poniedziałek, 3 czerwca 2013

Posted by Unknown |


- Co słychać?
Spojrzałem z uśmiechem i po chwili wahania odpowiedziałem najkrócej jak się dało
- W porządku, a u Ciebie?
Co u mnie słychać? Codzienność wtopiła się w rutynę, której kiedyś tak bardzo pragnąłem. Wstaję rano do pracy. Witam dzień wiązanką wulgaryzmów, bólem głowy lub jednym i drugim. Piję kawę, zbieram się i pokonuję krótką drogę do pracy. Loguję się do systemu, drukuję ofertę, później ją wywieszam a w między czasie piję kolejną kawę. Powtarzam inne czynności przygotowujące lokal do otwarcia i tak od poniedziałku do niedzieli. Jakiś czas temu byłem w kinie i na koncercie. Co więcej? Zapomniałem o dzisiejszej wizycie u psychologa. Zadzwoniłem, przeprosiłem i umówiłem się na następną.

- Cześć, koniec pracy?
Wyglądam za drzwi by zobaczyć czy zbliża się zmiana. Nie spieszę się. Wszystko mi jedno gdzie jestem. Wszędzie jest tak samo.
- Tak, zaraz wychodzę.
Wracam za bar zrobić zapomniany raport.
- Jakie plany na wieczór?
- To co zawsze...
- Czyli?
Patrzy mi w oczy. Nienawidzę gdy ktoś tak robi. Sam nigdy tego nie robię. Wydaje mi się to zbyt odważne a nawet w pewien sposób intymne. Jakie ja mogę mieć plany na wieczór? Gdyby nie ten deszcz, poszedłbym z żoną na spacer...

- Kiedy masz urlop?
- Nie rozumiem pytania.
Próbuję obrócić rozmowę w żart.
- No wiesz, coś takiego jak weekend tylko dłuższe.
- Ale ja w weekendy pracuję tak samo jak w poniedziałki. Masz na myśli święta? 
Mój rozmówca zaczyna się denerwować, ale mnie to bawi.
- Wiesz, ja nie lubię świąt. Urlopów też nie. Dobrze jest jak jest.

Tak pomyślałem, że warto zaplanować coś innego? Dzień nie przypominający "wczoraj" ani "przedwczoraj". Doktorka doradziła mi, że jak wszyscy z Zespołem Aspergera potrzebuję rutyny. Problem tkwi w tym, że ta rutyna zabija smak życia... Spróbuję inaczej. Wbrew etykietce i zaleceniom, które przypominają duchową eutanazję. Słuchać lekarzy? Tak, ale z umiarem. Oni nie zawsze mają rację. Nikt za nas życia nie przeżyje, więc popełniajmy błędy i uczmy się na nich. Chyba na tym to wszystko polega? 

środa, 29 maja 2013

Posted by Unknown |
Widzę świat w odcieniach szarości. W nadnaturalnych, ostrych barwach. Patrzę na ludzi z ciekawością, lecz nigdy im w oczy. Słucham muzyki dla złagodzenia bólu, nie dla przyjemności. Biorę tabletki, by czuć się mniej źle a nie po to by było dobrze. Jestem ograniczony i wolny jednocześnie. Zakochany i nienawidzący zarazem. Bezsilny i pełen nadziei. Jestem Krystian i mam kilka lat za mało by powiedzieć, że zobaczyłem wiele, choć zobaczyłem już dużo. Mam chwilę dla siebie i ciągle brakuje mi czasu. Chodzę do lekarza i nie myślę o sobie. Staram się pomóc, choć mi nikt nie pomoże. Wspierać i kochać mimo, że wygląda to inaczej. Prawić komplementy krzykiem. Złościć się po cichu. Cierpieć i cieszyć się z tego, że cierpię tak mało. Nie jestem chory, mój mózg ma inna urodę. Jestem zaburzony i nadnaturalnie normalny. Płaczę bez powodu i śmieję się przez łzy. Wierzę i wątpię. Modlę się o łaskę dla bliskich lecz wstydzę się dla siebie. Mam bardzo dużo i boję się, że to stracę. Nie robię jednak za wiele by to zatrzymać. Staram się, choć mi to nie wychodzi. Lubię dzisiaj, jutro ignoruję. Jestem zły i spokojny. Nienawidzę siebie za ból, który zadaję. Biorę leki. Zmieniam je często. Zadaję mniej bólu. Leki trafione. Krzyczę mniej i mniej się smucę. Płaczę do środka i ciągle udaję. Mam na imię Krystian i zawsze mam nadzieję.
Posted by Unknown |

