poniedziałek, 31 grudnia 2012

Posted by Krystian Głuszko |
2012 rok był dla mnie przełomowym. Jestem z Wami od stycznia. Właśnie wtedy moje "Spektrum" wyfrunęło z szuflady. Dzięki temu poznałem Was - Pisarzy, moich Czytelników, zarówno książki jak i bloga. Większość z Was stała się dla mnie Przyjaciółmi - wirtualnymi choć bardzo realnymi. Dziękuję Wam za ten rok i mam nadzieję, że nasza znajomość przetrwa kolejne, długie lata...
Od jutra, przez najbliższe dwanaście miesięcy będzie z nami trzynastka wtopiona w datę. Życzę Wam by ta okrzyknięta pechową liczba, była szczęśliwa. By dała początek czemuś pięknemu i wyjątkowemu.
Ostatni post w tym roku będzie bardzo krótki. Nie potrafię poskładać słów w zdania, które chcę Wam przekazać. Napiszę, więc - dziękuję oraz spełnienia marzeń. Moje pomogliście mi spełnić w 2012 :)

piątek, 28 grudnia 2012

Posted by Krystian Głuszko |
Papierowa Orchidea Krystiana Głuszko


Wszyscy jesteśmy świeżo po świętach, tymczasem PAPIEROWA ORCHIDEA ma kolejnego gościa. Zapraszam na spotkanie z Krystianem Głuszko, autorem książki, która wzbudziła we mnie niemałą ciekawość. Krystianie, słowem wstępu… 

Żaden kwiat nie przeżył przy mnie dłużej niż dwa tygodnie. Mimo to zostałem poproszony o napisanie swojej orchidei. Może jeśli stworzę własną, zbuntowane kwiaty zaczną mnie lubić i zagoszczą na dłużej w moim mieszkaniu?

Sądzę, że warto spróbować. Kto wie, jakimi prawami rządzą się rośliny? W każdym razie obiecuję, że tej ORCHIDEI nie pozwolimy uschnąć. O czym więc nam opowiesz?

Napiszę o książce, którą zna każdy. Nie będę więc oryginalny. Opiszę jak ważną jest dla mnie lekturą i to w jaki sposób stała się dla mnie dniem tygodnia, który trzyma mnie przy życiu. W moim świecie wtorek trwa cały tydzień. Jest nim każdy dzień. Każda godzina. Stał się on dla mnie formą terapii. Sposobem na życie. Tak, dzięki książce nauczyłem się radzić sobie z codziennością i żyć, po prostu żyć.

Książkę Paula Coelho „Weronika postanawia umrzeć” przeczytałem pewnego upalnego wtorku, gdy byłem w głębokiej depresji. Sam tytuł brzmi bardzo depresyjnie, dlatego sięgnąłem właśnie po nią. Taka jest przedziwna natura człowieka. Gdy jesteśmy smutni, słuchamy smutnych piosenek i jest to niemal regułą. Ja nie miałem ochoty na muzykę. Wziąłem do rąk książkę, którą kupiłem wiele lat wcześniej, w mieście sporo oddalonym od mojego. Podchodząc do kasy nie zapytałem o cenę a groziło to wtedy brakiem funduszy na bilet do domu. Zauroczyła mnie. Musiałem ją mieć i miałem, nadal mam. Jako, że posiada ona bolesny dla mnie wątek, pseudo-leczenia wstrząsami insulinowymi oraz elektrowstrząsami, które sam przeżyłem, przez wiele lat bałem się ją otworzyć. Trwało to do tego pamiętnego, sierpniowego wtorku.

Weronika, główna bohaterka, tak jak mówi już sam tytuł, postanowiła się zabić. Z postanowieniami jest jednak różnie. Tym razem się nie udało. Weronika przeżyła by nauczyć się żyć na nowo. Efektem ubocznym tej nauki była odwzajemniona miłość do schizofrenika. Edward dzięki niej wrócił do świata, który opuścił osiem lat temu.

Co przekonało Weronikę do tego, że życie jest piękne? O ironio, sprawiła to świadomość, że za kilka dni miała umrzeć. Uszkodzenie serca, które nastąpiło w wyniku przedawkowania leków stało się jej wyrokiem. Kłamstwo jest złe. Większość z nas twierdzi, że woli od niego najgorszą prawdę. Tym razem to kłamstwo odsłoniło prawdę. Bo przecież prawdą jest, że życie jest piękne. Weronika nie umierała, lecz rodziła się na nowo. Nie zdawała sobie sprawy z tego, że jej serce jest zdrowe a cała historia z jego uszkodzeniem jest kłamstwem psychiatry. Jego udanym eksperymentem.

