sobota, 30 czerwca 2012

Posted by Unknown |


Kolejny raz zaczynam pracę nad sobą od nowa aby uniknąć pobytu na oddziale zamkniętym... Miałem już swój system, teraz muszę go tylko ulepszyć... Poniżej fragment mojej książki, który zdradzi Ci moją tajemnicę jak nauczyłem się żyć...



[...] Różnica między więzieniem a szpitalem jest taka, że z więzienia wyjdziesz, gdy skończy Ci się wyrok, a z tamtego miejsca, wtedy gdy jakiś profesor w sztywnym białym fartuchu powie: już czas, pod warunkiem że…
Dlatego miej się na baczności. Jeżeli jesteś za słaby, by znieść cierpienie lub po prostu go nie rozumiesz, niestety skończysz jak ja kiedyś – piętnastoletnie dziecko oszukane przez życie. Chociaż nigdy nie byłem nastolatkiem, teraz cieszę się, gdy mogę rozmawiać z młodzieżą i przez  chwilę poczuć się, jakbym był w ich wieku... Moje życie potoczyło się jednak w dobrym kierunku. Mam ogromną siłę, a gdy ją tracę powtarzam sobie: cały tydzień będzie wtorkiem i dalej wstaję do pracy, wypełniam obowiązki... Mimo że nadal jestem ciężko chory, nauczyłem się tłumić ból w sobie, tak by nie odbijał się na najbliższych. Może wynajdą kiedyś lekarstwo na tę podłą przypadłość, ale słowo może to za mało, by bezczynnie czekać na zbawienną tabletkę czy operację... [...]
Fragment "Spektrum" K. Głuszko

Pozostaje mi odbudować nadzieję. Odnaleźć na nowo wiarę i wierzyć, że wszystko będzie dobrze. W końcu każdy dzień jest wtorkiem! :)

piątek, 29 czerwca 2012

Posted by Unknown |
Noc po napisaniu ostatniego posta była bardzo ciężka... Krzyknąłem niemym głosem DOŚĆ! Połknąłem jedno pudełko tabletek, później drugie... Największa wola życia pojawia się gdy śmierć zbliża się wielkimi krokami... Noc w szpitalu. 

Jest już późno
Może sen przyjdzie
Może świat mi wybaczy
Nie pomogła jedna tabletka
dawka zalecana przez lekarza...
Połknąłem więc wszystkie...
Księżyc powoli chował się za horyzontem
BOŻE PRZEBACZ!
Pojawił się anioł
powiedział - jeszcze nie teraz
I dostałem nową szansę...

Nowa szansa. Nowy dzień. To samo życie. Inne spojrzenie... Wszechświat nie zauważył, rodzina zraniona. Kilka sekund. Cztery uderzenia serca. Popełniony błąd. Kolejny dzień. wyjście z szoku. Nowa szansa - codzienność...

środa, 27 czerwca 2012

Posted by Unknown |
Wszystkim, którzy czytają mojego bloga polecam moją książkę. Tak jak w blogu znajdziecie w niej mnie... Zobaczycie jak wygląda świat za murami szpitala psychiatrycznego i okrutne terapie w nim przeprowadzane...

Pod tym linkiem jedna z recenzji:


Książkę można kupić w tradycyjnej księgarni ale polecam zamówić ją ze strony wydawnictwa gdzie zdobędziecie ją najtaniej. Oto link:





poniedziałek, 25 czerwca 2012

Posted by Unknown |


"Udaję radość, której we mnie nie ma, ukrywam smutek, żeby nie martwić tych, którzy mnie kochają i troszczą się o mnie. Niedawno myślałam o samobójstwie. Nocą, przed zaśnięciem, odbywam ze sobą długie rozmowy, staram się odegnać złe myśli, bo byłaby to niewdzięczność wobec wszystkich, ucieczka, jeszcze jedna tragedia na tym i tak już pełnym nieszczęść świecie."
Właśnie na tym polega moje życie - na udawaniu szczęśliwego, ukrywaniu smutku i walce z myślami o śmierci... Czasami myślę, że gdyby w końcu udało mi się popełnić samobójstwo zrobiłbym światu przysługę... Po ulicach miasta chodziłby jeden wariat mniej, nie raniłbym więcej bliskich swoją chorobą... Samobójstwo to zły pomysł, lepiej byłoby się nie urodzić, ale... dostrzegam jednak jeszcze piękno w tym świecie... Uśmiech obcej osoby na ulicy, krótkie pogawędki w sklepie ze sprzedawczynią, deszcz gdy jest za sucho i słońce gdy jest za długo jest zimno a nawet płacz, choćby nie wiadomo jak by był paniczny - po nim zawsze przychodzi spokój, jestem radosny również z powodu kawy - ona zawsze ma taki sam pyszny smak i z powodu rodziny - oni rozumieją, ale cierpią i to jest powód by to cała radość legła w gruzach... Najgorsze jest to, że wyzdrowieć nie mogę ale postępy zrobiłem już ogromne i dalej je robię... Mimo wszystko wierzę, że nie mam prawa żyć, że jestem tutaj przez przypadek i w niewłaściwym świecie...
Póki co wychodzę z siebie by stać się lepszym, albo nie - mniej złym. A kawa? Ona się nie zmienia, ciągle smakuje tak samo... Codziennie dziękuję Bogu za to co mam ale nigdy o nic nie proszę dla siebie, nie mam prawa - mam wiele a nie zasługuję na nic...

