sobota, 26 maja 2012

Posted by Unknown |

Od mojego ostatniego pobytu w szpitalu psychiatrycznym minęły już prawie trzy lata... Przez ten czas choć wydarzyło się tak wiele w moim życiu, część mnie cofnęła się o kilkanaście lat i zatrzymała w miejscu, inna część zatoczyła koło, jeszcze inna cały czas ucieka, znika z horyzontu i pojawia się z powrotem... Poniżej znajdziesz mały kawałek tekstu z mojej książki "Spektrum". Pomimo tego, że to co zamknąłem w tych kilku zdaniach działo się wiele lat temu, dzisiaj czuję się niemal identycznie...




"Czułem się coraz gorzej... Żyjąc poza granicami
normalności, gubiłem się, upadałem coraz niżej... Od
pobytu w klinice minęły prawie dwa lata przesiąknięte
bólem i łzami. Nic się nie zmieniało, każdy dzień mnie
poniżał, każda godzina rzucała na kolana, a minuta
wbijała nóż w plecy...
To nie było już życie, lecz wegetacja. Chwile słabości
przerodziły się w godziny, a później w miesiące. Podjąłem
trudną decyzję: musiałem wrócić do szpitala...
Przed wyjazdem wcześniej zakończyłem rok szkolny,
by jak najszybciej odbudować moją rozsypaną duszę
wizytą w klinice...
Przez te dwa tygodnie nie miałem czasu na sen. Szukałem
samotności, przenosząc się do pustego domku
obok. Uczyłem się całymi nocami. Zaczynałem o 22, by
skończyć o 7:30 i szybko pójść do szkoły na zaliczenie.
Moja pamięć była tak upośledzona lekami, że wiedza
wypalała się po godzinie nauki. Czekałem cierpliwie,
aż to wszystko się wreszcie skończy. Była piękna późna
wiosna... Nad ranem, choć padałem z sił, szedłem pod
kościół, który widać za oknem. Zmieniałem opatrunki
codziennie pogłębianych ran i modliłem się. Sam nie
wiedziałem po co, skoro byłem ateistą...
Czy to miało jakiś sens? Męczyć się, by jak najszybciej
tam trafić i wyjść jeszcze w gorszym stanie? Czy była
jakaś inna deska ratunku? Wyciągnięta do mnie dłoń,
której nie zauważyłem? Żałuję, że poddałem się terapii,
i zawsze będę żałował, nadal niemal codziennie wracam
myślami do tamtego miejsca."

Fragment "Spektrum" K. Głuszko

piątek, 11 maja 2012

Posted by Unknown |
Nadzieja matką głupich, tak zwykło się mawiać... Nie chcę zmądrzeć, chcę być głupcem skoro taki jest warunek posiadania nadziei! Koło się zamyka i toczy jak oszalałe. Depresja - psychoza - mania a do tego Zespół Asperera i padaczka- oto cały ja - sterowany neuroprzekaźnikami, wyładowaniami i innymi dziwnymi, odkrytymi lub jeszcze nie, podstawami mojej ułomnej osoby. Ostatnio często cofam się w czasie, nie, nie tak jak myślisz - to amnezje, które wyrywają mi pamięć ostatnich lat. Dzieje się dużo we mnie, gdy poza ciałem nie dzieje się nic. Stoję w miejscu, choć biegnę tak szybko jak to jest tylko możliwe. Cofam się, choć ciągle idę przed siebie... 
Gdzie tu logika?! Gdzie sens?! 

środa, 9 maja 2012

Posted by Unknown |


"Większość z Was gubi się w pogoni za pieniędzmi, karierą... A my? My pragniemy tylko zdrowia, impulsu, który otworzy nam drzwi do nowego świata, Waszego świata" - pisze Krystian Głuszko w swojej książce.


Krystian Głuszko w książce "Spektrum" opisał dzieje długotrwałych kuracji w zakładach psychiatrycznych i swoich osobistych zmaganiach z chorobą, która wyrwała mu z życia sporo lat dzieciństwa i młodości.