Pojawiają się nagle. Trwają krótko lub latami. Próbowałem dzisiaj cofnąć się myślami do znajomości, na których kiedyś bardzo mi zależało. Przyjaźnie urywały jakieś wydarzenia lub zwyczajnie czas. Wiele razy zostałem zraniony. Nie żałuję żadnej. Złe dały mi szkołę, a dobre piękne wspomnienia. 
Ostatnio myślałem o znajomościach internetowych. Wspieramy siebie na wzajem. Poświęcamy czas i darzymy sympatią. Wszyscy pragniemy bliskości, wysłuchania i pocieszenia. Przykre jest to, że nie potrafimy odnaleźć tego w świecie realnym. Internet stał się niebezpiecznym narzędziem, ale dzięki niemu wielokrotnie ktoś bardzo realny w swojej wirtualności podawał mi rękę i stawiał do pionu podczas, gdy obok nie było nikogo.
Myślałem o zlikwidowaniu bloga, oraz kont na portalach społecznościowych, lecz doszło do mnie, że potrzebuję Was, że staliście się dla mnie ważni. Większości pewnie nigdy nie spotkam na ulicy. Nie porozmawiam twarzą w twarz, ale wierzę w prawdziwość przyjaźni internetowych!
Posted by Unknown |

"Nie ma nadziei na przyszłość - oświadczył Śmierć.
- Więc co nas tam czeka?
Ja
- Ale poza tobą? - Śmierć spojrzał na niego ze zdziwieniem.
Słucham?
Sztorm nad nimi osiągnął szczyt. Jakaś mewa przeleciała obok nich, tyłem.
- Chciałem powiedzieć - wyjaśnił z goryczą Ipslore - że na tym świecie jest chyba coś, dlaczego warto żyć.
Śmierć zastanowił się przez chwilę.
KOTY, stwierdził w końcu. KOTY SĄ MIŁE."
Terry Pratchett 

Mówią mi - weź się w garść. Łatwo powiedzieć. Niezrozumienie. Krytyka. Codzienność. Dzisiaj pomyślałem - spełnię ich życzenia. Będę się odzywał. Uśmiechał, chociaż uśmiech boli. Przebywał w hałasie. Będę robił to, czego ode mnie oczekują. Kłamał i udawał. Będzie im lżej a mi może uda się oszukać psychikę? Spełnię ich oczekiwania. Wezmę się w garść!



W poniedziałek będziemy mieli rudego kotka. Ponoć wszystkie koty mają Aspergera. Będzie nas dwóch w domu. Nie porozmawiam z nim, ale będę do niego mówił. Nie odpowie na pytania, ale wysłucha. Tak, koty są miłe :)

Posted by Unknown |


Rutyna. Jej mam się trzymać. Taka jest rada lekarza. Szaleństwem jest zrezygnowanie z porannej kawy, zaburzenie planu dnia. Jestem nudziarzem. Nie staram się już mówić na siłę. I tak większość, jak nie wszyscy mnie nie polubią. Wtopiłem się w społeczeństwo i zapomniałem o sobie. O tym kim i jaki naprawdę jestem. Tak szczerze, chciałem zapomnieć.

Niezrozumienie. Każdy zaburzony jest nim zamrożony. Choroba psychiczna, zaburzenia autystyczne to nie ból serca, to nie zła praca nerek. Nie ma szans na zrozumienie. Nie ma szans na litość.

Internet. Źródło rozrywki, informacji, pracy. Jest jeszcze jeden plus sieci. Najważniejszy. Najczęściej pożądany. Fora internetowe, pewne grupy, czaty - te plusy pomagają wielu lepiej żyć. Wymiana doświadczeń i wsparcie ludzi z podobnymi problemami jest niezastąpione, zwłaszcza jeśli mieszka się w małym mieście, tak jak ja i szanse na rozmowę twarzą w twarz z innym Aspim jest niemal niemożliwe.

Wszystko jest dobre, jeśli istnieje umiar. Życie w cyberprzestrzeni potrafi być balsamem dla duszy, gdy świat realny zadaje za dużo bólu. Jednak jeśli staje się jedynym światem, to coś jest już nie tak.

Mam okresy w życiu, gdy cyberprzestrzeń staje się moim "ważniejszym" światem. Atak autystycznej izolacji? Zwyczajna ucieczka? Wołanie o pomoc? Nie ważny jest powód, gdy traci się coś bardzo ważnego - ludzi obok nas. Samotność? Lepiej poszukać kogoś, kto będzie mógł nas przytulić...

Internet nie jest zły. Ma ogrom plusów. Uczę się z niego korzystać tak by pomógł nie plącząc mnie jednocześnie w swoją sieć.