Każdy w jakimś zakątku swojej duszy wie aż nadto dobrze, że samobójstwo jest wprawdzie wyjściem, ale przecież tylko jakimś wyjściem nędznym, nielegalnym, zapasowym, i że w zasadzie szlachetniej i piękniej jest dać się pokonać przez samo życie niż ginąć z własnej ręki.


czwartek, 21 czerwca 2012

Posted by Unknown |
Dzisiaj opowiem Ci trochę o mojej książce. Może nie dosłownie o książce co o uczuciach jakie budziło we mnie samo jej wydanie. Jeśli przeczytałeś "Spektrum" mojego autorstwa zrozumiesz moje obawy, jeśli nie sięgnąłeś po tę książkę sam blog da zarys moich emocji. Odkąd stwierdzono u mnie chorobę psychiczną moje życie polegało na kłamstwie. Będąc w szpitalu psychiatrycznym wszyscy byli pewni, że byłem sanatorium. Wstydziłem się swojej choroby, wstydziłem się siebie i bardzo nienawidziłem. Niektóre uczucia towarzyszą mi do tej pory, nadal mam bardzo niską samoocenę i powoduje to próby samobójcze. Jak widać zabić mi się nie udało - ciągle tutaj jestem. Jadąc do Gdańska gdzie podpisałem umowę wydawniczą całą podróż wymyślałem pseudonim literacki. Byłem przekonany, że stanę się obiektem kpin, że już na zawsze oczach innych  pozostanę tym z żółtymi papierami. Jako debiutujący pisarz wybrałem sobie pseudonim artystyczny - Igor Lipiński. Moje obawy dotyczyły również czegoś głębszego - opisałem szpital psychiatryczny z prawdziwej strony, okrutne terapie jakie na mnie przeprowadzano i wszystkie zaniedbania. Z wielkim trudem przyznałem się mojej psychiatrze o wydaniu książki. Spodziewałem się, że po przeczytaniu wydruku (książka była w trakcie korekty) nie zechce mnie dalej leczyć. Poprosiłem ją by do mnie zadzwoniła po lekturze. Powiedziała tylko, że się rozpłakała czytając moje wspomnienia. Już wtedy zastanawiałem się nad aneksem do umowy by na okładce widniało moje prawdziwe nazwisko. Dowiedziałem się od niej, że ma pacjenta, który się nazywa właśnie tak jak brzmiał mój pseudonim. To wystarczyło - w ostatniej chwili podpisałem aneks do umowy i nadal jestem sobą nawet jako młody pisarz.
Ku mojemu zdziwieniu nie stałem się obiektem drwin, wręcz przeciwnie, ludzie chcą wiedzieć więcej i okazują podziw i współczucie, a ja czuję wstyd, że źle oceniłem nastawienie społeczeństwa do takich jak ja - wariatów.

poniedziałek, 18 czerwca 2012

Posted by Unknown |
Po raz kolejny zza horyzontu rzeczywistości pojawia się pobyt w szpitalu psychiatrycznym...
Poniżej wkleję parę słów z mojej książki "Spektrum" by zobrazować Wam tamtejsze zasady po podpisaniu zgody na "leczenie".
"Gdy wali się cały Twój świat, a snem staje się życie, gdy nie widzisz wyjścia z żadnej sytuacji, a jedynym sensem staje się śmierć... Gdy mówisz do kolegi, który nie istnieje, a z oczu ciągle płyną Ci łzy, być może też stoczysz się na dno szpitalnej rzeczywistości... Twoje imię nabierze innego brzmienia, a słowa stracą znaczenie... Gdy utkniesz tam na dłużej, pamiętaj, stamtąd nie ma ucieczki! Podpisując dokumenty, których nie rozumiesz, stajesz się ich więźniem.
Różnica między więzieniem a szpitalem jest taka, że z więzienia wyjdziesz, gdy skończy Ci się wyrok, a z tamtego miejsca, wtedy gdy jakiś profesor w sztywnym białym fartuchu powie: już czas, pod warunkiem że…"
K. Głuszko, fragment "Spektrum"


