sobota, 28 listopada 2015

Posted by Zaburzony Świat Krystiana |
- Czy tak będzie już zawsze? - Pytam Boga, pomimo tego, że w Niego zwątpiłem. Tak na  wszelki wypadek, w razie jakbym się mylił a On jednak istaniał.
Bóg mi nie odpowiada. Delikatny, letni wiatr niesie muzykę z parku, w którym trwa właśnie koncert. Nie wychodzę z domu od wielu miesięcy. Elektrowstrząsy namieszały mi w mózgu i dostałem silnej epilepsji. Opuścili mnie znajomi. Siostra wyjechała na studia. Tato remontuje lokal, w którym ma powstać jego bar, a mama jest w ósmym miesiącu ciąży. Siedzę pod jabłonią i piję kawę pomimo późnej pory i znowu, tym razem krzykiem wzywam Boga do odpowiedzi.
- Odpowiedz mi! Dlaczego milczysz?! Dlaczego mnie opuściłeś?!
Neurolodzy mówią, że nie ma dla mnie nadziei, że potrzebna jest operacja, wszczepienie do mózgu jakiegoś implantu. Żyję teraz tylko po to by zobaczyć za miesiąc moją siostrzyczkę. Ma mieć na imię Weronika. Ja jestem już skreślony, jak nie przez Boga to przez los. Bez upadku ciężko mi przejść kilkanaście metrów. Wyjście z domu nie wchodzi w grę, słucham więc koncertu pod jabłonią z czarną kawą w dłoni i słucham koncertu dzięki wiatrowi, który na szczęście wieje w dobrą stronę.

Dziewięć lat później:

Spełniły się wszystkie moje marzenia. zostałem mężem i ojcem. Pracuję w barze, który otworzył mój tato zaraz po urodzeniu się mojej siostrzyczki. Moja druga siostra urodziła córkę w tym samym roku co moja żona. Cierpienie sprzed lat nie poszło w las. Napisałem kilka książek o nim i niosę ludziom dowód, którym jest moje życie, że nie ma rzeczy niemożliwych. Wziąłem na smycz swoje zaburzenia psychiczne, neurologiczne i autystyczne, których nie nazywam już chorobami lecz swoją urodą. Tak, od czasu koncertu w parku zmieniło się niemal wszystko. Przede wszystkim ja się zmieniłem, bo wiesz... wszystko jest możliwe. Jestem szczęśliwy a moje życie pomimo tego, że czasem boli, dla mnie jest idealne! Kocham je!

poniedziałek, 9 listopada 2015

Posted by Zaburzony Świat Krystiana |

- Jesteś pewny? - Alter Ego stwarza pozory troskliwego.
- Mam dużo pracy. Tak! Muszę jutro rano wstać i funkcjonować a jest to ponad moje siły. - Odpowiadam nie patrząc w jego niewidzialne oczy i przyciskam żarzącego się papierosa do ręki. Skóra delikatnie skwierczy i przyjemnie boli.
- Jesteś z siebie zadowolony?
- Alter, proszę, daj mi spokój. Teraz będzie już wszystko dobrze...
- Maksymalnie przez dwie doby, dopóki w twoim mózgu nie przestaną szaleć substancje, które wytworzyło oparzenie.
Alter jest troskliwy?! Nie, to jego głupie zagrania. Gdy jest dla mnie dobry to tylko przez chwilę.
- Jesteś głupcem! Myślisz, że byle oparzenie pozwoli ci się poczuć lepiej?! Nie, nie dopóki ja tu jestem a dobrze wiesz, że nigdzie się nie wybieram - Niewidzialne ciało Altera przechodzi przemianę. Jego zęby wydłużają się i stają kłami, po których ścieka krew po tym jak je wbił w moją szyję odrywając kawałek skóry.
- Słuchaj, potrzebuję trochę spokoju. Daj mi go wreszcie! - Próbuję do niego przemówić. Bez skutku. Jego paznokcie zamieniają się w szpony a niemy głos brzmi demonicznie. Nie przejmuję się tym. Okaleczyłem się. Zaraz zniknie. Zawsze znika na jakiś krótki czas gdy to robię.
- Jesteś zwykłym wariatem! Ludzie cię nienawidzą a ja wiem jak to zmienić... Posłuchaj mnie przez chwilę!
- Nie!!! - Krzyczę z całych sił niemo prosto do umysłu mojego Alter Ego a ten w zamian rozcina mi brzuch i każe patrzeć na własne wnętrzności. Na ręku zrobił się już bąbel. Przebijam go. Ropa tryska dookoła plamiąc mi bluzkę. Alter próbuje coś jeszcze do mnie powiedzieć, lecz jest zbyt daleko bym mógł go usłyszeć. Krzyczę do niego - Do zobaczenia za jakiś czas! Teraz zajmę się rodziną!

