas ucieka, znika z horyzontu i pojawia się z powrotem... Poniżej znajdziesz mały kawałek tekstu z mojej książki "Spektrum". Pomimo tego, że to co zamknąłem w tych kilku zdaniach działo się wiele lat temu, dzisiaj czuję się niemal identycznie...




"Czułem się coraz gorzej... Żyjąc poza granicami
normalności, gubiłem się, upadałem coraz niżej... Od
pobytu w klinice minęły prawie dwa lata przesiąknięte
bólem i łzami. Nic się nie zmieniało, każdy dzień mnie
poniżał, każda godzina rzucała na kolana, a minuta
wbijała nóż w plecy...
To nie było już życie, lecz wegetacja. Chwile słabości
przerodziły się w godziny, a później w miesiące. Podjąłem
trudną decyzję: musiałem wrócić do szpitala...
Przed wyjazdem wcześniej zakończyłem rok szkolny,
by jak najszybciej odbudować moją rozsypaną duszę
wizytą w klinice...
Przez te dwa tygodnie nie miałem czasu na sen. Szukałem
samotności, przenosząc się do pustego domku
obok. Uczyłem się całymi nocami. Zaczynałem o 22, by
skończyć o 7:30 i szybko pójść do szkoły na zaliczenie.
Moja pamięć była tak upośledzona lekami, że wiedza
wypalała się po godzinie nauki. Czekałem cierpliwie,
aż to wszystko się wreszcie skończy. Była piękna późna
wiosna... Nad ranem, choć padałem z sił, szedłem pod
kościół, który widać za oknem. Zmieniałem opatrunki
codziennie pogłębianych ran i modliłem się. Sam nie
wiedziałem po co, skoro byłem ateistą...
Czy to miało jakiś sens? Męczyć się, by jak najszybciej
tam trafić i wyjść jeszcze w gorszym stanie? Czy była
jakaś inna deska ratunku? Wyciągnięta do mnie dłoń,
której nie zauważyłem? Żałuję, że poddałem się terapii,
i zawsze będę żałował, nadal niemal codziennie wracam
myślami do tamtego miejsca."

Fragment "Spektrum" K. Głuszko

piątek, 11 maja 2012

Posted by Krystian Głuszko |
Nadzieja matką głupich, tak zwykło się mawiać... Nie chcę zmądrzeć, chcę być głupcem skoro taki jest warunek posiadania nadziei! Koło się zamyka i toczy jak oszalałe. Depresja - psychoza - mania a do tego Zespół Asperera i padaczka- oto cały ja - sterowany neuroprzekaźnikami, wyładowaniami i innymi dziwnymi, odkrytymi lub jeszcze nie, podstawami mojej ułomnej osoby. Ostatnio często cofam się w czasie, nie, nie tak jak myślisz - to amnezje, które wyrywają mi pamięć ostatnich lat. Dzieje się dużo we mnie, gdy poza ciałem nie dzieje się nic. Stoję w miejscu, choć biegnę tak szybko jak to jest tylko możliwe. Cofam się, choć ciągle idę przed siebie... 
Gdzie tu logika?! Gdzie sens?! 

środa, 9 maja 2012

Posted by Krystian Głuszko |


"Większość z Was gubi się w pogoni za pieniędzmi, karierą... A my? My pragniemy tylko zdrowia, impulsu, który otworzy nam drzwi do nowego świata, Waszego świata" - pisze Krystian Głuszko w swojej książce.


Krystian Głuszko w książce "Spektrum" opisał dzieje długotrwałych kuracji w zakładach psychiatrycznych i swoich osobistych zmaganiach z chorobą, która wyrwała mu z życia sporo lat dzieciństwa i młodości.

