poniedziałek, 31 grudnia 2012

Posted by Unknown |
2012 rok był dla mnie przełomowym. Jestem z Wami od stycznia. Właśnie wtedy moje "Spektrum" wyfrunęło z szuflady. Dzięki temu poznałem Was - Pisarzy, moich Czytelników, zarówno książki jak i bloga. Większość z Was stała się dla mnie Przyjaciółmi - wirtualnymi choć bardzo realnymi. Dziękuję Wam za ten rok i mam nadzieję, że nasza znajomość przetrwa kolejne, długie lata...
Od jutra, przez najbliższe dwanaście miesięcy będzie z nami trzynastka wtopiona w datę. Życzę Wam by ta okrzyknięta pechową liczba, była szczęśliwa. By dała początek czemuś pięknemu i wyjątkowemu.
Ostatni post w tym roku będzie bardzo krótki. Nie potrafię poskładać słów w zdania, które chcę Wam przekazać. Napiszę, więc - dziękuję oraz spełnienia marzeń. Moje pomogliście mi spełnić w 2012 :)

piątek, 28 grudnia 2012

Posted by Unknown |
Papierowa Orchidea Krystiana Głuszko


Wszyscy jesteśmy świeżo po świętach, tymczasem PAPIEROWA ORCHIDEA ma kolejnego gościa. Zapraszam na spotkanie z Krystianem Głuszko, autorem książki, która wzbudziła we mnie niemałą ciekawość. Krystianie, słowem wstępu… 

Żaden kwiat nie przeżył przy mnie dłużej niż dwa tygodnie. Mimo to zostałem poproszony o napisanie swojej orchidei. Może jeśli stworzę własną, zbuntowane kwiaty zaczną mnie lubić i zagoszczą na dłużej w moim mieszkaniu?

Sądzę, że warto spróbować. Kto wie, jakimi prawami rządzą się rośliny? W każdym razie obiecuję, że tej ORCHIDEI nie pozwolimy uschnąć. O czym więc nam opowiesz?

Napiszę o książce, którą zna każdy. Nie będę więc oryginalny. Opiszę jak ważną jest dla mnie lekturą i to w jaki sposób stała się dla mnie dniem tygodnia, który trzyma mnie przy życiu. W moim świecie wtorek trwa cały tydzień. Jest nim każdy dzień. Każda godzina. Stał się on dla mnie formą terapii. Sposobem na życie. Tak, dzięki książce nauczyłem się radzić sobie z codziennością i żyć, po prostu żyć.

Książkę Paula Coelho „Weronika postanawia umrzeć” przeczytałem pewnego upalnego wtorku, gdy byłem w głębokiej depresji. Sam tytuł brzmi bardzo depresyjnie, dlatego sięgnąłem właśnie po nią. Taka jest przedziwna natura człowieka. Gdy jesteśmy smutni, słuchamy smutnych piosenek i jest to niemal regułą. Ja nie miałem ochoty na muzykę. Wziąłem do rąk książkę, którą kupiłem wiele lat wcześniej, w mieście sporo oddalonym od mojego. Podchodząc do kasy nie zapytałem o cenę a groziło to wtedy brakiem funduszy na bilet do domu. Zauroczyła mnie. Musiałem ją mieć i miałem, nadal mam. Jako, że posiada ona bolesny dla mnie wątek, pseudo-leczenia wstrząsami insulinowymi oraz elektrowstrząsami, które sam przeżyłem, przez wiele lat bałem się ją otworzyć. Trwało to do tego pamiętnego, sierpniowego wtorku.

Weronika, główna bohaterka, tak jak mówi już sam tytuł, postanowiła się zabić. Z postanowieniami jest jednak różnie. Tym razem się nie udało. Weronika przeżyła by nauczyć się żyć na nowo. Efektem ubocznym tej nauki była odwzajemniona miłość do schizofrenika. Edward dzięki niej wrócił do świata, który opuścił osiem lat temu.