niedziela, 8 listopada 2015

Posted by Zaburzony Świat Krystiana |

Gdybym był złotą rybką zjadłby mnie rudy kot. Na tym zakończyłbym ten post, ale nie jestem złotą rybką i nie mam rudego kota. Nie spełnię życzeń o bogactwie dla biednego ani o gęstej czuprynie dla łysego. Nie jestem złotą rybką. To już ustaliliśmy. Z chęcią jednak wysłucham czego pragniesz, nawet jeśli pragniesz mojego milczenia. Jesteś Ty i jestem ja. Nie! Nie ma Ciebie i nie ma mnie - JESTEŚMY MY! Jeśli będzie trzeba, przytulę Cię słowem. Wiesz, że słowa mają ogromną moc? To one poprzedzają czyny. Ponoć nawet kiedyś, dawno dawno temu, słowo ciałem się stało, ale to pozostawmy na grudzień.
Złotą rybkę zjadł rudy kot. Co będzie z naszymi życzeniami? Wysłuchajmy się nawzajem. Być może ja spełnię twoje a Ty moje marzenie? Może oni pomogą im, a on jej? Wszyscy na swój sposób jesteśmy złotymi rybkami! 

P.S. Koty są miłe pomimo swojego menu.


wtorek, 6 października 2015

Posted by Zaburzony Świat Krystiana |
W moim miasteczku jest dzisiaj piękny, słoneczny dzień. Jestem w pracy ale kiedy tylko mam wolną chwilę wychodzę na zewnątrz by z promieni słonecznych łapać hormony szczęścia, ale albo słońce straciło swą moc, albo mój umysł potrzebuje nie jego lecz większej dawki leków. Czasami wydaje mi się, że mieszkam na końcu świata. Moje miasteczko umiera. Z roku na rok traci mnóstwo mieszkańców. Dla takich jak ja nie ma tutaj miejsca. Jest paru psychologów i psychiatrów, ale żaden z nich nie ma pojęcia o moich zaburzeniach. Cóż mi pozostało? Jeździć do lekarza do innego, większego miasta. Wykorzystywać słońce, działanie czekolady oraz pomoc (czasami wręcz przeciwnie) mojego Alter Ego - przyjaciela i wroga, który jest ze mną od zawsze. Jestem jeszcze ja. Dzisiaj bardzo smutny. Z myślami tymi najgorszymi i bałaganem w głowie. Bez sił fizycznych i psychicznych. Ja, który przez łzy cieszy się jak małe dziecko z nowej zabawki, że nadal ma dwie nogi, że nie głoduje i ma dach nad głową. Pamiętaj, że nigdy nie jest do końca źle, ponieważ zawsze, ale to zawsze, w beznadziejnej sytuacji można znaleźć coś pozytywnego, chociażby to, że nie boli ząb, a jeśli boli to można się cieszyć, że tylko jeden :)
Słońce już zaszło i zrobiło się chłodno. Nadal chce mi się płakać, ale śmieję się sam do siebie. Dlaczego? Bo znalazłem więcej powodów do radości niż do łez. Jestem szczęśliwy a cały ten smutek to tylko efekt choroby, zaburzenia, urody - złudzenia przez nie rzucanego. Nauczyłem się rozmawiać na osobności ze swoją chorobą i rozsądkiem i zawsze mam najwięcej do powiedzenia a rozsądek zagina chorobą zanim ta zdąży dokończyć zdanie...