Po odłożeniu przeczytanej już książki zaparzyłem sobie kawę. Spalając do niej kilka papierosów poczułem coś, czego nie potrafię opisać a stało się to dla mnie bardzo ważnym doświadczeniem. Weronika postanowiła żyć. Cieszyć się nim, pomimo tego, iż była pewna, że w każdej chwili jej serce może się zatrzymać. I o to chodzi! Żyjmy jak ona. Tak jakby każda chwila miała być naszą ostatnią. Doceniając każdą minutę naszego istnienia nie bójmy się spełniać marzeń i pragnień. Spróbuj i Ty. A jeśli nigdy nie poczułeś jeszcze zapachu orchidei, nie odkładaj tego na później. Jutro może nie nadejść a jej zapach jest zbyt piękny by umrzeć nie zaznając jego słodyczy.

Piękna i bardzo pouczająca pointa! Niestety w dzisiejszych czasach ludzie często zapominają o tym, co jest najważniejsze w życiu. Tymczasem ważne są chwile i doznania. Jak dawno temu miał miejsce ów pamiętny wtorek? W jaki sposób książka, którą wtedy przeczytałeś wpłynęła na to, co sam piszesz? 

Mój kalendarz wtorkowy zaczął się dwa lata temu. Weronika pokazała mi, że warto spełniać marzenia mimo wszystko. Moim marzeniem było zostać pisarzem. Gdyby nie Weronika, nie wiem czy kiedykolwiek, pomimo braku wiary w siebie odważyłbym się zaproponować cokolwiek wydawnictwu. Świadomy, że jutro może nie nadejść przełamałem mur, który dzielił mnie od zdobycia tego, co chciałem osiągnąć. Zostałem pisarzem. Weronika nie miała wpływu na samą treść moich tekstów lecz na to, że w ogóle zaistniały oraz na to, że nadal powstają.

Pytam, bo całkiem niedawno ujrzała światło dzienne Twoja własna powieść pt. „Spektrum”. Zechcesz przybliżyć nieco czytelnikom ten tytuł? Z pewnością nie jest to utwór sztampowy czy komercyjny.

Już w tytule mojej książki ukryty jest fragment jej treści. Wziął się on od słów – spektrum autyzmu, w którego klatce żyłem i żyć będę do końca swoich dni. Od zawsze byłem inny a moja inność została nieprawidłowo zdiagnozowana. Efektem tej pomyłki, czy zwykłego niedopatrzenia były okrutne terapie, których stałem się ofiarą. Dawno wycofana metoda „leczenia” wstrząsami insulinowymi, które miały mi pomóc a nie pomogły. Elektrowstrząsy, które zniszczyły mi mózg zamiast go naprawić. Halucynacje. Próby samobójcze. Szpitale psychiatryczne. Wszystko to, co przeżyłem stworzyło moją książkę. Chęć opublikowania „Spektrum” była nakręcona złością do tego co mi zrobili psychiatrzy, choroba psychiczna. Świat powinien widzieć o tym, co dzieje się w miejscach zapomnianych przez samego Boga, ale również o tym, że zawsze, nawet gdy nie istnieje nadzieja, można żyć i cieszyć się z tego życia. O tym, że dopóki walczysz, wygrywasz. „Spektrum” jest moim życiem. To jestem ja.

Zdaję sobie sprawę, że nie łatwo było opublikować tekst będący swego rodzaju prywatnym pamiętnikiem. Jak dziś oceniasz to, że zdecydowałeś się na wydanie „Spektrum”?

Moja książka miała ukazać się pod pseudonimem literackim. Bałem się tego, jak zostanę odebrany przez otoczenie, gdy zobaczy mnie obnażonego jej treścią. Umowa była już podpisana a w niej nie widniało moje nazwisko, lecz fikcyjnego „Igora Lipińskiego”. W ostatniej chwili poprosiłem o aneks do umowy. Odważyłem się i nie żałuję tego. Dostaję wiele wiadomości od czytelników, w których dziękują mi za to, że odważyłem się wydać moją historię. Wielokrotnie proszą o pomoc. To jest piękne. Czuję się potrzebny. Poza tym poznałem wielu pisarzy. Wspaniałych ludzi. Nie mam prawa żałować swojej decyzji. Była ona jedną z najtrudniejszych, jednocześnie najlepszych w moim życiu.

Cieszę się, że rozmawiam dziś jednak z Krystianem Głuszko, a nie Igorem. Wierzę, że Twoja osobista historia może stać się dla wielu ludzi przykładem na to, jak należy dążyć do swych marzeń. Niezależnie od obaw i lęków.  Dziękuję za tę niezwykle optymistyczną ORCHIDEĘ:)

Tekst pochodzi ze strony: http://papierowaorchidea.blogspot.com/2012/12/papierowa-orchidea-krystiana-guszko.html