Co przekonało Weronikę do tego, że życie jest piękne? O ironio, sprawiła to świadomość, że za kilka dni miała umrzeć. Uszkodzenie serca, które nastąpiło w wyniku przedawkowania leków stało się jej wyrokiem. Kłamstwo jest złe. Większość z nas twierdzi, że woli od niego najgorszą prawdę. Tym razem to kłamstwo odsłoniło prawdę. Bo przecież prawdą jest, że życie jest piękne. Weronika nie umierała, lecz rodziła się na nowo. Nie zdawała sobie sprawy z tego, że jej serce jest zdrowe a cała historia z jego uszkodzeniem jest kłamstwem psychiatry. Jego udanym eksperymentem.

Po odłożeniu przeczytanej już książki zaparzyłem sobie kawę. Spalając do niej kilka papierosów poczułem coś, czego nie potrafię opisać a stało się to dla mnie bardzo ważnym doświadczeniem. Weronika postanowiła żyć. Cieszyć się nim, pomimo tego, iż była pewna, że w każdej chwili jej serce może się zatrzymać. I o to chodzi! Żyjmy jak ona. Tak jakby każda chwila miała być naszą ostatnią. Doceniając każdą minutę naszego istnienia nie bójmy się spełniać marzeń i pragnień. Spróbuj i Ty. A jeśli nigdy nie poczułeś jeszcze zapachu orchidei, nie odkładaj tego na później. Jutro może nie nadejść a jej zapach jest zbyt piękny by umrzeć nie zaznając jego słodyczy.

Piękna i bardzo pouczająca pointa! Niestety w dzisiejszych czasach ludzie często zapominają o tym, co jest najważniejsze w życiu. Tymczasem ważne są chwile i doznania. Jak dawno temu miał miejsce ów pamiętny wtorek? W jaki sposób książka, którą wtedy przeczytałeś wpłynęła na to, co sam piszesz? 

Mój kalendarz wtorkowy zaczął się dwa lata temu. Weronika pokazała mi, że warto spełniać marzenia mimo wszystko. Moim marzeniem było zostać pisarzem. Gdyby nie Weronika, nie wiem czy kiedykolwiek, pomimo braku wiary w siebie odważyłbym się zaproponować cokolwiek wydawnictwu. Świadomy, że jutro może nie nadejść przełamałem mur, który dzielił mnie od zdobycia tego, co chciałem osiągnąć. Zostałem pisarzem. Weronika nie miała wpływu na samą treść moich tekstów lecz na to, że w ogóle zaistniały oraz na to, że nadal powstają.

Pytam, bo całkiem niedawno ujrzała światło dzienne Twoja własna powieść pt. „Spektrum”. Zechcesz przybliżyć nieco czytelnikom ten tytuł? Z pewnością nie jest to utwór sztampowy czy komercyjny.

Już w tytule mojej książki ukryty jest fragment jej treści. Wziął się on od słów – spektrum autyzmu, w którego klatce żyłem i żyć będę do końca swoich dni. Od zawsze byłem inny a moja inność została nieprawidłowo zdiagnozowana. Efektem tej pomyłki, czy zwykłego niedopatrzenia były okrutne terapie, których stałem się ofiarą. Dawno wycofana metoda „leczenia” wstrząsami insulinowymi, które miały mi pomóc a nie pomogły. Elektrowstrząsy, które zniszczyły mi mózg zamiast go naprawić. Halucynacje. Próby samobójcze. Szpitale psychiatryczne. Wszystko to, co przeżyłem stworzyło moją książkę. Chęć opublikowania „Spektrum” była nakręcona złością do tego co mi zrobili psychiatrzy, choroba psychiczna. Świat powinien widzieć o tym, co dzieje się w miejscach zapomnianych przez samego Boga, ale również o tym, że zawsze, nawet gdy nie istnieje nadzieja, można żyć i cieszyć się z tego życia. O tym, że dopóki walczysz, wygrywasz. „Spektrum” jest moim życiem. To jestem ja.