czwartek, 17 września 2015

Posted by Zaburzony Świat Krystiana |
Gdyby jedna z moich złotych rybek w akwarium przemówiła do mnie i chciała spełnić moje trzy życzenia, o co bym ją poprosił? Mam tylko jedno marzenie - wyjść z długów, które utrudniają mi życie codzienne, ale o to bym jej nie poprosił. Wiem, to tylko złota rybka, ale wstydziłbym się nawet przed nią prosić o cokolwiek gdy mam tak dużo... Złota rybka długo by czekałaby aż coś wymyślę.
- Słuchaj Krystian, jestem w połowie nad wodą, chcesz żebym się udusiła? - stara się mnie pośpieszyć.
- Wiesz rybko, mam tylko jedno życzenie. Mam już tak wiele, że jedyne o co mogę cię prosić to to abym tego nie stracił. Rybko jesteś?
Rybka pływa do góry brzuchem. Za długo zwlekałem z życzeniem, więc się udusiła. Co mi pozostało? Muszę sam zadbać o to by zatrzymać przy sobie to co już mam. Nikt za mnie tego nie zrobi.
Wiem, złote rybki nie mówią i nie spełniają życzeń. Mam ich sporo w swoim akwarium i jak dotąd żadna na mnie nawet nie spojrzała. Gdyby do Ciebie jednak przemówiła o co byś ją poprosił? Trzy życzenia to bardzo dużo. Mogą zmienić Twoje życie na lepsze ale niekoniecznie, Mogą okazać się destrukcyjne gdy będziesz zbyt chciwy. Pozostanie wtedy tylko złowić ją ponownie i zjeść na kolację. Ryby są ponoć bardzo zdrowe!

wtorek, 15 września 2015

Posted by Zaburzony Świat Krystiana |
Wielokrotnie wspominałem, że pisanie jest moją misją. Kilka miesięcy temu dostałem propozycję napisania bajki dla dzieci z Zespołem Aspergera. Nie ukrywam, że było to spore wyzwanie. Z bajki mają skorzystać dzieci chore ale także zdrowe oraz pedagodzy i rodzice. Problem był o wiele większy. Zaburzenia autystyczne są smutne a książeczki dla dzieci nie mogą być smutne. Szlag mnie trafia jak czytam bajkę o lisku, który chodzi koło drogi i nie ma ręki ani nogi. Ta bajka powinna być zakazana. Dla mnie jest brutalna. Moją bajkę o misiu Kostku z urodą autystyczną napisałem jednak w trzy wieczory. Udało się! Już 25 września będzie jej premiera. Ważną rolę w tym, że bajka w ogóle się ukaże odegrała moja Doktorka za co bardzo Jej dziękuję.
Książki mojego autorstwa, które do tej pory się ukazały ("Spektrum" "Szukaj mnie wśród szaleńców") są również elementem mojej małej misji. Moim założeniem jest pokazać chorym jak ja, że można żyć mimo wszystko w miarę normalnie a zdrowym pomóc ich zrozumieć. Mi się udało. Założyłem rodzinę. Pracuję między ludźmi. Nie wycofuję się i jestem szczęśliwy nawet będąc w głębokiej depresji, która często mnie dopada. Trzeba jednak zacząć dużo wcześniej. W zarodku, gdy młode umysły dopiero się kształtują. Stąd ta bajka. Może jakiś dzieciak weźmie przykład z misia Kostka? Takie mam marzenie...
Wkrótce zaskoczę Was nową książką. Będzie zupełnie inna od tych, które znacie :) Poczekajcie cierpliwie.

Kilka słów o moim Misiu:


Kostek jest wyjątkowym misiem. Ma piękne czarne oczka, brązowe futerko i duże puchate łapki. Jest ładnym, ale smutnym niedźwiadkiem. Najchętniej bawi się sam. Często chowa się w swoim pokoju i czyta książeczki. Lubi też układać klocki. I całkiem dobrze mu to wychodzi. Mało mówi, a z jego oczek czasem płyną diamentowe łezki. Misiaczek ma bardzo dobre serduszko, chociaż bywa, że się złości. Dlaczego? Po prostu drażni go wiele rzeczy, a wtedy krzyczy i tupie łapkami. Tak to już z tym misiem jest. Na szczęście złość szybko mu mija...
Nie każdy jest taki sam, a niektórzy są zupełnie ODMIENNI. I niełatwo takim  "dziwakom" w życiu, trudno im znaleźć przyjaciół. A przecież to, że ktoś jest inny, nie oznacza wcale, że jest gorszy.  Trzeba tylko zobaczyć, jak wiele dobrego kryje się pod tą odmiennością. Pełna ciepła i uroku bajka o potrzebie akceptacji, przyjaźni i tolerancji. 
Bajka  adresowana jest  do dzieci z Zespołem Aspergera (i ich rodziców), ale też do dzieci zdrowych (i ich rodziców). Pokazuje ona różne aspekty tego zaburzenia i sposoby radzenia sobie z nimi. W ten sposób  może służyć wsparciem tym, których ono dotknęło, a dzieci neurotypowe oswajać ze zjawiskiem,  pokazywać, że "nie taki diabeł straszny" i udowadniać, że nawet z dzieckiem zaburzonym można się kolegować, przyjaźnić. Nie trzeba chyba przekonywać, jak bardzo jest to ważne.
Patroni i partnerzy wydania:
Qlturka.pl, Klub Mamuśki, babyboom.pl, pisaninka.pl, Stowarzyszenie "Czajnia", 
partner merytoryczny - Fundacja Synapsis, a ponadto Akademia Pedagogiki Specjalnej, Instytut Terapii i Edukacji Społecznej, Polskie Towarzystwo Biblioterapeutyczne, Poradnia Psychologiczno-Pedagogiczna nr 2 w Krakowie, Gabinet Psychiatryczny dr nauk med. doktor Bożena Śpila,  Biblioteka Pedagogiczna w Skawinie, a także firma Haidelberg Polska Sp z o.o.  