Podczas swojej bytności w szpitalach, obserwował jak pacjenci byli nieustannie poddawani terapiom uzdrawiającym, polegającym na stosowaniu elektrowstrząsów i zastrzyków insulinowych. Tak je zapamiętał:

"Najpierw zapinali go w pasy (...) Po przedawkowaniu insuliny, którą wstrzykiwali mu przez cienką igłę dużej strzykawki, powoli zasypiał (...) Po kilku minutach zapadał w śpiączkę, zaczynał topić się we własnym pocie, z ust toczyła mu się piana niczym wściekłemu zwierzęciu. Później był przerażający krzyk płynący z jego suchych ust: ratujcie, błagam! (...) Powinien być podłączony pod wiele aparatur, ale kogo to obchodziło (...) Rzucało jego ciałem, łóżko na którym leżał, suwało się po całym pokoju, było to słychać wszędzie! Po kilku godzinach koszmaru wstrzykiwali mu dożylnie glukozę, by go wybudzić (...) Budził się cały mokry, jakby ktoś wylał na niego kilka wiader zimnej wody, z ust spływała mu piana, nie pamiętał, jak się nazywa ani gdzie jest, a personel to bawiło."

Autora również nie ominęły takie terapie. Elektrowstrząsy spowodowały napady padaczki i ataki amnezji. Obrazu polskiego horroru dopełnia ujawniony przez autora i uczestnika kuracji fakt, który nigdy nie powinien mieć miejsca. Obsługa szpitala raczyła się trunkami, zamiast zajmować się znajdującymi się tuż obok i potrzebującymi troskliwej opieki ludźmi.

Być może intensywna kuracja nie przyniosłaby oczekiwanego rezultatu, gdyby na jego drodze nie pojawiła się Ewa i miłość, która ich połączyła. Ocaliła go od klęski i nieuchronnej podróży w głąb czarnej dziury depresji i samo zatracenia się w autodestrukcji. Obecnie wraz z żoną prowadzi własną firmę. Wydobył się z samego dna egzystencji i prowadzi w miarę ustabilizowane i normalne życie.

Krystianowi życzę na tej drodze powodzenia, dużo sił i szczęścia. A czytelnikom polecam książkę. "Spektrum" zasługuje na dogłębne przestudiowanie, zarówno przez ludzi z kręgu medycyny zdrowia psychicznego, jak przez każdego tzw. normalnego człowieka. Nigdy nie wiadomo co może się zdarzyć. Dzisiaj jesteś zdrowy, ale nie ma pewności, że tak będzie do końca Twoich dni.

Za recenzję dziękuję Ewie Krzysiak
http://www.wiadomosci24.pl/artykul/krystian_gluszko_i_jego_spektrum_recenzja_232468.html

niedziela, 6 maja 2012

Posted by Krystian Głuszko |

Znalazłem tę piosenkę przypadkiem. Jeśli nie lubisz takiej muzyki przeczytaj tylko jej słowa. Zamknięty byłem już cztery razy i czułem dokładnie to samo co zostało obrane w słowa tej piosenki. Najgorsze w takim miejscu jest to, kiedy uświadamiasz sobie, że nie powinno Cię już tam być a lekarze nie chcą Cię stamtąd wypuścić... "Jeszcze nie teraz Krystianie, za dwa tygodnie pójdziesz na przepustkę i wtedy coś postanowimy". Na nic zdaje się wołanie- Jestem już normalny, wypuście mnie stąd! Podpisując papiery, które Ci podsuwają dla nich masz 15 lat, jesteś przez nich w pewien sposób ubezwłasnowolniony. Tekst tej piosenki genialnie opisuje sytuacje na oddziałach zamkniętych...




Biały pokój, drzwi bez klamek
W oknach kraty puste ściany
W środku ja, jak w puszce zamknięty
Nade mną napis niedorozwinięty, niedorozwinięty

W kaftanie bezpieczeństwa jestem bardzo spokojny
W kaftanie bezpieczeństwa wszystko wraca do normy
W kaftanie bezpieczeństwa walczyć nie mam sił
W kaftanie bezpieczeństwa jest bezpiecznie żyć

Związane mam ręce a usta zaklejone
Jakiś dziwny człowiek chce mi zmieniać głowę
Ukryte kamery śledzą każdy krok
Już jestem normalny wypuśćcie mnie stąd

W kaftanie bezpieczeństwa jestem bardzo spokojny
W kaftanie bezpieczeństwa wszystko wraca do normy
W kaftanie bezpieczeństwa walczyć nie mam sił
W kaftanie bezpieczeństwa jest bezpiecznie żyć

Wiedzą o czym myślę wiedzą o czym śnię
Nie mam nawet marzeń ktoś mi zabrał je - he, he
Zamknięty w pokoju nie ruszam się
Już jestem normalny wypuśćcie mnie