Podczas swojej bytności w szpitalach, obserwował jak pacjenci byli nieustannie poddawani terapiom uzdrawiającym, polegającym na stosowaniu elektrowstrząsów i zastrzyków insulinowych. Tak je zapamiętał:

"Najpierw zapinali go w pasy (...) Po przedawkowaniu insuliny, którą wstrzykiwali mu przez cienką igłę dużej strzykawki, powoli zasypiał (...) Po kilku minutach zapadał w śpiączkę, zaczynał topić się we własnym pocie, z ust toczyła mu się piana niczym wściekłemu zwierzęciu. Później był przerażający krzyk płynący z jego suchych ust: ratujcie, błagam! (...) Powinien być podłączony pod wiele aparatur, ale kogo to obchodziło (...) Rzucało jego ciałem, łóżko na którym leżał, suwało się po całym pokoju, było to słychać wszędzie! Po kilku godzinach koszmaru wstrzykiwali mu dożylnie glukozę, by go wybudzić (...) Budził się cały mokry, jakby ktoś wylał na niego kilka wiader zimnej wody, z ust spływała mu piana, nie pamiętał, jak się nazywa ani gdzie jest, a personel to bawiło."

Autora również nie ominęły takie terapie. Elektrowstrząsy spowodowały napady padaczki i ataki amnezji. Obrazu polskiego horroru dopełnia ujawniony przez autora i uczestnika kuracji fakt, który nigdy nie powinien mieć miejsca. Obsługa szpitala raczyła się trunkami, zamiast zajmować się znajdującymi się tuż obok i potrzebującymi troskliwej opieki ludźmi.

Być może intensywna kuracja nie przyniosłaby oczekiwanego rezultatu, gdyby na jego drodze nie pojawiła się Ewa i miłość, która ich połączyła. Ocaliła go od klęski i nieuchronnej podróży w głąb czarnej dziury depresji i samo zatracenia się w autodestrukcji. Obecnie wraz z żoną prowadzi własną firmę. Wydobył się z samego dna egzystencji i prowadzi w miarę ustabilizowane i normalne życie.

Krystianowi życzę na tej drodze powodzenia, dużo sił i szczęścia. A czytelnikom polecam książkę. "Spektrum" zasługuje na dogłębne przestudiowanie, zarówno przez ludzi z kręgu medycyny zdrowia psychicznego, jak przez każdego tzw. normalnego człowieka. Nigdy nie wiadomo co może się zdarzyć. Dzisiaj jesteś zdrowy, ale nie ma pewności, że tak będzie do końca Twoich dni.

Za recenzję dziękuję Ewie Krzysiak
http://www.wiadomosci24.pl/artykul/krystian_gluszko_i_jego_spektrum_recenzja_232468.html

niedziela, 6 maja 2012

Posted by Unknown |

Znalazłem tę piosenkę przypadkiem. Jeśli nie lubisz takiej muzyki przeczytaj tylko jej słowa. Zamknięty byłem już cztery razy i czułem dokładnie to samo co zostało obrane w słowa tej piosenki. Najgorsze w takim miejscu jest to, kiedy uświadamiasz sobie, że nie powinno Cię już tam być a lekarze nie chcą Cię stamtąd wypuścić... "Jeszcze nie teraz Krystianie, za dwa tygodnie pójdziesz na przepustkę i wtedy coś postanowimy". Na nic zdaje się wołanie- Jestem już normalny, wypuście mnie stąd! Podpisując papiery, które Ci podsuwają dla nich masz 15 lat, jesteś przez nich w pewien sposób ubezwłasnowolniony. Tekst tej piosenki genialnie opisuje sytuacje na oddziałach zamkniętych...