czwartek, 3 września 2015

Posted by Zaburzony Świat Krystiana |
Oglądam film. Mało ambitny. Sięgam po książkę. Za mała czcionka. Muszę wybrać się do okulisty. Biorę laptopa. Kładę go na kolanach i uruchamiam. Łączę go z internetem. Odpalam przeglądarkę i wpisuję adres blogger.com po czym swój login i hasło. Zaczynam pisać. Patrzę w ekran. Mijają minuty. Nadal patrzę. Chyba nie mam nic do powiedzenia. Przez ten czas wziąłem kilkanaście oddechów. Postarzałem się o setki sekund. Tragedia? Dość! Tragedią jest maltretowanie rodziny przez "pana domu". Przykuty do łóżka chłopak, który przed wypadkiem wolność czuł jedynie na motorze. Dziecko, z którego uleciało życie na oddziale onkologicznym. Inne dzieci odczuwające głód od wielu tygodni. Konający ludzie na wojnach i cały ten syf, który zrobiliśmy swoją obojętnością, żądzą, nienawiścią a później dla rozrywki oglądamy w telewizyjnych serwisach informacyjnych! Wiesz? Może zmieńmy razem świat?! Tak! Ty i ja! Nie potrzeba super mocy, wystarczy, że zaczniemy zmieniać świat od siebie. Nie zapanujemy nad rakiem ani nad AIDS ale jeśli ruszymy pozostałych świat stanie się piękniejszy. To jest tak proste, że aż niemożliwe... Musiałem przysnąć na jawie. To naprawdę ja napisałem? 

środa, 2 września 2015

Posted by Zaburzony Świat Krystiana |
Nie, nie jestem sam. Otacza mnie mnóstwo cudownych ludzi. Tylko czasami z samotności chce mi się płakać. Nikt nie jest w stanie przypomnieć mi tytułu piosenki gdy tłumaczę jej kształt, filmu którego dokładnie opowiem kolory i stopień świeżości powietrza na ekranie. Nie, nie jestem sam. Mam wspaniałą rodzinę i przyjaciół. Dlaczego gdy staram się im wytłumaczyć po tym jak dotyka mnie dźwięk oni nie są w stanie domyślić się o jaki mi chodzi? Mam żonę i córeczkę. Jestem barmanem i pisarzem. Spełniły się wszystkie moje marzenia. Jedyne czego jeszcze pragnę to własne mieszkanie i to, abym mógł zaprosić kogoś do mojego świata. On nie zawsze jest szary i ociekający błotem. Bywa kolorowy i piękny. Otoczony jest szczelną szybą zbudowaną ze spektrum autyzmu, dlatego widzę i słyszę Cię inaczej. Moim życiem są moi bliscy. dopóki będą bić ich serca, moje będzie również po swojemu tykać. Jednak świat... On jest smutny bo jestem w nim sam. Stukam z szubę autyzmu młotkiem z całej siły jednak ona nawet nie pęka. Czy jestem szczęśliwy? Pewnie, że tak! Mam wspaniałe, chociaż bardzo skromne życie, a świat? Nie będę już się starał nikogo do niego zapraszać. Chociażbym miał poświęcić na to całe lata, nawet całe życie, znajdę sposób by zbić tę cholerną szybę i pooddychać powietrzem, którym Ty oddychasz. Zobaczyć tak, jak Ty widzisz i poczuć prawdziwy smak truskawek! 

