sobota, 7 kwietnia 2012

Posted by Krystian Głuszko |

Zastanawiałeś się kiedyś, o czym myśli wariat, gdy patrzy Ci w oczy? Co widzi i skąd ten lęk w jego spojrzeniu? Czy zadawałeś sobie kiedykolwiek pytanie, co dzieje się w głowie człowieka zakładającego sobie sznur na szyję? Albo inaczej, ile mają w sobie z człowieka zdrowego i dlaczego nie są tacy jak Ty. Co sprawiło, że oddali cześć swojemu szaleństwu? Dlaczego ukłonili się chorobie by później paść przed nią na kolana i zanurzyć się w obłędzie...



Beata, pociecha oddziału, nastoletnia trzydziestolatka zostawiła nagle kredki i zmierzyła wszystkich przerażającym spojrzeniem. Zaczęła rzucać wszystkim co miała pod ręką, krzyczeć i rwać włosy z głowy. Wkrótce miała opuścić szpital, i tak się tam zasiedziała. Biegała korytarzu, weszła do dyżurki i zrobiła tam straszny bałagan. Znowu dopadł ją obłęd a my musieliśmy słuchać jej krzyków całymi nocami, gdy była przywiązana do łóżka. Po kilku nocach niewyspani pacjenci poprosili by przenieśli ją na oddział z izolatką. Beatę jednak zamykano na noc w sali terapeutycznej , przez którą musieliśmy przejść by dojść na balkon wypić jak zwykle kawę i zapalić papierosa. Jednak i stamtąd również było słychać piski i wołanie o pomoc kobiety.
Balkonu nie zamknięto a my byliśmy zmuszeni mijać ją w przywiązana pasami za każdym razem gdy chcieliśmy dojść na balkon. Ciągle wołała o pomoc. Zapłakana patrzyła na nas i błagała by ją odwiązać i oddać jej pluszowego misia. W końcu jeden z pacjentów nie wytrzymał i ją rozwiązał. Szalejącą Beatę złapano i zapięto z powrotem tak jak tego co ją rozwiązał. Sam nie wiem ile to trwało parę dni? Tygodni? W końcu straciła głos... Silne dawki leków zrobiły z niej prawie warzywko i wtedy ją rozwiązano. Beata jak inne zombie chodziła korytarzem w tą i z powrotem. Nic już nie rysowała, nie śpiewała, nie uśmiechała się do nas i nie zagadywała... Gdy myśleliśmy już, że nie ma nic w niej, że jest pusta przez leki ta wkradła się do sali konferencyjnej i napisała kredą na tablicy – „nazywam się Beata, jestem szalona ale cieszę się, że Pan Bóg mnie stworzył”. Choć od tamtego czasu minęło ponad osiem lat, pisząc to nadal mam łzy w oczach. Do końca mojego pobytu na oddziale zamkniętym Beata nie wróciła do siebie. Tęskniłem za nią już wtedy gdy mijałem jej powykręcane ciało na korytarzu.
 
Mała istota ludzka
dziękuje za życie
z którego nic nie ma
które ledwo się w niej tli
Uznana przez społeczeństwo za wariatkę
żyje nadal w świecie bajek
choć ma ponad trzydzieści lat
Pamiętam jak ocierała łzy
ściskając pluszowego misia
gdy zapinali ją w pasy
i ten krzyk gdy przechodziłem obok
„Pomóż mi! Odwiąż mnie, błagam!”
Gdy zaczęła wracać do siebie
straciła głos
Wkradając się do sali konferencyjnej
napisała na tablicy
„Nazywam się Beata
jestem szalona
ale cieszę się że Pan Bóg mnie stworzył”
Nigdy jej nie zapomnę...

 W swoich licznych pobytach z klinikach psychiatrii poznałem wielu ludzi, zagubionych, utalentowanych, widzących więcej niż ktokolwiek inny. Żaden z nich nie był do siebie podobny, lecz każdego łączyła ta sama cienka i cholernie silna nić szaleństwa... Wielu z nich zagubiła swoje człowieczeństwo i zostanie tam pewnie przez większość życia, innych czeka ciężki proces wtopienia się do otaczającego ich świata, nieograniczonego już murami oddziału.
Reakcje:

0 komentarze:

Prześlij komentarz