Biały pokój, drzwi bez klamek
W oknach kraty puste ściany
W środku ja, jak w puszce zamknięty
Nade mną napis niedorozwinięty, niedorozwinięty

W kaftanie bezpieczeństwa jestem bardzo spokojny
W kaftanie bezpieczeństwa wszystko wraca do normy
W kaftanie bezpieczeństwa walczyć nie mam sił
W kaftanie bezpieczeństwa jest bezpiecznie żyć

Związane mam ręce a usta zaklejone
Jakiś dziwny człowiek chce mi zmieniać głowę
Ukryte kamery śledzą każdy krok
Już jestem normalny wypuśćcie mnie stąd

W kaftanie bezpieczeństwa jestem bardzo spokojny
W kaftanie bezpieczeństwa wszystko wraca do normy
W kaftanie bezpieczeństwa walczyć nie mam sił
W kaftanie bezpieczeństwa jest bezpiecznie żyć

Wiedzą o czym myślę wiedzą o czym śnię
Nie mam nawet marzeń ktoś mi zabrał je - he, he
Zamknięty w pokoju nie ruszam się
Już jestem normalny wypuśćcie mnie

Kto mnie zamknął tu czego ode mnie chcecie
Przecież ja już jestem normalnym człowiekiem
Kto mnie zamknął tu czego ode mnie chcecie
Przecież ja już jestem normalnym człowiekiem
Kto mnie zamknął tu czego ode mnie chcecie
Przecież ja już jestem normalnym człowiekiem
Kto mnie zamknął tu czego ode mnie chcecie
Przecież ja już jestem normalnym człowiekiem

Normalnym człowiekiem x3
Posted by Unknown |
„Kiedy mówisz do Boga – modlisz się, kiedy Bóg mówi do ciebie – masz schizofrenię. 
Jeśli zmarły mówi do ciebie – jesteś spirytualistą, jeśli ty mówisz do zmarłego – jesteś schizofrenikiem.” (Thomas Szasz)

Natrafiłem na te słowa parę tygodni temu i zacząłem się zastanawiać nad swoim umysłem. Schizofrenia jest moją chorobą współistniejącą. Modlę się a Anioły modlą się ze mną na głos. Rozmawiam z Babcią, choć umarła pięć lat temu... Może nie jestem schizofrenikiem, może mam po prostu trzecie oko, zdolności paranormalne? Mam umysł ścisły, nie wierzę w to co się ze mną dzieje do czasu aż dziać się zacznie, a gdy skończę rozmowę z babcią, gdy zamilknął anioły, moja wiara upada i czuję się znowu schizofrenikiem i autystą jednocześnie. Lekarze mówią, że mam inny mózg od "zdrowego" społeczeństwa - czy może to oznaczać, że widzę więcej od innych? Że etykietka schizofrenika jest błędna? W głowie kłębią mi się pytania, na które odpowiedzi nigdy nie uzyskam. W cokolwiek bym nie wierzył, wiara wariata zawsze zostanie podważona... 

środa, 2 maja 2012

Posted by Unknown |


Autor: Krystian, lat 15... smutno mi...
"Kolejna tabletka na sen
jeszcze tylko siedem
i będzie lepiej
Opinia lekarza
jest źle
Trzy w południe
Złudzenie szczęścia
Lepszy sen
Kolejne pięć rano
Mam dość!
Telefon do lekarza
Zajęte...
Gubię się
Kim ja jestem?
Nie znam go
Choć patrzy na mnie z lustra..."

poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Posted by Unknown |
Mamy wiosnę a może już lato? Wiosna jest najgorsza... Mam wypisane skierowanie do szpitala psychiatrycznego, ale pewnie nie skorzystam... Może zamiast tego pójść dzisiaj ze znajomymi na winko? Czuję się ograniczony do granic kratami mojego duchowego więzienia. Zza szyby spektrum spoglądam dzisiaj niepewnie w przyszłość, która wbrew moim nadziejom pewnie nadejdzie. Po co zamykać w klatce kogoś kto już w jednej jest? Po co leczyć skoro nie da się wyleczyć?! Być może zamilknę na jakiś czas jeśli dam się zamknąć, a może odezwę jeśli wino okaże się skuteczniejsze od psychotropów. Przyszłość jest niejasna, boję się...