Nie wiem co więcej napisać... Tracę już kontakt z rzeczywistością... Pozostaje mi tylko Cię pozdrowić i życzyć wszystkiego co najlepsze...

Trzymaj się ciepło!


wtorek, 12 czerwca 2012

Posted by Unknown |


Nie myślałem, że przyjdzie mi się jeszcze w życiu uczyć regułek. A jednak. Musiałem zdobyć uprawnienia do przyjmowania zakładów bukmacherskich i to na końcu świata! No, może nie świata, ale Polski, tak. Próbowałem zrobić tak, jak mi poradziła doktorka. Spisałem plan, co o której i jak. Samo wyrwanie ze schematu było już dla mnie szokiem. Plan? No cóż… Okazał się zbędny…
Jestem na szkoleniu w Zielonej Górze. Podróż trwała dobę. Wierzysz w coś takiego jak zły znak? Przez minione dwa dni, miałem ich sporo. A może to tylko pech? Na szkoleniu jestem z żoną. Na pociąg odwiózł nas, mój przyszły szwagier. Na początek pomyliliśmy drogę. Znaleźliśmy się na jakiejś podtopionej wczorajszym deszczem wiosce. Musieliśmy zawrócić. Nie przejęliśmy się. Mieliśmy sporo czasu by zdążyć na pociąg. W drodze rozmawialiśmy o mandatach za przekroczenie prędkości i o fotoradarach. Rozmawialiśmy o tym do czasu aż jeden z nich zrobił nam zdjęcie. Nie najlepszy początek podróży - pomyślałem. Do Rzeszowa dojechaliśmy na godzinę dwudziestą. Pociąg mieliśmy dopiero o 22:22. Postanowiliśmy więc, że pójdziemy jeszcze coś zjeść i za godzinkę ruszymy kupić bilety. Tak zrobiliśmy. Niestety... Pociąg o takiej godzinie nie kursuje. Najbliższy maił być o 3:20. Nie urządzało to nas, gdyż o 12:00 mieliśmy już zajęcia, a na miejscu mogliśmy być najwcześniej o 17:12. Wykonaliśmy parę telefonów. Okay, damy radę. Odpuszczą nam pierwszy dzień szkolenia. Mieliśmy całą noc na łażenie po mieście z ciężkimi bagażami. Zadzwoniłem do przyjaciela, który mieszka w Rzeszowie. Spotkaliśmy się w jakimś barze. Wypiliśmy po piwie i o 01:10 poszedłem z Ewą na dworzec PKP. Po drodze przyczepił się nas jakiś miejscowy menel. Ledwo się go pozbyliśmy ale udało się po wielu trudach. Doszliśmy na dworzec. Mieliśmy niecałe dwie godziny do odjazdu. Piliśmy kawę na peronie i znowu on! Tym razem miejscowy menel okazał się agresywny. Gdy już wstawaliśmy z ławki, by pójść po ochronę, zmył się. Podróż była ciężka. Byliśmy zmęczeni i głodni a świadomość, że straciliśmy jeden dzień nauki stresowała jeszcze bardziej. W końcu dotarliśmy na miejsce. Wszystko wydawało się już iść po naszej myśli do czasu. Ewa zgubiła telefon. Dodzwoniłem się na jej numer. Ktoś odebrał i poinformował, że jest w biurze informacji w supermarkecie. Wybiegliśmy z hotelu. Ewa upierając się, że zna skróty, doprowadziła do kolejnego już zgubienia przez nas drogi. Telefon odzyskany. Leżymy teraz w łóżku i oglądamy mecz naszej reprezentacji. Mam nadzieję, że nasz pech nie dopadnie też naszej drużyny. Póki co jest remis, więc są jeszcze szanse. Boję się co czeka nas jutro, bo ponoć zawsze może być gorzej.

sobota, 9 czerwca 2012

Posted by Unknown |
Najprostszym sposobem by popaść w depresję, jest słuchanie i analizowanie wszystkich wiadomości, które przekazują nam media.
Czy świat jest naprawdę taki zły? Czy rzeczywiście nie ma nic pozytywnego co moglibyśmy usłyszeć w mediach oprócz awantur polityków, wypadków, śmierci i bólu?
Skoro media puszczają w świat niemal same złe wiadomości to chyba znaczy, że takie chcemy słyszeć...
Wydaje mi się, że odciąga to naszą uwagę od własnych problemów.