Muszę zmienić swoją rutynę i nauczyć się rozmawiać z otoczeniem z taką łatwością i przyjemnością jak rozmawiam z Wami. Wiem, że będzie to trudne i pewien jestem, że niejednokrotnie będę mógł odnaleźć zrozumienie i wsparcie tylko od Was - zaburzonych tak jak ja.

Spróbuję. Postaram się. Myślę, że warto spróbować odnaleźć swoje prawdziwe "ja" i spotkać ludzi, którzy je polubią i być może chociaż trochę zrozumieją.
Posted by Unknown |

Są chwile, gdy jesteśmy bezradni. Nic nie zależy od nas. Moja babcia mówi, by oddać problem Jezusowi i mieć nadzieję. Lekarz, by założyć okulary przeciwsłoneczne i się przytulać. Bliscy rozkładają ręce. Otoczenie każe się uśmiechać i wziąć w garść. Słucham tych wszystkich rad. Modlę się. Mam nadzieję. Uśmiecham i staram się nie okazywać swojego stanu. Na nic zdają się ich słowa. Jestem bezradny. Leki nie istnieją. Nie takie, które mogłyby pomóc. Bóg tylko słucha. Nadzieja umiera przedostatnia a uśmiech boli. Rozglądam się by znaleźć rozwiązanie i zatrzymuję wzrok na jednym punkcie ściany. Patrzę godzinami...

Osoby zaburzone tracą nadzieję, gdyż Ona jest zaburzona tak jak oni. Gdy jest źle, nie da się im wbić do głowy możliwości, że sytuacja się zmieni. Moja żona mówi - przecież nie może zawsze być źle. Ma rację. Wiem to, ale nie wierzę. Gdybyśmy mieli pewność, wierzyli, albo chociaż przyjmowali taką ewentualność o ile łatwiej byłoby znieść cierpienie.

Jestem w izolacji autystycznej. Wydaję się obojętny. Tak mnie spostrzegają. Staram się odzywać, być aktywnym a nawet śmiać. Nie wyobrażają sobie jak wielki to wysiłek...

Parę dni temu w rozmowie z starszym ode mnie kolegą, ujawniła się przykra myśl. My Polacy lubimy narzekać. Jacek podał przykład jak witają się w innych krajach:
- Hello, how are you?
- I`m fine, thanks
U nas rozmowa zaczyna się inaczej:
- Cześć, co u ciebie? Ja ledwo żyję...
- Weź nie pytaj, masakra. Chodzę od lekarza do lekarza. Rodzina daje mi popalić a do tego szef się na mnie uwziął. A jak tam twoje wyniki?

Jestem Polakiem, ale dzisiaj powiem I`M FINE i postaram się ułożyć swoje myśli tak, by było to szczere! Jak to zrobię? Nie wiem... Ale ponoć nie ma rzeczy niemożliwych, przeszkód nie do pokonania, są jedynie ludzie, których łatwo pokonać a ja przecież do nich nie należę :)

Posted by Unknown |

"Gdy brakuje mi sił do dalszej walki, mam trzy opcje. Dać upust myślom samobójczym. Wziąć tabletkę i przyćpany nie myśleć o niczym złym, lub by zapomnieć o świecie, bólu i problemach - po prostu włączyć film lub przeczytać książkę. Przez wiele lat uczyłem się jak być szaleńcem by nie zwariować i przy tym wszystkim wydawać się normalnym. Ucieczka? Tak, uciekam. Nie uważam się za tchórza. Moja ucieczka trwa kilka rozdziałów książki lub jakieś dziewięćdziesiąt minut filmu. Zawsze wracam. Spokojniejszy. Silniejszy i wypoczęty…"

Uciekam, ale nie daleko. Dobry film, ciekawa książka, to inne światy, ciekawsze wymiary, w które się przenoszę, gdy jest mi źle.

Uciekam, by oszukać rzeczywistość na kilka rozdziałów czy te półtora godziny filmu... Taka ucieczka nie jest zła, nie uzależnia a daje chwilowe ukojenie. Dla mnie najmniejsza chwila zapomnienia jest na wagę złota. Lubię też muzykę. Nie zawsze jednak mogę jej słuchać. Czasami zmysły się mieszają i zadaje mi ona ból.

Uciekam również pisząc. Największym dystansem przebytym do ukojenia bólu była moja książka "Spektrum".