Zdaję sobie sprawę, że nie łatwo było opublikować tekst będący swego rodzaju prywatnym pamiętnikiem. Jak dziś oceniasz to, że zdecydowałeś się na wydanie „Spektrum”?

Moja książka miała ukazać się pod pseudonimem literackim. Bałem się tego, jak zostanę odebrany przez otoczenie, gdy zobaczy mnie obnażonego jej treścią. Umowa była już podpisana a w niej nie widniało moje nazwisko, lecz fikcyjnego „Igora Lipińskiego”. W ostatniej chwili poprosiłem o aneks do umowy. Odważyłem się i nie żałuję tego. Dostaję wiele wiadomości od czytelników, w których dziękują mi za to, że odważyłem się wydać moją historię. Wielokrotnie proszą o pomoc. To jest piękne. Czuję się potrzebny. Poza tym poznałem wielu pisarzy. Wspaniałych ludzi. Nie mam prawa żałować swojej decyzji. Była ona jedną z najtrudniejszych, jednocześnie najlepszych w moim życiu.

Cieszę się, że rozmawiam dziś jednak z Krystianem Głuszko, a nie Igorem. Wierzę, że Twoja osobista historia może stać się dla wielu ludzi przykładem na to, jak należy dążyć do swych marzeń. Niezależnie od obaw i lęków.  Dziękuję za tę niezwykle optymistyczną ORCHIDEĘ:)

Tekst pochodzi ze strony: http://papierowaorchidea.blogspot.com/2012/12/papierowa-orchidea-krystiana-guszko.html

wtorek, 27 listopada 2012

Posted by Unknown |

Zobacz świat zza krat szpitala psychiatrycznego... Dzisiaj podzielę się z Tobą kolejnym fragmentem mojej książki... Jeśli jeszcze jej nie znasz to może Cię zainteresuje. Wspominam ten krótki rozdział ponieważ jest mi dzisiaj bliski... Jestem teraz takim samym zombie jak wtedy gdy to pisałem...


Wyobraź sobie pocałunek kochanej osoby przez pancerną
szybę, tak właśnie było ze mną – tak bliski szczęścia,
a jednak poza jego zasięgiem. Zostałem zamknięty
w tych zimnych, szarych murach, bez możliwości ucieczki.
Rokowania w miarę dobre, ale efektów brak.
Życie w tym miejscu jest cholernie skomplikowane,
choć każdy dzień wygląda tak samo. Ci sami ludzie,
choć codziennie dochodzi ktoś nowy. Ta sama choroba,
mimo zmieniających się objawów…
Gdy mrok pochłaniał cały nasz świat, słyszeliśmy
przerażający krzyk: „Boże, pomóż! Ratujcie, błagam!”.
Detoks to taka ciężka sprawa…

O 22:00 wszyscy mieliśmy obowiązek leżeć w łóżkach,
jeśli ktoś się wyłamał, zostawał przywiązany…
Pielęgniarka co kilkanaście minut wchodziła do sali,
po północy coraz rzadziej. Nad ranem zazwyczaj udawałem,
że śpię. Nie chciałem przyjmować dodatkowych
leków, po nich czułem się pusty, bez wyrazu, bez duszy
i możliwości samokontroli.
Tak wiele dzieli zaburzonych psychicznie od zdrowych,
jednak jesteśmy bardzo blisko siebie. Mamy podobne nadzieje,
tęsknoty, pragnienia i prośby w modlitwie…


Trzymaj się ciepło!
K.