środa, 25 kwietnia 2012

Posted by Unknown |
Ostatnio często myślę o śmierci. Co mnie po niej czeka? Kiedyś byłem ateistą. Do takiej postawy zmusiły mnie śpiączki. Dlaczego? Gdy byłem w śpiączce czułem jak oddzielam się od ciała a moja dusza jest rozrywana w niekończącej się pustej przestrzeni. Nie widziałem światła, Boga, aniołów, było tylko wielkie NIC. Zacząłem wtedy wierzyć w nirwanę. Bo jak zrozumieć to co się działo z moją duszą podczas gdy ciało było w śpiączce lub wstrząsie insulinowym? Smutne jest życie ateisty, to tak jakby dusza miała depresję podczas gdy ciało się uśmiecha. Wiarę odnalazłem na nowo po wielu latach, lecz teraz nie znam odpowiedzi na pytanie co się dzieje po śmierci na własne życzenie? Ksiądz byłby w stanie mi odpowiedzieć, lecz ta odpowiedź nie byłaby dla mnie wiarygodna. On będzie mówił to czego go nauczono, coś co może ale musi być prawdą... Brak odpowiedzi na to pytanie trzyma mnie przy życiu. To trochę dziwne, że niewiedza jest lekiem na samobójstwo. Jako ateista miałem kilka prób samobójczych, nic mnie nie powstrzymywało tak jak robi to teraz znak zapytania...

czwartek, 19 kwietnia 2012

Posted by Unknown |
Parę lat temu, gdy byłem w szpitalu psychiatrycznym ktoś się nad nami zlitował i włączył nam film. W zaciemnionej sali oglądaliśmy "Piękny umysł". Ja przez cały czas byłem zwieszony, terapia mnie wykańczała. Jednak zerkałem co chwilę na ekran. Po jakimś czasie ktoś na sali krzyknął "KRYSTIAN, SPÓJRZ ONI MU ROBIĄ TO SAMO TO CO TOBIE". Ciekawe dla mnie było to, jak wyglądam w trakcie terapii, tego nie mogę przecież pamiętać, gdyż byłem w śpiączce. Trochę znieruchomiałem, zwyczajnie mnie zamurowało a potem rozśmieszyło, chociaż doskonale wiedziałem, że ten śmiech był wyłącznie po to by nikt nie zobaczył, że się przejmowałem.Poza tym film mogę polecić każdemu. Jest piękny, nie tylko umysł lecz cała historia. Filmik zawiera fragment terapii, którą miałem wtedy robioną w klinice i który wywołał tyle emocji, moich i tych co nie widzieli mnie codziennie przywiązanego do łóżka.

poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Posted by Unknown |

Dzisiaj pewna dziewczyna zapytała mnie - co jest w życiu najważniejsze? Po krótkim namyśle odpowiedziałem, że miłość, miłość do życia.Odpowiedzi nie jestem pewien, ale tak czuję....
   





Pewnej nocy w szpitalu psychiatrycznym....
Rozmowa SMS:
-        Kamila boję się boję zasnąć

-        Krystian będzie okay, zobaczysz. Kiedy skończy się ten koszmar będziesz się z niego śmiał. Pamiętaj! Co Cię nie zabije to Cię wzmocni :)
-        gdy ja właśnie boję się, że to mnie zbije. Coraz ciężej jest mnie wybudzić ze śpiączki. Zajrzałem wczoraj do swojej dokumentacji medycznej, gdy nikogo nie było w dyżurce...
-        co tam było napisane?
-        Że potrzebuję coraz więcej dawki glukozy w zastrzyku, dużo ponad normę... Insuliny dostaję już ogromne dawki... ostatnio mieli problem z wybudzeniem mnie, akurat teraz! Teraz gdy poczułem wolę życia, teraz, gdy to życie pokochałem!
-        Włącz sobie „wehikuł czasu” Dżemu. Lubisz tę piosenkę, może uda Ci się zasnąć. Jeśli nie to zarwę tą noc razem z Tobą, by Cię pocieszyć :)

Pielęgniarka weszła do sali na kontrolę. Schowałem telefon pod poduszkę i udawałem, że spałem. Jeden z kolegów zaczął robić problemy. Zrobiło się straszne zamieszanie... Salowy musiał zapiąć go w pasy. Pielęgniarka dała mu jakiś zastrzyk i po paru minutach sytuacja została opanowana.
-        jestem przekonana, że wyjdziesz z tego cało.
-        Skąd ta pewność?
-        Powiedzmy, że to kobieca intuicja :) A gdy opuścisz szpital zabiorę Cię na cmentarz. Będziemy trzymać się za ręce i głośno śmiać :) obiecuję!