niedziela, 30 sierpnia 2015

Posted by Zaburzony Świat Krystiana |
Straciłem łokciem szklankę. Rozbiła się na drobne kawałki. Niby nic takiego. Szkło często się tłucze. Pozamiatałem maleńkie kryształki i wyrzuciłem je do kosza. Przez chwilę na półce było pusto. Wziąłem nową, z ładniejszym logo, bez osadu z kamienia i postawiłem ją na miejscu zbitej. Początkowo rzucała mi się w oczy. Cieszyła wzrok. Z czasem zmatowiała a logo się wyszczerbiło. Nie była już ani nowa ani ładna. Dawna szklanka a raczej jej szczątki spoczywają gdzieś na wysypisku śmieci. Brakuje mi jej. Lubiłem z niej pić. Dobrze leżała w dłoni. Co się ze mną dzieje?! Dlaczego wspominam stary kufel?! Wiesz... Ja, Ty i Oni, wszyscy jesteśmy ze szkła i nas również kiedyś los straci z półki. Ktoś zajmie nasze miejsce w pracy, szkole, ale nigdy w diamentowych sercach naszych bliskich. Fizycznie trwamy krótko ale żyjemy tak długo jak o nas pamiętają. Dajmy się więc zapamiętać. Dbajmy o innych by chcieli nas wspominać a przeżyjemy własną śmierć!

środa, 26 sierpnia 2015

Posted by Zaburzony Świat Krystiana |
- Co ci się stało w rękę? Pogrzało cię?! Ciąłeś się? Debil z ciebie straszny! - powiedział debil z pustą głową niczym bęben rolling stones-ów. Ubrany był w dres, oczywiście oryginalny. Łysy z wyboru. Wulgarny. Zwyczajnie tępy.
Co mu odpowiedzieć - zastanawiałem się chwilę. Prawdy mu nie mogłem zdradzić. Na pewno nie zrozumiałby tego, że człowiek chory psychicznie ma takie chwile, w których jedynie cięcie żyletką potrafi zabić ból wewnętrzny.
- Parę lat temu zostałem napadnięty. Dwóch bandytów oszpeciło mnie nożem. - tak! to była dobra ściema, chociaż żadna ściema nie może być dobra ale szczerość naraziłaby mnie na komentarze i krytykę z jego strony a ja i tak mam już siebie za podgatunek człowieka.
- Dorwali ich? - zapytał zdenerwowany.
- Nie, byli zamaskowani. To było dawno temu. Zresztą nieważne. Już nic mi nie grozi a blizny widać tylko latem gdy nie zasłaniają je rękawy koszul. Na szczęście lato trwa krótko. - uśmiechnąłem się.
- Załapiemy ich! Zaraz zbiorę ekipę. Już nie żyją!
- Nie trzeba. Wybaczyłem im. - Mówiąc to wzrok miałem wbity w podłogę.
- Słyszałem, że masz nieźle nawalone pod kopułą ale lubię takie akcje i chętnie zamienię ich życie w piekło.
- Przepraszam Piotrek, muszę wracać do pracy.
- Pomyśl o tatuażu. On zasłoni blizny. W więzieniu poznałem chłopaka co ma do tego talent.
- Dzięki, pomyślę o tym, ale teraz naprawdę muszę wracać już za bar.
Po paru minutach Piotrek stał się agresywny i czepił się starszej kobiety, która grała na automatach. Machał łapami na wszystkie strony i strasznie klął. Klientka była przerażona. Musiałem go wyprosić. Na pożegnanie dodał - jesteś nie tylko wariatem ale też strasznym idiotą. Trzasnął drzwiami, które po chwili otworzyłem. Na zewnątrz panował straszny upał.