Pewnego lata bardzo zachorowałem, rozkładała mnie epilepsja, utraty przytomności i samotność... Przez wiele miesięcy byłem zamknięty w czterech ścianach. Szukałem wtedy filmów ze złym zakończeniem, jakichkolwiek źle kończących się historii. Robiłem to automatycznie, nie zdawałem sobie sprawy z powodów. Teraz wiem, że od powiedzenia - inni mają gorzej bardziej pociesza gdy to widzimy...
Jestem człowiekiem a to co ludzkie czasami wolałbym by było mi obce... 

poniedziałek, 4 czerwca 2012

Posted by Unknown |



Przez wiele lat byłem samotny. Oszukiwałem siebie i innych, że tak mi wygodniej. Widziałem dziesiątki plusów bycia samym. Nie dostrzegłem jednak setek minusów. Tak naprawdę bałem się miłości. Twierdziłem, że zakochany człowiek przestaje myśleć logicznie, a to logika od zawsze mną kierowała i jej się trzymałem. Zmieniłem zdanie gdy pokochałem kobietę, która jest teraz moją żoną. Poza duchowym dowodem zbawiennej mocy tego uczucia, istnieje również medyczny. Od mojej doktorki dowiedziałem się, że moje leczenie bez miłości nadal stałoby w martwym punkcie. Głębokie, odwzajemnione uczucia do mojej żony prowokują mój mózg do produkowania sporej dawki endorfiny, hormonu szczęścia, który w połączeniu z moimi lekami pozwala mi teraz lepiej funkcjonować niż w przeszłości. Tak! Miłość ma zbawienną moc! Dostałem dowód duchowy i naukowy, teraz nie tylko wierzę ale także wiem... 

sobota, 26 maja 2012

Posted by Unknown |

Od mojego ostatniego pobytu w szpitalu psychiatrycznym minęły już prawie trzy lata... Przez ten czas choć wydarzyło się tak wiele w moim życiu, część mnie cofnęła się o kilkanaście lat i zatrzymała w miejscu, inna część zatoczyła koło, jeszcze inna cały czas ucieka, znika z horyzontu i pojawia się z powrotem... Poniżej znajdziesz mały kawałek tekstu z mojej książki "Spektrum". Pomimo tego, że to co zamknąłem w tych kilku zdaniach działo się wiele lat temu, dzisiaj czuję się niemal identycznie...




"Czułem się coraz gorzej... Żyjąc poza granicami
normalności, gubiłem się, upadałem coraz niżej... Od
pobytu w klinice minęły prawie dwa lata przesiąknięte
bólem i łzami. Nic się nie zmieniało, każdy dzień mnie
poniżał, każda godzina rzucała na kolana, a minuta
wbijała nóż w plecy...
To nie było już życie, lecz wegetacja. Chwile słabości
przerodziły się w godziny, a później w miesiące. Podjąłem
trudną decyzję: musiałem wrócić do szpitala...
Przed wyjazdem wcześniej zakończyłem rok szkolny,
by jak najszybciej odbudować moją rozsypaną duszę
wizytą w klinice...
Przez te dwa tygodnie nie miałem czasu na sen. Szukałem
samotności, przenosząc się do pustego domku
obok. Uczyłem się całymi nocami. Zaczynałem o 22, by
skończyć o 7:30 i szybko pójść do szkoły na zaliczenie.
Moja pamięć była tak upośledzona lekami, że wiedza
wypalała się po godzinie nauki. Czekałem cierpliwie,
aż to wszystko się wreszcie skończy. Była piękna późna
wiosna... Nad ranem, choć padałem z sił, szedłem pod
kościół, który widać za oknem. Zmieniałem opatrunki
codziennie pogłębianych ran i modliłem się. Sam nie
wiedziałem po co, skoro byłem ateistą...
Czy to miało jakiś sens? Męczyć się, by jak najszybciej
tam trafić i wyjść jeszcze w gorszym stanie? Czy była
jakaś inna deska ratunku? Wyciągnięta do mnie dłoń,
której nie zauważyłem? Żałuję, że poddałem się terapii,
i zawsze będę żałował, nadal niemal codziennie wracam
myślami do tamtego miejsca."

