środa, 4 kwietnia 2012

Posted by Krystian Głuszko |
Dzisiaj postanowiłem podzielić się z Wami moimi traumami związanymi z chorobą a raczej jej leczeniem. W mojej książce poruszam temat tabu jakim są szpitale psychiatryczne.

Pod tym linkiem zobaczycie co dzieje się z człowiekiem podczas terapii wstrząsami insulinowymi. 

"Kiedyś usłyszałem historię powstania tej metody. Na początku lat trzydziestych pewien psychiatra miał na swoim oddziale pacjentkę, która chorowała na cukrzycę. Jak to przeważnie bywa do tej pory, tak i wówczas, personel przez zaniedbanie, niechęć do pracy, ignorancję i nieuzasadnione poczucie wielkości niemal boskiej, popełnił błąd, który od tamtej pory boleśnie odbijał się przez wiele lat na innych chorych. Otóż owej podopiecznej przez „przypadek” przedawkowali insulinę... Gdy cudem się wybudziła, jej lekarz prowadzący stwierdził, że zachowuje się jakoś inaczej. Wtedy zaczęło się piekło! Wprowadzał swoich pacjentów w stan sprowokowanej śpiączki: wybudzał, a nazajutrz robił to samo. W ten sposób, pozbawiając życia wielu z nich, udało mu się stworzyć terapię śpiączek insulinowych."
Fragment książki "Spektrum"

Pod tym linkiem zobaczysz jak wygląda terapia prądem

"Zacznę od metody elektrowstrząsów, nadal popularnych w szpitalach, o których zapomniał sam Pan Bóg...Działo się to przed II wojną światową. Pewien psychiatra odwiedził swojego przyjaciela w rzeźni. Był wtedy świadkiem, jak ten zabijał świnie. Przykładał jej dwie elektrody do skroni i podłączał prąd, a gdy biedna świnka padła, poderżnął gardło. „Lekarz” pomyślał, że wypróbuje to na swoich pacjentach, oczywiście tych bez rodziny... Bogu dzięki, że próbował tylko z prądem, a nie z poderżnięciem gardła. Pacjenci podczas tych „zabiegów” łamali sobie kości, przeżywali straszny ból, a często zdarzało się tak, że kończyli
na wózkach inwalidzkich lub po prostu… umierali. Teraz sytuacja trochę się zmieniła: zanim zaczną telepać pacjentów prądem o napięciu 400 V, podają im narkozę i – pomimo bólu każdego mięśnia – po wybudzeniu lubią tę terapię, często uzależniają się od narkozy"
Fragment książki "Spektrum"

Jakim cudem się zgodziłem na to wszystko?

"Jak myślisz, czy to fair dać do podpisania choremu człowiekowi zgodę na leczenie, które może zagrażać
jego życiu? Tak to jest moralne, ale nie, do cholery, gdy ten zapłakany mówi, że nie widzi literek, bo ma zaburzenia wzroku po lekach. Ale jak dobroduszni są lekarze, wielu z nas wie. Postanowili mi opowiedzieć w skrócie, co jest tam napisane i tak zrobili:
– Pani doktor, ale ja nie zrozumiałem ani jednego
słowa.
– W takim razie zaufaj i podpisz, a jeszcze tutaj, to
tylko oświadczenie, że w razie czego nie podasz nas
do sądu."
Fragment książki "Spektrum"


A teraz kilka słów o mojej książce:
 
Szukałem samotności, przenosząc się do pustego domku obok. Uczyłem się całymi nocami. Zaczynałem o 22, by skończyć o 7:30 i szybko pójść do szkoły na zaliczenie. Moja pamięć była tak upośledzona lekami, że wiedza wypalała się po godzinie nauki. Czekałem cierpliwie, aż to wszystko się wreszcie skończy. Była piękna późna wiosna... Nad ranem, choć padałem z sił, szedłem pod kościół, który widać za oknem. Zmieniałem opatrunki codziennie pogłębianych ran i modliłem się. Sam nie wiedziałem po co, skoro byłem ateistą...

"W świecie pełnym człowieczeństwa, społecznej odpowiedzialności i deklarowanej miłości bliźniego, w poukładanej Polsce XXI wieku Krystian Głuszko zaznał zła, o którym przez wiele lat nie potrafił mówić. Nie umiał się przed nim bronić, nie był w stanie go uniknąć, jedynym wyjściem zdawała mu się ucieczka, ostateczne poddanie się.

Spektrum to ogromna mieszanka uwolnionych emocji autora, które wzbudziły u mnie skrajne odczucia: od bezgranicznego smutku do złości, od współczucia do czegoś między ubolewaniem a niechęcią, od fascynacji do... strachu.
Ale ta przejmująca opowieść to także historia miłości. Odważnej, silnej, dającej wiarę i nadzieję".
Andrzej Lipiński, autor książki Kalinka.


Reakcje:

0 komentarze:

Prześlij komentarz