Kto mnie zamknął tu czego ode mnie chcecie
Przecież ja już jestem normalnym człowiekiem
Kto mnie zamknął tu czego ode mnie chcecie
Przecież ja już jestem normalnym człowiekiem
Kto mnie zamknął tu czego ode mnie chcecie
Przecież ja już jestem normalnym człowiekiem
Kto mnie zamknął tu czego ode mnie chcecie
Przecież ja już jestem normalnym człowiekiem

Normalnym człowiekiem x3
Posted by Krystian Głuszko |
„Kiedy mówisz do Boga – modlisz się, kiedy Bóg mówi do ciebie – masz schizofrenię. 
Jeśli zmarły mówi do ciebie – jesteś spirytualistą, jeśli ty mówisz do zmarłego – jesteś schizofrenikiem.” (Thomas Szasz)

Natrafiłem na te słowa parę tygodni temu i zacząłem się zastanawiać nad swoim umysłem. Schizofrenia jest moją chorobą współistniejącą. Modlę się a Anioły modlą się ze mną na głos. Rozmawiam z Babcią, choć umarła pięć lat temu... Może nie jestem schizofrenikiem, może mam po prostu trzecie oko, zdolności paranormalne? Mam umysł ścisły, nie wierzę w to co się ze mną dzieje do czasu aż dziać się zacznie, a gdy skończę rozmowę z babcią, gdy zamilknął anioły, moja wiara upada i czuję się znowu schizofrenikiem i autystą jednocześnie. Lekarze mówią, że mam inny mózg od "zdrowego" społeczeństwa - czy może to oznaczać, że widzę więcej od innych? Że etykietka schizofrenika jest błędna? W głowie kłębią mi się pytania, na które odpowiedzi nigdy nie uzyskam. W cokolwiek bym nie wierzył, wiara wariata zawsze zostanie podważona... 

środa, 2 maja 2012

Posted by Krystian Głuszko |


Autor: Krystian, lat 15... smutno mi...
"Kolejna tabletka na sen
jeszcze tylko siedem
i będzie lepiej
Opinia lekarza
jest źle
Trzy w południe
Złudzenie szczęścia
Lepszy sen
Kolejne pięć rano
Mam dość!
Telefon do lekarza
Zajęte...
Gubię się
Kim ja jestem?
Nie znam go
Choć patrzy na mnie z lustra..."

poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Posted by Krystian Głuszko |
Mamy wiosnę a może już lato? Wiosna jest najgorsza... Mam wypisane skierowanie do szpitala psychiatrycznego, ale pewnie nie skorzystam... Może zamiast tego pójść dzisiaj ze znajomymi na winko? Czuję się ograniczony do granic kratami mojego duchowego więzienia. Zza szyby spektrum spoglądam dzisiaj niepewnie w przyszłość, która wbrew moim nadziejom pewnie nadejdzie. Po co zamykać w klatce kogoś kto już w jednej jest? Po co leczyć skoro nie da się wyleczyć?! Być może zamilknę na jakiś czas jeśli dam się zamknąć, a może odezwę jeśli wino okaże się skuteczniejsze od psychotropów. Przyszłość jest niejasna, boję się...


środa, 25 kwietnia 2012

Posted by Krystian Głuszko |
Ostatnio często myślę o śmierci. Co mnie po niej czeka? Kiedyś byłem ateistą. Do takiej postawy zmusiły mnie śpiączki. Dlaczego? Gdy byłem w śpiączce czułem jak oddzielam się od ciała a moja dusza jest rozrywana w niekończącej się pustej przestrzeni. Nie widziałem światła, Boga, aniołów, było tylko wielkie NIC. Zacząłem wtedy wierzyć w nirwanę. Bo jak zrozumieć to co się działo z moją duszą podczas gdy ciało było w śpiączce lub wstrząsie insulinowym? Smutne jest życie ateisty, to tak jakby dusza miała depresję podczas gdy ciało się uśmiecha. Wiarę odnalazłem na nowo po wielu latach, lecz teraz nie znam odpowiedzi na pytanie co się dzieje po śmierci na własne życzenie? Ksiądz byłby w stanie mi odpowiedzieć, lecz ta odpowiedź nie byłaby dla mnie wiarygodna. On będzie mówił to czego go nauczono, coś co może ale musi być prawdą... Brak odpowiedzi na to pytanie trzyma mnie przy życiu. To trochę dziwne, że niewiedza jest lekiem na samobójstwo. Jako ateista miałem kilka prób samobójczych, nic mnie nie powstrzymywało tak jak robi to teraz znak zapytania...