Fragment "Spektrum" K. Głuszko

piątek, 11 maja 2012

Posted by Unknown |
Nadzieja matką głupich, tak zwykło się mawiać... Nie chcę zmądrzeć, chcę być głupcem skoro taki jest warunek posiadania nadziei! Koło się zamyka i toczy jak oszalałe. Depresja - psychoza - mania a do tego Zespół Asperera i padaczka- oto cały ja - sterowany neuroprzekaźnikami, wyładowaniami i innymi dziwnymi, odkrytymi lub jeszcze nie, podstawami mojej ułomnej osoby. Ostatnio często cofam się w czasie, nie, nie tak jak myślisz - to amnezje, które wyrywają mi pamięć ostatnich lat. Dzieje się dużo we mnie, gdy poza ciałem nie dzieje się nic. Stoję w miejscu, choć biegnę tak szybko jak to jest tylko możliwe. Cofam się, choć ciągle idę przed siebie... 
Gdzie tu logika?! Gdzie sens?! 

środa, 9 maja 2012

Posted by Unknown |


"Większość z Was gubi się w pogoni za pieniędzmi, karierą... A my? My pragniemy tylko zdrowia, impulsu, który otworzy nam drzwi do nowego świata, Waszego świata" - pisze Krystian Głuszko w swojej książce.


Krystian Głuszko w książce "Spektrum" opisał dzieje długotrwałych kuracji w zakładach psychiatrycznych i swoich osobistych zmaganiach z chorobą, która wyrwała mu z życia sporo lat dzieciństwa i młodości.

Podczas swojej bytności w szpitalach, obserwował jak pacjenci byli nieustannie poddawani terapiom uzdrawiającym, polegającym na stosowaniu elektrowstrząsów i zastrzyków insulinowych. Tak je zapamiętał:

"Najpierw zapinali go w pasy (...) Po przedawkowaniu insuliny, którą wstrzykiwali mu przez cienką igłę dużej strzykawki, powoli zasypiał (...) Po kilku minutach zapadał w śpiączkę, zaczynał topić się we własnym pocie, z ust toczyła mu się piana niczym wściekłemu zwierzęciu. Później był przerażający krzyk płynący z jego suchych ust: ratujcie, błagam! (...) Powinien być podłączony pod wiele aparatur, ale kogo to obchodziło (...) Rzucało jego ciałem, łóżko na którym leżał, suwało się po całym pokoju, było to słychać wszędzie! Po kilku godzinach koszmaru wstrzykiwali mu dożylnie glukozę, by go wybudzić (...) Budził się cały mokry, jakby ktoś wylał na niego kilka wiader zimnej wody, z ust spływała mu piana, nie pamiętał, jak się nazywa ani gdzie jest, a personel to bawiło."

Autora również nie ominęły takie terapie. Elektrowstrząsy spowodowały napady padaczki i ataki amnezji. Obrazu polskiego horroru dopełnia ujawniony przez autora i uczestnika kuracji fakt, który nigdy nie powinien mieć miejsca. Obsługa szpitala raczyła się trunkami, zamiast zajmować się znajdującymi się tuż obok i potrzebującymi troskliwej opieki ludźmi.

Być może intensywna kuracja nie przyniosłaby oczekiwanego rezultatu, gdyby na jego drodze nie pojawiła się Ewa i miłość, która ich połączyła. Ocaliła go od klęski i nieuchronnej podróży w głąb czarnej dziury depresji i samo zatracenia się w autodestrukcji. Obecnie wraz z żoną prowadzi własną firmę. Wydobył się z samego dna egzystencji i prowadzi w miarę ustabilizowane i normalne życie.

Krystianowi życzę na tej drodze powodzenia, dużo sił i szczęścia. A czytelnikom polecam książkę. "Spektrum" zasługuje na dogłębne przestudiowanie, zarówno przez ludzi z kręgu medycyny zdrowia psychicznego, jak przez każdego tzw. normalnego człowieka. Nigdy nie wiadomo co może się zdarzyć. Dzisiaj jesteś zdrowy, ale nie ma pewności, że tak będzie do końca Twoich dni.