Kamili nigdy później nie spotkałem. Zapamiętałem ją dokładnie, ponieważ miała styl gotycki, czasami wyglądała jak upiór. Gdy internet zaczął obnażać prywatność ludzi poprzez portale społecznościowe zobaczyłem jej zdjęcie. Miała jaskrawo czerwony sweterek i rude, krótkie włosy. Nie przypominała już w najmniejszym stopniu cmentarnej damy.

sobota, 7 kwietnia 2012

Posted by Unknown |

Zastanawiałeś się kiedyś, o czym myśli wariat, gdy patrzy Ci w oczy? Co widzi i skąd ten lęk w jego spojrzeniu? Czy zadawałeś sobie kiedykolwiek pytanie, co dzieje się w głowie człowieka zakładającego sobie sznur na szyję? Albo inaczej, ile mają w sobie z człowieka zdrowego i dlaczego nie są tacy jak Ty. Co sprawiło, że oddali cześć swojemu szaleństwu? Dlaczego ukłonili się chorobie by później paść przed nią na kolana i zanurzyć się w obłędzie...



Beata, pociecha oddziału, nastoletnia trzydziestolatka zostawiła nagle kredki i zmierzyła wszystkich przerażającym spojrzeniem. Zaczęła rzucać wszystkim co miała pod ręką, krzyczeć i rwać włosy z głowy. Wkrótce miała opuścić szpital, i tak się tam zasiedziała. Biegała korytarzu, weszła do dyżurki i zrobiła tam straszny bałagan. Znowu dopadł ją obłęd a my musieliśmy słuchać jej krzyków całymi nocami, gdy była przywiązana do łóżka. Po kilku nocach niewyspani pacjenci poprosili by przenieśli ją na oddział z izolatką. Beatę jednak zamykano na noc w sali terapeutycznej , przez którą musieliśmy przejść by dojść na balkon wypić jak zwykle kawę i zapalić papierosa. Jednak i stamtąd również było słychać piski i wołanie o pomoc kobiety.
Balkonu nie zamknięto a my byliśmy zmuszeni mijać ją w przywiązana pasami za każdym razem gdy chcieliśmy dojść na balkon. Ciągle wołała o pomoc. Zapłakana patrzyła na nas i błagała by ją odwiązać i oddać jej pluszowego misia. W końcu jeden z pacjentów nie wytrzymał i ją rozwiązał. Szalejącą Beatę złapano i zapięto z powrotem tak jak tego co ją rozwiązał. Sam nie wiem ile to trwało parę dni? Tygodni? W końcu straciła głos... Silne dawki leków zrobiły z niej prawie warzywko i wtedy ją rozwiązano. Beata jak inne zombie chodziła korytarzem w tą i z powrotem. Nic już nie rysowała, nie śpiewała, nie uśmiechała się do nas i nie zagadywała... Gdy myśleliśmy już, że nie ma nic w niej, że jest pusta przez leki ta wkradła się do sali konferencyjnej i napisała kredą na tablicy – „nazywam się Beata, jestem szalona ale cieszę się, że Pan Bóg mnie stworzył”. Choć od tamtego czasu minęło ponad osiem lat, pisząc to nadal mam łzy w oczach. Do końca mojego pobytu na oddziale zamkniętym Beata nie wróciła do siebie. Tęskniłem za nią już wtedy gdy mijałem jej powykręcane ciało na korytarzu.
 