czwartek, 19 kwietnia 2012

Posted by Krystian Głuszko |
Parę lat temu, gdy byłem w szpitalu psychiatrycznym ktoś się nad nami zlitował i włączył nam film. W zaciemnionej sali oglądaliśmy "Piękny umysł". Ja przez cały czas byłem zwieszony, terapia mnie wykańczała. Jednak zerkałem co chwilę na ekran. Po jakimś czasie ktoś na sali krzyknął "KRYSTIAN, SPÓJRZ ONI MU ROBIĄ TO SAMO TO CO TOBIE". Ciekawe dla mnie było to, jak wyglądam w trakcie terapii, tego nie mogę przecież pamiętać, gdyż byłem w śpiączce. Trochę znieruchomiałem, zwyczajnie mnie zamurowało a potem rozśmieszyło, chociaż doskonale wiedziałem, że ten śmiech był wyłącznie po to by nikt nie zobaczył, że się przejmowałem.Poza tym film mogę polecić każdemu. Jest piękny, nie tylko umysł lecz cała historia. Filmik zawiera fragment terapii, którą miałem wtedy robioną w klinice i który wywołał tyle emocji, moich i tych co nie widzieli mnie codziennie przywiązanego do łóżka.
video

poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Posted by Krystian Głuszko |

Dzisiaj pewna dziewczyna zapytała mnie - co jest w życiu najważniejsze? Po krótkim namyśle odpowiedziałem, że miłość, miłość do życia.Odpowiedzi nie jestem pewien, ale tak czuję....
   





Pewnej nocy w szpitalu psychiatrycznym....
Rozmowa SMS:
-        Kamila boję się boję zasnąć

-        Krystian będzie okay, zobaczysz. Kiedy skończy się ten koszmar będziesz się z niego śmiał. Pamiętaj! Co Cię nie zabije to Cię wzmocni :)
-        gdy ja właśnie boję się, że to mnie zbije. Coraz ciężej jest mnie wybudzić ze śpiączki. Zajrzałem wczoraj do swojej dokumentacji medycznej, gdy nikogo nie było w dyżurce...
-        co tam było napisane?
-        Że potrzebuję coraz więcej dawki glukozy w zastrzyku, dużo ponad normę... Insuliny dostaję już ogromne dawki... ostatnio mieli problem z wybudzeniem mnie, akurat teraz! Teraz gdy poczułem wolę życia, teraz, gdy to życie pokochałem!
-        Włącz sobie „wehikuł czasu” Dżemu. Lubisz tę piosenkę, może uda Ci się zasnąć. Jeśli nie to zarwę tą noc razem z Tobą, by Cię pocieszyć :)

Pielęgniarka weszła do sali na kontrolę. Schowałem telefon pod poduszkę i udawałem, że spałem. Jeden z kolegów zaczął robić problemy. Zrobiło się straszne zamieszanie... Salowy musiał zapiąć go w pasy. Pielęgniarka dała mu jakiś zastrzyk i po paru minutach sytuacja została opanowana.
-        jestem przekonana, że wyjdziesz z tego cało.
-        Skąd ta pewność?
-        Powiedzmy, że to kobieca intuicja :) A gdy opuścisz szpital zabiorę Cię na cmentarz. Będziemy trzymać się za ręce i głośno śmiać :) obiecuję!