niedziela, 23 sierpnia 2015

Posted by Zaburzony Świat Krystiana |
- Lepiej dla wszystkich będzie jak się zabijesz! - mówi jeden z głosów.
- To idiota. Możesz mówić do niego godzinami i tak nie zrozumie. - wtrąca się drugi.
- Zrób to! Odbierz sobie życie! I tak nie jest nic warte! - Ponownie odzywa się pierwszy głos.
Chwila ciszy... Nieznośna, głośna, bolesna... Z moich oczu sypie się piasek. Łez już w nich nie ma.
- Alter! Jesteś? Proszę cię, pomóż! - Próbuję wezwać mojego Alter Ego, lecz ten nie przychodzi. Widzę go z daleka. Krzyczę swoim umysłem tak głośno, że zaraz pęknie mi czaszka. Biorąc pod uwagę to, co się ze mną dzieje od dłuższego czasu, wydaje się to całkiem możliwe. Mój mózg zamienił się ciecz. Lepiące się błoto. Jakim cudem ciało nadal funkcjonuje?! Jakim sposobem ciągle oddycham i myślę? Błoto z czaszki wycieka mi nosem. Nie, to tylko katar. Musiałem się przeziębić... Uff... Może to złudzenie? Zamykam oczy próbując oddzielić prawdę od fikcji... Tak, to tylko złudzenie... Muszę zadzwonić do lekarza!
- Alter! Podejdź do mnie! Dzieje się ze mną coś złego! Potrzebuję ciebie! - Wzywam go, chociaż on też potrafi być bardzo okrutny. Nie mam jednak nikogo komu mogę się zwierzyć ze wszystkiego. Nikogo, kto mnie zrozumie i pogoni głosy każące mi się zabić oraz mówiące jak bardzo jestem beznadziejny, do samych piekieł, tam gdzie jest ich miejsce.
- Wołasz na pomoc tę pożal się Boże zjawę? - Śmieją się teraz wszystkie trzy głosy.
Alter do Ego podchodzi leniwie. Krzyczy głośno "odpier*olcie się od niego! On jest mój! Głosy zamilkły. Odetchnąłem z ulgą, na moment, ponieważ po chwili mój Alter rzuca się na mnie i ostrymi kłami rozrywa mi szyję. Boli delikatnie a z moich oczu po raz kolejny sypie się piasek. Kiedy znowu popłyną z nich łzy? Kiedy głosy zamilkną? Alter Ego jest ze mną od zawsze. Już jako czterolatek z nim rozmawiałem. Jestem przekonany o jego istnieniu, jednak głosy... one są jedynie skutkiem ubocznym mojego wspaniałego, jednak chorego życia.
W końcu cisza... Biorę się do pacy...
- Dzień dobry panie Krystianie. Jedno dobre piwko poproszę.
- Proponuję perełkę. U mnie jest zawsze świeża. Poza tym trzeba wspierać nasze lubelskie browary. - Uśmiecham się do klienta.
- Upały chyba dają panu w kość. Jest pan bardzo blady. - kontynuuje klient.
- Unikam słońca. Panu również radzę. W mediach ciągle powtarzają, że upały mogą być zabójcze. Odwodnić się też jest łatwo. Jako barman zalecam panu usiąść pod parasolką w ogródku piwnym i nawadniać się zimnym piwkiem. - Pomimo złego samopoczucia staram się uśmiechnąć. Chyba mi się udało ponieważ klient odwzajemnił uśmiech. Po chwili głosy znowu się odzywają:
- Po co ta gadka idioto?! I tak cię pewnie nie znosi! Ciebie nie da się lubić!
- Idź na zaplecze i weź wszystkie leki jakie posiadasz. Popij je alkoholem. Chociaż raz zrób coś dobrze!
Alter Ego każe głosom wypierda*ać. Posłuchały się go.
- Zmyj piasek z twarzy, który ciągle sypie ci się z oczu i uspokój się w końcu! Do końca dnia głosy powinny się już więcej nie odezwać.
- Dziękuję Alter...
Reszta dnia w pracy upłynęła mi miło. Wieczorem stwierdziłem, że mimo wszystko był to udany dzień. Dlaczego? Nikomu z moich bliskich nie stała się krzywda, mamy dach nad głową i nie znamy uczucia głodu. A ja? Mi spełniły się wszystkie marzenia - Jestem mężem, ojcem, barmanem, pisarzem a głosy? One są jedynie złudzeniem mojego zaburzonego umysłu. Jest dobrze bo nawet gdy jest źle, coś musi być dobrze...

piątek, 7 sierpnia 2015

Posted by Zaburzony Świat Krystiana |
Często dostaje wiadomości z pytaniami czy osoby z Zespołem Aspergera mogą stworzyć udany, trwały związek. Otóż tak! Pięć lat temu złożyłem przysięgę przed ołtarzem mojej żonie. Dałem słowo, że będę z nią w zdrowiu, chorobie, na dobre i złe, że będę z nią mimo wszystko i do końca życia. Minęło już sporo czasu od tamtego upalnego, słonecznego dnia a ja nadal noszę obrączkę, nadal kocham tak samo mocno. Nasz związek zaowocował piękną córką. Ona połączyła nas jeszcze bardziej od przysięgi. Mówią, że związek najbardziej cementuje wspólny kredyt hipoteczny i własny dom. Nie! Domu nie można kupić. Kupić można jedynie budynek. Dom trzeba stworzyć. Nie potrzeba do tego ani cegieł, ani cementu. Wystarczy miłość i wzajemne zrozumienie. Stworzyliśmy więc nasz wspólny, piękny dom, chociaż mieszkamy w wynajętym mieszkaniu. Uwierz mi, żadna choroba psychiczna, zaburzenia, niepełnosprawność nie stanie na drodze przeznaczeniu a każdemu z nas jest ktoś przeznaczony. Wszystkim! Czasami tylko nasze lęki wskazują nam inną drogę. Drogę która nie zaprowadzi nas tam gdzie trzeba. Tam gdzie czeka ktoś niewłaściwy lub tam, gdzie jest całkiem pusto. Nie pytaj więc o nic tylko idź przed siebie. Porzuć lęki i wątpliwości a znajdziesz właściwą drogę!