Mała istota ludzka
dziękuje za życie
z którego nic nie ma
które ledwo się w niej tli
Uznana przez społeczeństwo za wariatkę
żyje nadal w świecie bajek
choć ma ponad trzydzieści lat
Pamiętam jak ocierała łzy
ściskając pluszowego misia
gdy zapinali ją w pasy
i ten krzyk gdy przechodziłem obok
„Pomóż mi! Odwiąż mnie, błagam!”
Gdy zaczęła wracać do siebie
straciła głos
Wkradając się do sali konferencyjnej
napisała na tablicy
„Nazywam się Beata
jestem szalona
ale cieszę się że Pan Bóg mnie stworzył”
Nigdy jej nie zapomnę...

 W swoich licznych pobytach z klinikach psychiatrii poznałem wielu ludzi, zagubionych, utalentowanych, widzących więcej niż ktokolwiek inny. Żaden z nich nie był do siebie podobny, lecz każdego łączyła ta sama cienka i cholernie silna nić szaleństwa... Wielu z nich zagubiła swoje człowieczeństwo i zostanie tam pewnie przez większość życia, innych czeka ciężki proces wtopienia się do otaczającego ich świata, nieograniczonego już murami oddziału.

środa, 4 kwietnia 2012

Posted by Unknown |
Dzisiaj postanowiłem podzielić się z Wami moimi traumami związanymi z chorobą a raczej jej leczeniem. W mojej książce poruszam temat tabu jakim są szpitale psychiatryczne.

Pod tym linkiem zobaczycie co dzieje się z człowiekiem podczas terapii wstrząsami insulinowymi. 

"Kiedyś usłyszałem historię powstania tej metody. Na początku lat trzydziestych pewien psychiatra miał na swoim oddziale pacjentkę, która chorowała na cukrzycę. Jak to przeważnie bywa do tej pory, tak i wówczas, personel przez zaniedbanie, niechęć do pracy, ignorancję i nieuzasadnione poczucie wielkości niemal boskiej, popełnił błąd, który od tamtej pory boleśnie odbijał się przez wiele lat na innych chorych. Otóż owej podopiecznej przez „przypadek” przedawkowali insulinę... Gdy cudem się wybudziła, jej lekarz prowadzący stwierdził, że zachowuje się jakoś inaczej. Wtedy zaczęło się piekło! Wprowadzał swoich pacjentów w stan sprowokowanej śpiączki: wybudzał, a nazajutrz robił to samo. W ten sposób, pozbawiając życia wielu z nich, udało mu się stworzyć terapię śpiączek insulinowych."
Fragment książki "Spektrum"

Pod tym linkiem zobaczysz jak wygląda terapia prądem

"Zacznę od metody elektrowstrząsów, nadal popularnych w szpitalach, o których zapomniał sam Pan Bóg...Działo się to przed II wojną światową. Pewien psychiatra odwiedził swojego przyjaciela w rzeźni. Był wtedy świadkiem, jak ten zabijał świnie. Przykładał jej dwie elektrody do skroni i podłączał prąd, a gdy biedna świnka padła, poderżnął gardło. „Lekarz” pomyślał, że wypróbuje to na swoich pacjentach, oczywiście tych bez rodziny... Bogu dzięki, że próbował tylko z prądem, a nie z poderżnięciem gardła. Pacjenci podczas tych „zabiegów” łamali sobie kości, przeżywali straszny ból, a często zdarzało się tak, że kończyli
na wózkach inwalidzkich lub po prostu… umierali. Teraz sytuacja trochę się zmieniła: zanim zaczną telepać pacjentów prądem o napięciu 400 V, podają im narkozę i – pomimo bólu każdego mięśnia – po wybudzeniu lubią tę terapię, często uzależniają się od narkozy"
Fragment książki "Spektrum"

Jakim cudem się zgodziłem na to wszystko?