środa, 21 listopada 2012

Posted by Unknown |
Dzisiaj pewna osoba powiedziała mi, że za bardzo się uzewnętrzniam na moim blogu i żebym pomyślał o usunięciu go, lub zmianie sposobu prowadzenia. Co o tym myślisz? Czy mój blog jest komukolwiek potrzebny? Czy takie uzewnętrznianie się ma sens? A może komuś z Was on pomaga? Obnażam się przed Tobą, ale nie czuję się z tego powodu  źle, jednak nie wiem czy dobrze robię...
Jak myślisz? Pisać dalej? Co uważasz o moim blogu? Wszystko zależy od Ciebie...
Dzisiaj nie napiszę wiele... W moim życiu szykuje się wiele zmian, które mnie przerażają a powinny cieszyć - taki jest urok bycia Aspim...
Postanowiłem umieścić ankietę. Weź w niej udział. Bardzo mi pomoże podjąć decyzję...
Pozdrawiam Cię ciepło i życzę udanego dnia! :)

K.

niedziela, 4 listopada 2012

Posted by Unknown |

Dzisiaj podzielę się z Tobą filmikiem, który zrobiłem i wiele razy tego żałowałem. Na złość wszystkim, którzy uważają, że nigdy nie powinien powstać, chcę pokazać go Tobie.


wtorek, 2 października 2012

Posted by Unknown |
Obnażyłem swoją duszę... Patrzysz na nią a ja chociaż czuję wstyd mam nadzieję, że zrobiłem to w dobrym celu, który się spełni - by pokazać, że da się żyć w psychozie, depresji, epilepsji i samotności... Być może zrobiłem dobrze... Być może ma to jakiś sens... Patrząc na słowa, które łączą się w zdania widzisz moją duszę a ja pokazuję Ci tekst, który powstał z tych zdań, by odkryć przed Tobą jeszcze więcej...
Prowadzę bloga, napisałem książkę, udzielam wywiadów i z każdą chwilą odsłaniam kolejne części mojego "ja"...
Od kilku dni nie mogę w nocy zasnąć... Męczy mnie ta "nagość"...
Obudziłem się dzisiaj w dziwnym nastroju. Trochę melancholijnym, skłonnym do przemyśleń... Pisałem kiedyś, że mam misję do wykonania i mogę ją realizować wyłącznie pokazując duszę i umysł... Ostatnio o tym zapomniałem... Dzisiaj wstyd wrzuciłem do głębokiej studni zapomnienia i postanowiłem pisać dalej... Mówić więcej...
Do czego by doszło, gdyby wszyscy odkryli swoje tajemnice, swoje "ja" i zamiary? Świat byłby lepszy? Gorszy? Wybuchałyby kolejne wojny czy kończyłyby się te co trwają? 

Z sercem na dłoni idę własną drogą by dotrzeć tam, gdzie leży mój cel - nadzieja na lepsze jutro, moje i Twoje, nasze...

poniedziałek, 17 września 2012

Posted by Unknown |
Wczoraj byłem na rekonstrukcji walk pod Tomaszowem. Nigdy nie interesowałem się historią. O drugiej wojnie światowej wiedziałem tyle ile pokazały mi seriale czy filmy z jej wątkiem. Już sama rekonstrukcja sprawiła, że łzy napływały mi do oczu a tę barierę pokonał pewien starszy człowiek, który ją przeżył. Patrzyłem na inscenizację z zaciekawieniem i starałem się wsłuchać w słowa lektora i dokładnie obserwować walki aktorów. Człowiek o, którym wspomniałem co chwilę ocierał łzy a ja wraz z nim... 

Moja babcia powiedziała, że nigdy nie pójdzie na żadną inscenizację. Dla niej to zbyt duża dawka złych wspomnień by później przez nie dręczyć się i przypominać sobie traumę jaką przeżyła podczas wojny...
 