Chciałbym by jakieś leki w końcu wyrwały mnie ze szponów choroby i aby czytanie, filmy i muzyka stały się dla mnie jedynie relaksem. Póki co na recepcie, którą sam wypisałem mam je napisane dużą czcionką
Posted by Unknown |

Jest grubo po północy. Boję się ruszyć by nie zbudzić rudego kotka, który śpi mi na kolanach. Byłem dzisiaj z żoną w parku na koncertach. Z ostatniego zrezygnowaliśmy. "Artyści" nie poszanowali publiczności, więc nie zostaliśmy. Pogoda chyba też się zezłościła, ponieważ zaczął padać deszcz. Nie chce mi się spać. Błądzę wspomnieniami tam gdzie zajrzeć powinienem i tam, gdzie nie wolno.
Wspominam ludzi, których spotkałem na swojej drodze. Dziwne, że nawet ci, co doprowadzali mnie do szewskiej pasji budzą dzisiaj pozytywne emocje i na myśl o nich na język nie przychodzą mi już żadne wulgaryzmy. Wiem, że nikogo nie spotkałem bez powodu.
Wspominam szkołę i zauważam, że niemal całkowicie wyparłem ją z pamięci. Wizyty w szpitalach, o których myśl budzi coraz mniejsze emocje. Moje małe sukcesy i depresje. Psychozy i radości...
Byliśmy dzisiaj u mamy. Rozmawialiśmy o głupotach. Zaczęliśmy w końcu wspominać moje nieudane próby studiowania i pracę za barem. Wreszcie stwierdziłem, że gdybym się nie przestraszył i kontynuował studia na politechnice, byłbym dzisiaj inżynierem i kawalerem. Nie pracowałbym w barze i nie spotkałbym mojej żony.
Wspominam i nie smucę się stratą tego, co straciłem. Przecież co mi po dyplomie inżyniera, gdybym nie miał teraz Ewy? Wszystko co się dzieje jest częścią przeznaczenia. Niczego nie żałuję. Dzisiaj tak mi się wydaje.

wtorek, 28 maja 2013

Posted by Unknown |


Udałem się do psychologa. Skierowała mnie tam moja doktorka. Powiedziała, że do tej psycholog odsyła swoje najbardziej beznadziejne przypadki. Jako taki przypadek poszedłem.
Dostałem pracę domową - mam napisać nad czym chcę popracować. Nad wszystkim? Nie da rady... Muszę wybrać swoje najbardziej znienawidzone cechy. Dalej jestem w tym samym punkcie - nad wszystkim...

Wyzywamy się od zwierząt, a ja chciałbym być przyjacielski i wierny jak pies, ciepły i czuły jak kot, silny jak koń i wolny jak ptak. Dziwne... cechy jakie powinni posiadać ludzie, częściej można spotkać u zwierząt niż u człowieka...

Nad czym chciałbym popracować?

Mój mały, rudy kot łazi mi po klawiaturze. Strasznie mnie wkurza, ale jest miły. Tak, ludzie często wkurzają, rzadziej są mili...

Co chcę w sobie zmienić?

Szukałem dobrych cech u ludzi, więcej znalazłem u zwierząt. Możesz się ze mnie śmiać, potwierdzić moje szaleństwo, ale nigdy ani Ty, ani ja, nie będziemy tak wierni i bezinteresowni, spokojni i weseli jednocześnie, mili i walczący o swoje, silni i potulni...

Co chciałbym w sobie zmienić?

Wszystko! Małymi kroczkami, bo inaczej się nie da. Wiem jaki chcę być a to już zawsze coś...

wtorek, 5 lutego 2013

Posted by Unknown |




Podzielę się z Wami fragmentem mojej książki "Spektrum" oraz rozmową telefoniczną doktorki z reporterem, która zleciła mi wstrząsy insulinowe. Fragment książki dotyczy mnie, choć jest pisany z innej perspektywy. 