"Jak myślisz, czy to fair dać do podpisania choremu człowiekowi zgodę na leczenie, które może zagrażać
jego życiu? Tak to jest moralne, ale nie, do cholery, gdy ten zapłakany mówi, że nie widzi literek, bo ma zaburzenia wzroku po lekach. Ale jak dobroduszni są lekarze, wielu z nas wie. Postanowili mi opowiedzieć w skrócie, co jest tam napisane i tak zrobili:
– Pani doktor, ale ja nie zrozumiałem ani jednego
słowa.
– W takim razie zaufaj i podpisz, a jeszcze tutaj, to
tylko oświadczenie, że w razie czego nie podasz nas
do sądu."
Fragment książki "Spektrum"


A teraz kilka słów o mojej książce:
 
Szukałem samotności, przenosząc się do pustego domku obok. Uczyłem się całymi nocami. Zaczynałem o 22, by skończyć o 7:30 i szybko pójść do szkoły na zaliczenie. Moja pamięć była tak upośledzona lekami, że wiedza wypalała się po godzinie nauki. Czekałem cierpliwie, aż to wszystko się wreszcie skończy. Była piękna późna wiosna... Nad ranem, choć padałem z sił, szedłem pod kościół, który widać za oknem. Zmieniałem opatrunki codziennie pogłębianych ran i modliłem się. Sam nie wiedziałem po co, skoro byłem ateistą...

"W świecie pełnym człowieczeństwa, społecznej odpowiedzialności i deklarowanej miłości bliźniego, w poukładanej Polsce XXI wieku Krystian Głuszko zaznał zła, o którym przez wiele lat nie potrafił mówić. Nie umiał się przed nim bronić, nie był w stanie go uniknąć, jedynym wyjściem zdawała mu się ucieczka, ostateczne poddanie się.

Spektrum to ogromna mieszanka uwolnionych emocji autora, które wzbudziły u mnie skrajne odczucia: od bezgranicznego smutku do złości, od współczucia do czegoś między ubolewaniem a niechęcią, od fascynacji do... strachu.
Ale ta przejmująca opowieść to także historia miłości. Odważnej, silnej, dającej wiarę i nadzieję".
Andrzej Lipiński, autor książki Kalinka.


poniedziałek, 2 kwietnia 2012

Posted by Unknown |




Dlaczego my nie staramy się naprawić? A może jesteśmy zbyt leniwi albo straciliśmy pewne umiejętności? Każdy z nas jest świadkiem coraz większej liczby rozwodów. Gdy Ci staruszkowie ze zdjęcia przeżywali własne, połączone nawzajem życia, nie było poradni małżeńskich, istniały jednak słowa, gesty i czyny na które teraz albo nas nie stać albo po prostu nie chce nam się ich użyć..

Kasia Klich śpiewała kiedyś "zamienię Ciebie na lepszy model". Nie szukajmy ideałów! ICH NIE MA I NIE BĘDZIE! Spójrzmy na obrazek powyżej, samotni poczują zazdrość, ja mam szczęście poczuć nadzieję, że w ich wieku będę mógł przespacerować się po parku z moją żoną Ewą mocno trzymając ją za dłoń..


Bądźmy szczęśliwi! Naprawiajmy! 
Nie wyrzucajmy!

piątek, 23 marca 2012

Posted by Unknown |
W mojej książce "Spektrum" jest wiele chaotycznych emocji. Opisałem tam tortury jakie przeżyłem. Od śpiączek insulinowych po elektrowstrząsy. Traumy, które przeżyłem przez "terapie" opisane w "Spektrum" i w tekście poniżej już na zawsze pozostaną w mojej pamięci. Znalazłem stronę, która opisuje te terrorapie i chciałbym uświadomić społeczeństwo jak bardzo psychiatria potrafi być okrutna...

Elektrowstrząsy po raz pierwszy w historii zastosowano we Włoszech. Wówczas to psychiatra Ugo Cerletti będąc świadkiem użycia tej techniki w rzeźni w celu ogłuszenia świń przed przecięciem im gardła, zdecydował się użyć jej w celach leczniczych u ludzi. Jego pierwszym pacjentem był mężczyzna, u którego stwierdzono schizofrenię