Od zawsze gdy mijałem starszą osobę wyobrażałem sobie jej życie w młodości, wygląd, w jaki sposób dorastali i jak spędzali czas jako młodzi ludzie. Nigdy jednak nie zmuszałem swojego umysłu by wyobrażał sobie ich złe przeżycia... Nie uważam, że to błąd. To rodzaj walki swiadomości zła z dobrem. Szczęścia z nieszczęściem i radości ze łzami. Wolę patrzeć na ich przeminiętą młodość przez różowe okulary, które zakrzywiają prawdę lub ją ukrywają... Żyjemy w nienajlepszych czasach, narzekamy, uciekamy z Polski za granicę nie zdając sobie sprawy z tego ile krwi za nią zostało wylanej byśmy mogli żyć jako wolni ludzie... Patrząc na historię, którą miałem zobrazowaną dotarło do mnie, że  dzisiaj rzeczywiście jest ciężko, ale należy docenić dore strony naszego bytu, wolności i krwi, która krąży w naszych żyłach a nie wypływa z nich na polu walki...

wtorek, 11 września 2012

Posted by Unknown |
Dawno mnie tutaj nie było... Zły stan zdrowia nie pozwala mi myśleć logicznie. Wkleję tutaj kilka słów na temat mojej książki.
Recenzja książki Krystian Głuszko już gotowa !!! Oto jej wstęp:

Biorąc do ręki książkę „Spektrum” Krystiana Głuszko nie należy spodziewać się, że po jej przeczytaniu nasz sposób postrzegania świata pozostanie taki jak dotychczas. Poznamy prawdę, której nikt wcześniej nie odkrył i zobaczymy rzeczywistość z perspektywy człowieka cierpiącego. Zatrzyma się czas. Zapomnimy o własnych zmartwieniach. Wsiądziemy do pojazdu pełnego ludzi naznaczonych piętnem psychozy. Do oczu napłyną łzy, a podróż nigdy się nie zakończy...
 Zapraszam do zapoznania się z moim Spektrum. 
 Oto link do strony FB mojej książki. Jeśli polubicie, będzie mi miło :)
http://www.facebook.com/SpektrumKrystianGluszko?ref=hl 
Zamknięty w szklanej klatce Spektrum patrzę na świat  zza jego szyby, która zmienia spojrzenie na rzeczywistość i zaskakuje... Przełam ze mną temat tabu! Polub stronę i zaproś znajomych do polubienia - niech wszyscy dowiedzą się, że chorzy psychicznie są wyjątkowi a nie tylko szaleni! :)

środa, 5 września 2012

Posted by Unknown |
Plan tygodnia. Dzień po dniu. Siedem dni przeplatających się nawzajem swoją prostotą mają tworzyć miesiące a te lata. Dzień po dniu. Bez przerwy to samo. Od poniedziałku do niedzieli według planu. Stały, niezmienny czas wtopony w kartkę papieru krzyczącą do mnie atramentem co i kiedy mam robić. Nudne życie ciekawsze ma być od skoku spadochronem - zdrowe i szczęśliwe. Bezpieczeństwo i spokój - to ma mi dać schematyczne myślenie i działanie... Cały tydzień to samo. Odstępstwo od reguły to dla mnie skok na bungee gdzie zamiast liny jest cieńka nić... 

Podoba mi się takie życie... Czuję spokój...

czwartek, 16 sierpnia 2012

Posted by Unknown |
Na wstępie poinformuję Was, że konkurs z poprzedniego posta jest nadal aktualny :)

Od trzeciego roku życia "ktoś" jest przy mnie. Nie widzę go ale wiem, w którym miejscu się znajduje i czasami jak wygląda (często zmienia wygląd). Nie opuszcza mnie na krok. Ostatnio odważyłem się z nim po raz pierwszy porozmawiać i wydaje mi się, że jest moim aniołem stróżem. Powiedział mi, że jest tutaj po to, by chronić mnie przed wszelkim złem, które mi grozi. Moja doktorka zawsze pyta czy jest blisko mnie - on jest, cały czas. Przedwczoraj byłem u księdza, który jest również psychologiem. Powiedział mi, że muszę dowiedzieć się jak on się nazywa. Moja doktorka jak już kiedyś pisałem współpracuje z egzorcystami i z tego co zrozumiałem, nie uważa mojego anioła za objaw choroby...
A Ty wierzysz w anioły? One wierzą w Ciebie - to wiem na pewno...