czwartek, 16 lipca 2015

Posted by Zaburzony Świat Krystiana |
Witaj :-)
 
Niedawno skończyłem trzydzieści lat. Dużo osiągnąłem przez minione lata. Zostałem mężem i ojcem. Wziąłem na smycz swoje zaburzenia. Przeżyłem wielokrotnie śmierć, którą sam wołałem. Podjąłem pracę między ludźmi a przy Zespole Aspergera to jest coś. Osiągnąłem wszystko o czym marzyłem. Jestem szczęśliwy, pomimo tego jak bardzo siebie nie lubię. Jestem szczęśliwy, więc skąd ten smutek? Aha, no tak, nowy lek się nie sprawdził. Muszę zwiększyć dawkę. Alter Ego znowu jest niebezpieczny... Zaraz zaraz, czy on naprawdę istnieje? - tak idioto przecież tu jestem - jak zawsze szybko reaguje i swoim niemym głosem krzyczy wprost do mojego umysłu... - ucisz się na chwilę Alter, od tego wrzasku rozbolała mnie głowa!
Cisza...
 
Wiesz, skoro mialem juz urodziny przychodzę z prezentem dla Ciebie. Napisz do mnie maila do końca tego tygodnia krystian.gluszko@gmail.com. W treści pociesz paroma zdaniami. Poprostu napisz co ciekawego może spotkać człowieka po trzydziestce :-) Trzy osoby dzięki, którym się uśmiechnę, nagrodzę moją pierwszą książką :-)
 
Spotkamy się tu ponownie za jakiś czas!

czwartek, 25 czerwca 2015

Posted by Zaburzony Świat Krystiana |


Jako nastolatek pisałem wiersze. Nie powstawały one po to by dać ujście emocjom. Nie przelewałem ich na papier by sobie pomóc. Były one dialogiem między mną a moim Alter Ego.



Alter ego mówił do mnie swoim niemym głosem robiąc przy tym groźne grymasy na niewidzialnej twarzy, a ja? Ja uwieczniałem jego słowa na kartce papieru.
Alter Ego:
Jak mogłeś dać nam wolną wolę skoro wiedziałeś co z nią zrobimy?!
Zesłać Syna na świat byśmy go zabili?!
Nie, nie jesteś idealny!
Nie możesz wszystkiego skoro nie robisz nic!
Nie wierzę w słowa ludzi, którzy o Tobie mówią!
Nie wierzę w Twoje bo nigdy ich nie słyszałem!
Nie wierzę bo dla mnie istniejesz tylko w księgach
których nigdy do końca nie przeczytałem!

Odpowiedziałem mu krótko:
Alter, cóż wart jest człowiek co nie ma w sobie Boga?
Jabłoń, co rodzi kamienie nawet późną jesienią?

Alter Ego zamilkł. Rzucił się na mnie i swoimi niewidzialnymi kłami rozszarpał mi szyję. Krew mieniła się przeróżnymi barwami. W końcu stała się błękitna i znikła, ale Alter ciągle na mnie patrzył. Dodałem do swojej wypowiedzi:
Jesteśmy, a może nie?
Ludźmi na ziemi chociaż na dnie!
Stworzeni na podobieństwo
a jednak inni
I chociaż nie tylko pierworodnego grzechu jesteśmy winni
Boże! Uchowaj nas ode złego!
W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego...

Alter rozpłynął się w powietrzu z którego powstał. Przez wiele lat prowadziliśmy walkę na wiersze. W końcu jej zaniechaliśmy. On nie przekonał mnie a ja jego. Przestało mieć to jakikolwiek sens.