"Na czym to polegało? Najpierw przypinano go pasami, by przy wstrząsie insulinowym nie spadł z łóżka lub w inny sposób nie zrobił sobie krzywdy. Po przedawkowaniu insuliny, którą wstrzykiwano mu przez cienką igłę dużej strzykawki, powoli zasypiał. Wtedy wszyscy opuszczali pokój. Nikt nie mógł na to patrzeć. Po kilku minutach zapadał w śpiączkę, zalewał go pot, z ust toczyła się piana niczym u wściekłego zwierzęcia. Później dawał się\słyszeć przerażający krzyk płynący z jego suchych ust: „Ratujcie, błagam!”. Po chwili  następowała cisza, ale była to tylko cisza przed burzą. Czasami zaglądała do niego pielęgniarka, by pogładzić jego stopę kluczem. Podobno w ten sposób dowiadywała się, w jakiej jest fazie śpiączki. Powinien być podłączony pod wiele aparatur, ale kogo to obchodziło. Później, choć nie zawsze, przychodziło najgorsze… Rzucało jego ciałem, łóżko, na którym leżał, suwało się po całym pokoju, było to słychać wszędzie! Przytrzymujące go pasy, mimo ogromnej wytrzymałości, wyglądały jakby miały zaraz zostać rozerwane na strzępy. Wstrząsy były bardzo silne. Po kilku godzinach koszmaru wstrzykiwano mu dożylnie glukozę, by go wybudzić. Często przyglądaliśmy się pełni lęku, czy na pewno otworzy oczy. Budził się cały mokry, jakby ktoś wylał na niego kilka wiader wody, z ust nadal spływała mu piana, nie pamiętał, jak się nazywa ani gdzie jest. A personel to bawiło… Nie miał czucia w członkach, więc pielęgniarki
sadzały go, opierając o ścianę, i starały się nakarmić. Po kilkunastu minutach odzyskiwał pamięć i czucie w ciele.Musiał wtedy wypić szklankę rozpuszczonego cukru, gdyż w szpitalu nie było glukozy w proszku. Leżał jeszcze chwilę, cicho płacząc – tak by nikt nie widział – i szedł pod prysznic. Droga, którą pokonywał, zdawała się nie mieć końca, gdyż ciągle miał zaburzenia wzroku i niezupełnie odzyskał władzę w nogach. Salowa zmieniała mu mokrą od potu pościel i po chwili wracał uśmiechnięty, lecz z oczami czerwonymi od płaczu…"
Fragment książki "Spektrum" opisujący terapię jaką na mnie przeprowadzano.

A oto rozmowa reportera z doktorką, która mi zleciła ten koszmar:

 "Lekarka, która stosowała na Krystianie elektrowstrząsy i śpiączki insulinowe, pracuje dziś w innej placówce w tym samym mieście. Jest ordynatorką oddziału psychiatrii. A oprócz tego konsultantką w dziedzinie psychiatrii dzieci i młodzieży na całe województwo.
– Czy stosowała pani na swoich pacjentach śpiączki insulinowe? – pytam w rozmowie telefonicznej.
- Było wielu pacjentów, którzy uważali, że nie ma lepszej metody. Skutki uboczne? No, czasami ktoś przybrał na wadze.
– Dlaczego zaprzestano ją stosować?
– Bo w obiegu pojawił się nowy typ insuliny. Zupełnie nieskuteczny. Wprowadzaliśmy pacjenta w śpiączkę, a on po jakimś czasie sam się wybudzał, bez podania glukozy.
– Kiedy zrezygnowano ze śpiączek?
– Nie jestem pewna, ale chyba jakoś w latach 80.
– Pewien chłopak twierdzi, że zastrzyki z insuliny dostawał jeszcze kilka lat temu. Na oddziale, którym pani kierowała. Pokazał mi wypis ze szpitala.
– To niemożliwe... – pani doktor jest zniecierpliwiona. – A w ogóle, to o co temu panu chodzi? Czasami pacjenci lubią zmyślać. Proszę mi powiedzieć, czego ten pan chce? To naprawdę niemożliwe. Kilka lat temu? Nie wiem. Może akurat nie było mnie na oddziale?"

Tekst pochodzi z reportażu w Tygodniku Powszechnym.
http://tygodnik.onet.pl/1,79446,druk.html


Nigdy nie zawiodłem się na człowieku tak bardzo jak na tej Pani doktor. Wyrzekła się mnie i tego mi zrobiła... Zwłaszcza ten fragment rozmowy telefonicznej z reporterem uświadomił mi jak daleko gdzieś miała cierpienia swoich pacjentów:

"– Czy stosowała pani na swoich pacjentach śpiączki insulinowe? – pytam w rozmowie telefonicznej.
– Tak, były bardzo uciążliwe. Szczególnie dla personelu szpitala – twierdzi. – Pacjent był wprowadzany w głęboką hipoglikemię. Trzeba było go bez przerwy pilnować. Gdyby pojawiły się powikłania, a nikogo nie byłoby przy łóżku, mógłby umrzeć"

Kochana Pani doktor! Metoda dla personelu była uciążliwa?! Ta terrorapia stała się moją traumą z której nie wiem czy kiedykolwiek się otrząsnę...