Kamili nigdy później nie spotkałem. Zapamiętałem ją dokładnie, ponieważ miała styl gotycki, czasami wyglądała jak upiór. Gdy internet zaczął obnażać prywatność ludzi poprzez portale społecznościowe zobaczyłem jej zdjęcie. Miała jaskrawo czerwony sweterek i rude, krótkie włosy. Nie przypominała już w najmniejszym stopniu cmentarnej damy.

sobota, 7 kwietnia 2012

Posted by Krystian Głuszko |

Zastanawiałeś się kiedyś, o czym myśli wariat, gdy patrzy Ci w oczy? Co widzi i skąd ten lęk w jego spojrzeniu? Czy zadawałeś sobie kiedykolwiek pytanie, co dzieje się w głowie człowieka zakładającego sobie sznur na szyję? Albo inaczej, ile mają w sobie z człowieka zdrowego i dlaczego nie są tacy jak Ty. Co sprawiło, że oddali cześć swojemu szaleństwu? Dlaczego ukłonili się chorobie by później paść przed nią na kolana i zanurzyć się w obłędzie...



Beata, pociecha oddziału, nastoletnia trzydziestolatka zostawiła nagle kredki i zmierzyła wszystkich przerażającym spojrzeniem. Zaczęła rzucać wszystkim co miała pod ręką, krzyczeć i rwać włosy z głowy. Wkrótce miała opuścić szpital, i tak się tam zasiedziała. Biegała korytarzu, weszła do dyżurki i zrobiła tam straszny bałagan. Znowu dopadł ją obłęd a my musieliśmy słuchać jej krzyków całymi nocami, gdy była przywiązana do łóżka. Po kilku nocach niewyspani pacjenci poprosili by przenieśli ją na oddział z izolatką. Beatę jednak zamykano na noc w sali terapeutycznej , przez którą musieliśmy przejść by dojść na balkon wypić jak zwykle kawę i zapalić papierosa. Jednak i stamtąd również było słychać piski i wołanie o pomoc kobiety.
Balkonu nie zamknięto a my byliśmy zmuszeni mijać ją w przywiązana pasami za każdym razem gdy chcieliśmy dojść na balkon. Ciągle wołała o pomoc. Zapłakana patrzyła na nas i błagała by ją odwiązać i oddać jej pluszowego misia. W końcu jeden z pacjentów nie wytrzymał i ją rozwiązał. Szalejącą Beatę złapano i zapięto z powrotem tak jak tego co ją rozwiązał. Sam nie wiem ile to trwało parę dni? Tygodni? W końcu straciła głos... Silne dawki leków zrobiły z niej prawie warzywko i wtedy ją rozwiązano. Beata jak inne zombie chodziła korytarzem w tą i z powrotem. Nic już nie rysowała, nie śpiewała, nie uśmiechała się do nas i nie zagadywała... Gdy myśleliśmy już, że nie ma nic w niej, że jest pusta przez leki ta wkradła się do sali konferencyjnej i napisała kredą na tablicy – „nazywam się Beata, jestem szalona ale cieszę się, że Pan Bóg mnie stworzył”. Choć od tamtego czasu minęło ponad osiem lat, pisząc to nadal mam łzy w oczach. Do końca mojego pobytu na oddziale zamkniętym Beata nie wróciła do siebie. Tęskniłem za nią już wtedy gdy mijałem jej powykręcane ciało na korytarzu.
 
Mała istota ludzka
dziękuje za życie
z którego nic nie ma
które ledwo się w niej tli
Uznana przez społeczeństwo za wariatkę
żyje nadal w świecie bajek
choć ma ponad trzydzieści lat
Pamiętam jak ocierała łzy
ściskając pluszowego misia
gdy zapinali ją w pasy
i ten krzyk gdy przechodziłem obok
„Pomóż mi! Odwiąż mnie, błagam!”
Gdy zaczęła wracać do siebie
straciła głos
Wkradając się do sali konferencyjnej
napisała na tablicy
„Nazywam się Beata
jestem szalona
ale cieszę się że Pan Bóg mnie stworzył”
Nigdy jej nie zapomnę...

 W swoich licznych pobytach z klinikach psychiatrii poznałem wielu ludzi, zagubionych, utalentowanych, widzących więcej niż ktokolwiek inny. Żaden z nich nie był do siebie podobny, lecz każdego łączyła ta sama cienka i cholernie silna nić szaleństwa... Wielu z nich zagubiła swoje człowieczeństwo i zostanie tam pewnie przez większość życia, innych czeka ciężki proces wtopienia się do otaczającego ich świata, nieograniczonego już murami oddziału.