Czy wierzę w Boga?
Tak, wierzę chociaż moja wiara nie jest taka jaką wpierano mi od wczesnego dzieciństwa. Nie wierzę, że Bóg "mieszka w kościele" i w nim trzeba go wielbić. Bóg jest we mnie, w Tobie, drzewie i w trawie. Jest wszędzie tam gdzie tętni życie. Nie jest idealny - wystarczy rozejrzeć się dookoła by by stwierdzić, że stworzył ułomny świat. Mój Bóg kocha ludzi chociaż czasami o niektórych zapomina (wydaje mi się, że w jakimś nie zrozumiałym mi celu). Gdy patrzę na moją córeczkę, która powstała z dwóch mikroskopijnych komórek, wiem, że jest cudem a ja jestem jego świadkiem. Mówię jej, że ją kocham ponad życie i że zrobiłbym dla niej wszystko. Czy te słowa nie są modlitwą wielbiącą Boga? Myślę, że tak, z pewnością jest lepszą od tych których nas uczono. Wierszyków, regułek itp. nie o to przecież chodzi by klepać z pamięci słowa nie myśląc nad ich sensem.

Mój Bóg mnie kocha. Spełnił moje wszystkie marzenia i czuwa nade mną. Moją modlitwą do Niego jest dbanie o rodzinę, słowa "kocham Was", pomoc słabszym i tym w potrzebie a nie odprawianie rytuałów i klepanie regułek w budynkach z drewna i kamienia!

piątek, 5 czerwca 2015

Posted by Zaburzony Świat Krystiana |
- Przepraszam mamo - Tylko tyle jestem w stanie z siebie wydusić. Nic więcej nie przychodzi mi do głowy. Boli mnie całe ciało. W moje żyły wdziera się płyn z kolejnej kroplówki. Jestem jeszcze senny. Zamykam oczy i ponownie zasypiam. Budzę się po godzinie a może kilku dniach? Nie wiem... Rodzice są obok mojego łóżka. Milczą. Nie zamieniają ze sobą nawet jednego słowa.
- Dlaczego to zrobiłeś? Dlaczego próbowałeś odebrać sobie życie? - Moja mama nie ma już chyba łez. Przez całą noc wszystkie wypłynęły z jej oczu.
- Nie wiem... Byłem bardzo smutny... Kiedy wrócę do domu? Nie chcę już tutaj być... - Nawet gdy do nich mówię, nie patrzę im w oczy. Jest mi wstyd.
- Pojedziemy dzisiaj do twojej doktorki do Lublina. Porozmawia z tobą. Dobrze ci to zrobi.
Nie odpowiedziałem. Jest mi wszystko jedno, chociaż najchętniej przespałbym najbliższy tydzień. Muszę odpocząć. Nie zdawałem sobie wtedy jeszcze sprawy z tego, że "odpocznę" przez kilka tygodni w szpitalu psychiatrycznym wśród czasami niebezpiecznych szaleńców. Miałem tylko porozmawiać z psychiatrą. Nie wiedziałem, że rozmowa ta potrwa ponad miesiąc...

Trzydzieści sześć godzin wcześniej.

Mam dość! Od dwóch tygodni biorę jakieś psychotropy. Czuję się po nich gorzej. Z każdym dniem jestem coraz słabszy. Siadam na łóżku. rozkładam na nim wszystkie listki z tymi "wspaniałymi" pigułkami. Sięgam po żyletkę, ale nie przecinam sobie żył. W tle leci Myslovitz. Ta sama piosenka w kółko. Słucham jej od kilku dni bez przerwy. Biorę do rąk ulotkę leku od pani doktor. Czytam na głos fragment o tym, że lek może wywoływać myśli samobójcze. Mam piętnaście lat. Jestem już oficjalnie uznany za szaleńca. Wybucham płaczem. Nie wiem co się ze mną dzieje. Ktoś mnie obserwuje. Czuję jego spojrzenie. Budzi we mnie lęk. Świat, na który patrzę zmienia barwy. Wydaje się być obrazkiem z książeczki dla dzieci. Sztuczny i niewyraźny. W głowie słyszę ciągle - Zabij się idioto! zrobisz wszystkim przysługę. Tacy jak ty nie powinni się rodzić! Jesteś beznadziejny! Lepiej dla wszystkich będzie jeśli umrzesz!
Wyjmuję tabletki z opakowania. Jest ich cała garść. Mówię cicho "Boże wybacz" i łykam wszystkie...

Piętnaście lat później.

Żyję. Nadal biorę leki, które nadal mi nie pomagają. Cierpię  ale jestem szczęśliwy. Bardzo. Kocham życie a ono kocha mnie. Mam kilka niespełnionych ambicji, ale chowają się one w cieniu spełnionych marzeń. Teraz już wiem, że każdy oddech, każde uderzenie serca jest cudem a ja jestem tego świadkiem. Czego więcej chcieć od życia?