piątek, 1 lutego 2013

Posted by Unknown |
Jesteście ze mną. Tutaj na blogu. Czytając moją książkę. Pisząc wiadomości. Dzięki Wam, wiem, że moja choroba ma sens. Że jestem potrzebny. Dziękuję Wam za to! Jeszcze przed ukazaniem się w zeszłym roku mojej książki, swoje zaburzenia traktowałem jako przekleństwo. Teraz wiem, że są darem. Wczoraj ukazał się reportaż o mnie w Tygodniku Powszechnym. Samo ukazanie się go było dla mnie stresem porównywalnym do tego, gdy moje "Spektrum" wylądowało na półkach księgarń. Bałem się jak zostanie przyjęty. Kolejny raz przekonałem się, że obnażanie duszy ma sens. Z czasów szkoły pozostał u mnie wstyd związany z moimi zaburzeniami. Wstyd minął i już nie powróci, dzięki Wam.
Nie uważam się za nienormalnego. Normy tworzy większość a jak wiadomo większość też może się mylić :)
Cieszę się, że jesteśmy tu razem i mam nadzieję, że nie zerwie się ta nasza wirtualna znajomość. Wirtualny świat jest czasami bardziej rzeczywisty od tego realnego. Zwłaszcza wtedy, gdy wylewamy w nim swoje uczucia. Mało kto potrafi zrobić to w stu procentach szczerze, patrząc komuś w oczy...

sobota, 12 stycznia 2013

Posted by Unknown |
Tak młodzi jak dziś nigdy już nie będziemy


"Wczoraj" już było, nie gońmy za nim. "Dzisiaj" jest nasze, wykorzystajmy je, pokochajmy. "Jutro" do nas jeszcze nie należy, miejmy nadzieję, że nazajutrz to się zmieni. 
Zegar ma ostre wskazówki. Potrafią zabić. Tak też robią. Czasami jednak zbyt wcześnie. Nie bójmy się ich, ale miejmy świadomość ich istnienia, ponieważ to świadomość straty sprawia, że doceniamy rzeczy wydające się oczywistymi.


Nie pozwólmy by życie zapatrzone ślepo w przyszłość, odebrało nam teraźniejszość. Jesteśmy ważni tylko tu i teraz.


To jest czas gdy słowa mają inny smak
Dotyk potrafi wyleczyć ból a uśmiech odmienić los
To jest czas gdy duch zwycięża materię
Czas gdy kwitną uschłe drzewa a wszystko delikatnie
unosi się ponad ziemią...


wtorek, 8 stycznia 2013

Posted by Unknown |
"Podstawowym błędem, który wtedy popełniłem, było identyfikowanie się z tymi, którzy byli tam razem ze mną. Widząc nagiego schizofrenika uciekającego przed, jak to mówił (a raczej głośno wykrzykiwał), listonoszem na zielonym rowerze, myślałem, że i ja kiedyś taki się stanę…
Patrząc na dziewczynę, która wyrywała sobie garściami włosy, by po chwili je zjeść, bałem się, że i ja zacznę to robić… Pewien chłopak był przekonany, że jest bohaterem filmu Matrix, i uparcie powtarzał lekarzom, że jak najszybciej muszą go wypuścić, by mógł uratować świat, który bez niego zginie. Gdy słuchałem słów płynących siłą psychoz, wydostających się przez usta szaleńców, moje myśli coraz szybciej wypełniał lęk – kim ja wkrótce się stanę? Hitlerem jak ten, który leży w sąsiedniej sali? A może Jezusem jak jeden z mojego pokoju?
"
Fragment mojej książki "Spektrum"

Przeczytałeś właśnie fragment, który odnosi się do jednego z moich pobytów na oddziale zamkniętym. Bałem się wtedy, kim mogę się stać. W którą stronę poniosą mnie moje zaburzenia. Od chwili spisania tych słów minęło wiele lat. Nie stałem się podobny do opisanych przeze mnie postaci. Nie zmienia to jednak faktu, że nadal nie wiem kim jestem. Pięć lat temu wtopiłem się w społeczeństwo, tym samym wyrzekłem się siebie samego. Musiałem. Pragnąłem tego. Tak bardzo dążyłem do tego by być jak inni, nie być odrzucanym i wyśmiewanym, że zabiłem Krystiana i stworzyłem nowego. Kim ja jestem? Po tylu latach znowu zadaję sobie to pytanie. Co prawda nie jestem Jezusem, tak jak myślał o sobie kolega ze szpitalnej sali, ale zastanawiam się czy nie spróbować wskrzesić dawnego Krystiana i nie starać się już za wszelką cenę szukać akceptacji wśród ludzi, którzy na to nie zasługują... Moje życie stałoby się wtedy dużo łatwiejsze...