 W sowieckich szpitalach psychiatrycznych stosowano jeszcze na zmianę z elektrowstrząsami, lub jako metodę alternatywną, leczenie wstrząsami insulinowymi, jako jedną z metod leczenia stosowanych w psychiatrii w stanach głębokiej schizofrenii paranoidalnej, polegającą na wywoływaniu powtarzanych stanów ciężkiej hipoglikemii /niedocukrzenia/ i śpiączki przy użyciu wstrzyknięć insuliny. Metodę wprowadził do medycyny Manfred Sakel w 1933. Inspiracją do tej formy leczenia było domniemanie, iż odkryta w 1922 roku insulina może mieć znaczenie w patogenezie schizofrenii. Dawki zwiększano stopniowo podnosząc dawkę i obserwując stan pacjenta. Stosowano dawki rzędu 50-80 jednostek, rozpiętość dawki była duża. Śpiączkę przerywano poprzez podany przez zgłębnik do żołądka stężony roztwór glukozy. W późniejszym czasie stosowano dożylne podanie stężonego roztworu glukozy. Zdarzały się częste przypadki, iż pomimo uregulowanej już równowagi insulino - glikemicznej pacjent nie odzyskiwał już trwale świadomości. Takiego "wyleczonego" już osobnika wypuszczano z "psychuszki". Nie zagrażał wówczas władzy ludowej. 

 Pisząc ten post korzystałem z informacji umieszczonych na stronie:
 http://www.rodaknet.com/rp_szumanski_86.htm

poniedziałek, 5 marca 2012

Posted by Unknown |
Ponoć szukamy Boga tylko wtedy gdy inne środki zawiodą i jedyne co nam pozostaje to modlitwa. Znam ludzi, których od Boga oddaliła jakaś trauma. Obwiniali Go o swoje cierpienie. W pewnym sensie znienawidzili, aż przestali wierzyć, że w ogóle istnieje. Smutna jest niewiara. Byłem ateistą przez wiele lat. Wywołane to było ogromnym cierpieniem. Byłem wtedy pusty w środku. Przestałem wierzyć gdy stosowano na mnie pewną terrorapię. Wprowadzano mnie przez trzy miesiące, pięć dni w tygodniu w stany sprowokowanej śpiączki. Przeżyłem piekło. Podczas wstrząsów insulinowych, chociaż byłem wtedy w śpiączce, dokładnie czułem jak moja dusza oddzielała się od ciała i wędrowała w wielkiej pustce. Pustka ta, niekończąca się ciemna przestrzeń zadająca mi ogromny ból była dowodem dla mnie na to, że Boga nie ma. Nie widziałem przecież światła o którym wspominają ludzie, którzy przeżyli śmierć kliniczną. Doszedłem do wniosku, że po śmierci czeka mnie nirwana albo zupełnie nic. Czułem się z tym źle, ale wtedy wydawało mi się to prawdziwe. Mimo wszystko modliłem się bo tak mnie nauczono. Poniżej znajdziesz fragment mojej książki wyrwany z opowieści o traumie związanej ze wstrząsami insulinowymi.

"Czasami czułem się jak bezbronne dziecko, uzależnione od innych, bez siły do walki. Została mi tylko modlitwa ateisty, to chyba ma jakiś sens? Proszę podaj mi swą dłoń, pomóż się podnieść nim upadnę jeszcze niżej, nim grunt się pode mną zawali, a z nieba poleją się gwiezdne łzy... Podaj mi swą dłoń nim księżyc runie na mój mały świat, mój mały raj... Czuję, że jesteś ze mną, choć nie wierzę, że możesz być... Słyszę Twoje słowa, choć zwątpiłem w Twoje istnienie... Czy to, co czuję, to wielki plan? Przeznaczenie i dar losu? Czy to ma najmniejszy sens? Choć bardzo chcę odejść, umrzeć, zamknąć oczy, nie wiedząc, gdzie poniesie mnie ta zbawienna śmierć, choć nie czuję lęku, strach paraliżuje całego mnie..."

    
"Spektrum" Krystian Głuszko


Wiarę odnalazłem w sobie na nowo. Wypełniła ona wielką pustkę w moim sercu.


"Cóż wart jest człowiek co nie ma w sobie Boga?
Miłość co niszczy się własną próżnością i gniewem...
Cóż warte jest życie gdy żądzą nim emocje poprzez
nienawiść prowadząc do zguby?!"

K.