Za recenzję dziękuję Ewie Krzysiak
http://www.wiadomosci24.pl/artykul/krystian_gluszko_i_jego_spektrum_recenzja_232468.html

niedziela, 6 maja 2012

Posted by Unknown |

Znalazłem tę piosenkę przypadkiem. Jeśli nie lubisz takiej muzyki przeczytaj tylko jej słowa. Zamknięty byłem już cztery razy i czułem dokładnie to samo co zostało obrane w słowa tej piosenki. Najgorsze w takim miejscu jest to, kiedy uświadamiasz sobie, że nie powinno Cię już tam być a lekarze nie chcą Cię stamtąd wypuścić... "Jeszcze nie teraz Krystianie, za dwa tygodnie pójdziesz na przepustkę i wtedy coś postanowimy". Na nic zdaje się wołanie- Jestem już normalny, wypuście mnie stąd! Podpisując papiery, które Ci podsuwają dla nich masz 15 lat, jesteś przez nich w pewien sposób ubezwłasnowolniony. Tekst tej piosenki genialnie opisuje sytuacje na oddziałach zamkniętych...




Biały pokój, drzwi bez klamek
W oknach kraty puste ściany
W środku ja, jak w puszce zamknięty
Nade mną napis niedorozwinięty, niedorozwinięty

W kaftanie bezpieczeństwa jestem bardzo spokojny
W kaftanie bezpieczeństwa wszystko wraca do normy
W kaftanie bezpieczeństwa walczyć nie mam sił
W kaftanie bezpieczeństwa jest bezpiecznie żyć

Związane mam ręce a usta zaklejone
Jakiś dziwny człowiek chce mi zmieniać głowę
Ukryte kamery śledzą każdy krok
Już jestem normalny wypuśćcie mnie stąd

W kaftanie bezpieczeństwa jestem bardzo spokojny
W kaftanie bezpieczeństwa wszystko wraca do normy
W kaftanie bezpieczeństwa walczyć nie mam sił
W kaftanie bezpieczeństwa jest bezpiecznie żyć

Wiedzą o czym myślę wiedzą o czym śnię
Nie mam nawet marzeń ktoś mi zabrał je - he, he
Zamknięty w pokoju nie ruszam się
Już jestem normalny wypuśćcie mnie

Kto mnie zamknął tu czego ode mnie chcecie
Przecież ja już jestem normalnym człowiekiem
Kto mnie zamknął tu czego ode mnie chcecie
Przecież ja już jestem normalnym człowiekiem
Kto mnie zamknął tu czego ode mnie chcecie
Przecież ja już jestem normalnym człowiekiem
Kto mnie zamknął tu czego ode mnie chcecie
Przecież ja już jestem normalnym człowiekiem

Normalnym człowiekiem x3
Posted by Unknown |
„Kiedy mówisz do Boga – modlisz się, kiedy Bóg mówi do ciebie – masz schizofrenię. 
Jeśli zmarły mówi do ciebie – jesteś spirytualistą, jeśli ty mówisz do zmarłego – jesteś schizofrenikiem.” (Thomas Szasz)

Natrafiłem na te słowa parę tygodni temu i zacząłem się zastanawiać nad swoim umysłem. Schizofrenia jest moją chorobą współistniejącą. Modlę się a Anioły modlą się ze mną na głos. Rozmawiam z Babcią, choć umarła pięć lat temu... Może nie jestem schizofrenikiem, może mam po prostu trzecie oko, zdolności paranormalne? Mam umysł ścisły, nie wierzę w to co się ze mną dzieje do czasu aż dziać się zacznie, a gdy skończę rozmowę z babcią, gdy zamilknął anioły, moja wiara upada i czuję się znowu schizofrenikiem i autystą jednocześnie. Lekarze mówią, że mam inny mózg od "zdrowego" społeczeństwa - czy może to oznaczać, że widzę więcej od innych? Że etykietka schizofrenika jest błędna? W głowie kłębią mi się pytania, na które odpowiedzi nigdy nie uzyskam. W cokolwiek bym nie wierzył, wiara wariata zawsze zostanie podważona... 

środa, 2 maja 2012

Posted by Unknown |


Autor: Krystian, lat 15... smutno mi...
"Kolejna tabletka na sen
jeszcze tylko siedem
i będzie lepiej
Opinia lekarza
jest źle
Trzy w południe
Złudzenie szczęścia
Lepszy sen
Kolejne pięć rano
Mam dość!
Telefon do lekarza
Zajęte...
Gubię się
Kim ja jestem?
Nie znam go
Choć patrzy na mnie z lustra..."