Nie popełniaj mojego błędu. Bądź sobą. Zawsze i mimo wszystko...

poniedziałek, 31 grudnia 2012

Posted by Unknown |
2012 rok był dla mnie przełomowym. Jestem z Wami od stycznia. Właśnie wtedy moje "Spektrum" wyfrunęło z szuflady. Dzięki temu poznałem Was - Pisarzy, moich Czytelników, zarówno książki jak i bloga. Większość z Was stała się dla mnie Przyjaciółmi - wirtualnymi choć bardzo realnymi. Dziękuję Wam za ten rok i mam nadzieję, że nasza znajomość przetrwa kolejne, długie lata...
Od jutra, przez najbliższe dwanaście miesięcy będzie z nami trzynastka wtopiona w datę. Życzę Wam by ta okrzyknięta pechową liczba, była szczęśliwa. By dała początek czemuś pięknemu i wyjątkowemu.
Ostatni post w tym roku będzie bardzo krótki. Nie potrafię poskładać słów w zdania, które chcę Wam przekazać. Napiszę, więc - dziękuję oraz spełnienia marzeń. Moje pomogliście mi spełnić w 2012 :)

piątek, 28 grudnia 2012

Posted by Unknown |
Papierowa Orchidea Krystiana Głuszko


Wszyscy jesteśmy świeżo po świętach, tymczasem PAPIEROWA ORCHIDEA ma kolejnego gościa. Zapraszam na spotkanie z Krystianem Głuszko, autorem książki, która wzbudziła we mnie niemałą ciekawość. Krystianie, słowem wstępu… 

Żaden kwiat nie przeżył przy mnie dłużej niż dwa tygodnie. Mimo to zostałem poproszony o napisanie swojej orchidei. Może jeśli stworzę własną, zbuntowane kwiaty zaczną mnie lubić i zagoszczą na dłużej w moim mieszkaniu?

Sądzę, że warto spróbować. Kto wie, jakimi prawami rządzą się rośliny? W każdym razie obiecuję, że tej ORCHIDEI nie pozwolimy uschnąć. O czym więc nam opowiesz?

Napiszę o książce, którą zna każdy. Nie będę więc oryginalny. Opiszę jak ważną jest dla mnie lekturą i to w jaki sposób stała się dla mnie dniem tygodnia, który trzyma mnie przy życiu. W moim świecie wtorek trwa cały tydzień. Jest nim każdy dzień. Każda godzina. Stał się on dla mnie formą terapii. Sposobem na życie. Tak, dzięki książce nauczyłem się radzić sobie z codziennością i żyć, po prostu żyć.

Książkę Paula Coelho „Weronika postanawia umrzeć” przeczytałem pewnego upalnego wtorku, gdy byłem w głębokiej depresji. Sam tytuł brzmi bardzo depresyjnie, dlatego sięgnąłem właśnie po nią. Taka jest przedziwna natura człowieka. Gdy jesteśmy smutni, słuchamy smutnych piosenek i jest to niemal regułą. Ja nie miałem ochoty na muzykę. Wziąłem do rąk książkę, którą kupiłem wiele lat wcześniej, w mieście sporo oddalonym od mojego. Podchodząc do kasy nie zapytałem o cenę a groziło to wtedy brakiem funduszy na bilet do domu. Zauroczyła mnie. Musiałem ją mieć i miałem, nadal mam. Jako, że posiada ona bolesny dla mnie wątek, pseudo-leczenia wstrząsami insulinowymi oraz elektrowstrząsami, które sam przeżyłem, przez wiele lat bałem się ją otworzyć. Trwało to do tego pamiętnego, sierpniowego wtorku.

Weronika, główna bohaterka, tak jak mówi już sam tytuł, postanowiła się zabić. Z postanowieniami jest jednak różnie. Tym razem się nie udało. Weronika przeżyła by nauczyć się żyć na nowo. Efektem ubocznym tej nauki była odwzajemniona miłość do schizofrenika. Edward dzięki niej wrócił do świata, który opuścił osiem lat temu.

Co przekonało Weronikę do tego, że życie jest piękne? O ironio, sprawiła to świadomość, że za kilka dni miała umrzeć. Uszkodzenie serca, które nastąpiło w wyniku przedawkowania leków stało się jej wyrokiem. Kłamstwo jest złe. Większość z nas twierdzi, że woli od niego najgorszą prawdę. Tym razem to kłamstwo odsłoniło prawdę. Bo przecież prawdą jest, że życie jest piękne. Weronika nie umierała, lecz rodziła się na nowo. Nie zdawała sobie sprawy z tego, że jej serce jest zdrowe a cała historia z jego uszkodzeniem jest kłamstwem psychiatry. Jego udanym eksperymentem.