sobota, 11 sierpnia 2012

Posted by Unknown |
Byłem dzisiaj u księdza, który jest psychologiem. Rozmowa ukoiła moje nerwy. Może poza tym, że do schizofrenii, depresji i zaburzeń kompulsywno obsesyjnych usłyszałem, że mam jeszcze anoreksję... Nie o tym jednak chcę pisać...
Od dłuższego czasu zastanawiałem się nad sensem spowiedzi. Doszedłem do wniosku, że skoro egzorcysta potrafi za pomocą Boga wypędzać demony to ksiądz może również prosić go w odpowiednim języku i w sposób jakiego  nie znamy prosić go, by odpuścił nam grzechy. Moje teorie są jeszcze chwiejne i nie wiem czy szybko pójdę do spowiedzi. Jednak uważam, że coś w tym jest... Być może jestem głupcem, ale posiadam własne zdanie a nawet głupiec zasługuje na to by go wysłuchano... Spowiedź jest przeważnie źle odbierana zwłaszcza przez młodych ludzi ale gdy zdarzało mi się wyspowiadać czułem ulgę i miałem wrażenie, że mam "czyste konto". Gdyby w moim miasteczku powstał kościół ewangelicki pewnie do niego bym uczęszczał - tam jest ponoć spowiedź powszechna... Jestem wierzący tylko jeszcze nie wiem w co do końca mam wierzyć...

sobota, 28 lipca 2012

Posted by Unknown |
Witam Was ciepło a dzisiaj bynajmniej u mnie ciepła nie brakuje :)
Założyłem stronę mojej książki na Facebooku i chciałbym Was zaprosić do jej polubienia. Jeśli uważacie, że warto to możecie ją ze mną promować a ja odwdzięczę się Wam jak wygram w totka :) Poniżej link :)