Po odłożeniu przeczytanej już książki zaparzyłem sobie kawę. Spalając do niej kilka papierosów poczułem coś, czego nie potrafię opisać a stało się to dla mnie bardzo ważnym doświadczeniem. Weronika postanowiła żyć. Cieszyć się nim, pomimo tego, iż była pewna, że w każdej chwili jej serce może się zatrzymać. I o to chodzi! Żyjmy jak ona. Tak jakby każda chwila miała być naszą ostatnią. Doceniając każdą minutę naszego istnienia nie bójmy się spełniać marzeń i pragnień. Spróbuj i Ty. A jeśli nigdy nie poczułeś jeszcze zapachu orchidei, nie odkładaj tego na później. Jutro może nie nadejść a jej zapach jest zbyt piękny by umrzeć nie zaznając jego słodyczy.

Piękna i bardzo pouczająca pointa! Niestety w dzisiejszych czasach ludzie często zapominają o tym, co jest najważniejsze w życiu. Tymczasem ważne są chwile i doznania. Jak dawno temu miał miejsce ów pamiętny wtorek? W jaki sposób książka, którą wtedy przeczytałeś wpłynęła na to, co sam piszesz? 

Mój kalendarz wtorkowy zaczął się dwa lata temu. Weronika pokazała mi, że warto spełniać marzenia mimo wszystko. Moim marzeniem było zostać pisarzem. Gdyby nie Weronika, nie wiem czy kiedykolwiek, pomimo braku wiary w siebie odważyłbym się zaproponować cokolwiek wydawnictwu. Świadomy, że jutro może nie nadejść przełamałem mur, który dzielił mnie od zdobycia tego, co chciałem osiągnąć. Zostałem pisarzem. Weronika nie miała wpływu na samą treść moich tekstów lecz na to, że w ogóle zaistniały oraz na to, że nadal powstają.

Pytam, bo całkiem niedawno ujrzała światło dzienne Twoja własna powieść pt. „Spektrum”. Zechcesz przybliżyć nieco czytelnikom ten tytuł? Z pewnością nie jest to utwór sztampowy czy komercyjny.

Już w tytule mojej książki ukryty jest fragment jej treści. Wziął się on od słów – spektrum autyzmu, w którego klatce żyłem i żyć będę do końca swoich dni. Od zawsze byłem inny a moja inność została nieprawidłowo zdiagnozowana. Efektem tej pomyłki, czy zwykłego niedopatrzenia były okrutne terapie, których stałem się ofiarą. Dawno wycofana metoda „leczenia” wstrząsami insulinowymi, które miały mi pomóc a nie pomogły. Elektrowstrząsy, które zniszczyły mi mózg zamiast go naprawić. Halucynacje. Próby samobójcze. Szpitale psychiatryczne. Wszystko to, co przeżyłem stworzyło moją książkę. Chęć opublikowania „Spektrum” była nakręcona złością do tego co mi zrobili psychiatrzy, choroba psychiczna. Świat powinien widzieć o tym, co dzieje się w miejscach zapomnianych przez samego Boga, ale również o tym, że zawsze, nawet gdy nie istnieje nadzieja, można żyć i cieszyć się z tego życia. O tym, że dopóki walczysz, wygrywasz. „Spektrum” jest moim życiem. To jestem ja.

Zdaję sobie sprawę, że nie łatwo było opublikować tekst będący swego rodzaju prywatnym pamiętnikiem. Jak dziś oceniasz to, że zdecydowałeś się na wydanie „Spektrum”?

Moja książka miała ukazać się pod pseudonimem literackim. Bałem się tego, jak zostanę odebrany przez otoczenie, gdy zobaczy mnie obnażonego jej treścią. Umowa była już podpisana a w niej nie widniało moje nazwisko, lecz fikcyjnego „Igora Lipińskiego”. W ostatniej chwili poprosiłem o aneks do umowy. Odważyłem się i nie żałuję tego. Dostaję wiele wiadomości od czytelników, w których dziękują mi za to, że odważyłem się wydać moją historię. Wielokrotnie proszą o pomoc. To jest piękne. Czuję się potrzebny. Poza tym poznałem wielu pisarzy. Wspaniałych ludzi. Nie mam prawa żałować swojej decyzji. Była ona jedną z najtrudniejszych, jednocześnie najlepszych w moim życiu.

Cieszę się, że rozmawiam dziś jednak z Krystianem Głuszko, a nie Igorem. Wierzę, że Twoja osobista historia może stać się dla wielu ludzi przykładem na to, jak należy dążyć do swych marzeń. Niezależnie od obaw i lęków.  Dziękuję za tę niezwykle optymistyczną ORCHIDEĘ:)

Tekst pochodzi ze strony: http://papierowaorchidea.blogspot.com/2012/12/papierowa-orchidea-krystiana-guszko.html