http://www.facebook.com/SpektrumKrystianGluszko

wtorek, 17 lipca 2012

Posted by Unknown |

Pewnego sierpniowego wtorku przeczytałem książkę „Weronika postanawia umrzeć”. Po odłożeniu książki, zaparzyłem kawę i zapaliłem papierosa. Nigdy wcześniej ani później nie czułem tak ogromnej woli życia. Postanowiłem wyzdrowieć. Poprzedni lekarz nie chciał słuchać wielu rzeczy. „Panie Krystianie, Pan nie może tak się czuć, ponieważ nie pasuje to do pańskiego rozpoznania”. Mówiłem więc to, co chciała usłyszeć. Po lekturze tej książki coś we mnie pękło i postanowiłem opowiedzieć mojej nowej doktorce wszystko to, czego poprzednia słuchać nie chciała. Pech chciał, że była na urlopie. Wybrałem się, więc do psychiatry z mojego miasteczka. W trakcie rozmowy była bardzo podekscytowana. Wizyta trwała ponad godzinę. Poczekalnia wrzała. Zapytałem o rozpoznanie. Usłyszałem „Dla pana rozpoznanie nie istnienie, przeszedł pan już przez wszystkie możliwe elementy psychiatrii.” Opowiedziałem jej o terapiach jakie na mnie stosowano. Przerwała mi, gdy wspomniałem o metodzie wstrząsów insulinowych, mówiąc „Panie Krystianie, chcę wymazać ten obraz z pamięci. Nigdy w życiu nie widziałam tak strasznej makabry! Naprawdę był pan ofiarą tej terapii?! Straszne…” Nie uzyskałem oczekiwanej odpowiedzi od tej pani doktor. Poszedłem więc do psychologa. Pani psycholog wysłuchała mnie. Wzięła pieniądze, po czym oznajmiła „Nie podejmę się pomocy panu i myślę, że żaden z moich kolegów po fachu również tego nie zrobi.” Pozostało mi zaczekać na powrót mojej pani psychiatry. Dzieliło mnie do niej ponad 120 kilometrów. Rozmawialiśmy bardzo długo. Dała mi jakiś test. Powiedziała, że bardzo dobrze zrobiłem mówiąc jej to wszystko. Poza zaburzeniami schizoafektywnymi i epilepsją coś jeszcze we mnie tkwi. Przy następnej wizycie okazało się, że mam całościowe zaburzenia rozwojowe a dokładniej Zespół Apergera, mieszczący się w Spektrum Autyzmu. Dzięki diagnozie zrozumiałem samego siebie, dowiedziałem się i nadal dowiaduję jak z tym żyć tak, by bolało mniej…
Jak nauczyć się żyć? Schematy to za mało... Potrzebne są jeszcze słuchawki w uszach z których nie płynie muzyka, ciemne okulary z filtrem, powrót do okularów zamiast szkieł kontaktowych, batoniki i wiele wiele więcej czego jeszcze nie odkryłem ale muszę, by móc żyć w miarę "normalnie". Słuchawki mają mnie ochronić przed wysokimi dźwiękami, które wywołują u mnie ból i doprowadzają do szaleństwa. Ciemne okulary sprawią, że błyski świateł nie wywołają u mnie ataku padaczki i ochronią umysł przed światłem słońca, które razi mnie bardziej niż osobę "zdrową". Zrezygnowanie ze szkieł kontaktowych pozwoli mi przebywać bez lęku w miejscach, gdzie jest większa przestrzeń, nie będę już się bał i drżał na widok otwartej przestrzeni, oprawki okularów ograniczą moje pole widzenia. Batoniki pomogą mi nie tracić przytomności czy zwyczajnie zasypiać, jeśli zjem je w odpowiednim czasie - leki wywołują u mnie nagłe spadki cukru we krwi. Te wszystkie metody mające ułatwić mi życie to tylko mały procent tego, co muszę jeszcze odkryć by codzienność nie zadawała mi bólu, zarówno fizycznego jak i psychicznego. Pozostało mi trzymać się tych zasad i obserwować swoje zachowania tak by znaleźć kolejne sposoby na ratowanie samego siebie... Najważniejsze jednak dla mnie pozostanie nauczenie się odczytywania emocji z zachowań ludzi i ich mimiki twarzy, prawidłowe reagowanie na emocje oraz wewnętrzna przemiana by nie być tak beznadziejnym człowiekiem..

sobota, 30 czerwca 2012

Posted by Unknown |


Kolejny raz zaczynam pracę nad sobą od nowa aby uniknąć pobytu na oddziale zamkniętym... Miałem już swój system, teraz muszę go tylko ulepszyć... Poniżej fragment mojej książki, który zdradzi Ci moją tajemnicę jak nauczyłem się żyć...



[...] Różnica między więzieniem a szpitalem jest taka, że z więzienia wyjdziesz, gdy skończy Ci się wyrok, a z tamtego miejsca, wtedy gdy jakiś profesor w sztywnym białym fartuchu powie: już czas, pod warunkiem że…
Dlatego miej się na baczności. Jeżeli jesteś za słaby, by znieść cierpienie lub po prostu go nie rozumiesz, niestety skończysz jak ja kiedyś – piętnastoletnie dziecko oszukane przez życie. Chociaż nigdy nie byłem nastolatkiem, teraz cieszę się, gdy mogę rozmawiać z młodzieżą i przez  chwilę poczuć się, jakbym był w ich wieku... Moje życie potoczyło się jednak w dobrym kierunku. Mam ogromną siłę, a gdy ją tracę powtarzam sobie: cały tydzień będzie wtorkiem i dalej wstaję do pracy, wypełniam obowiązki... Mimo że nadal jestem ciężko chory, nauczyłem się tłumić ból w sobie, tak by nie odbijał się na najbliższych. Może wynajdą kiedyś lekarstwo na tę podłą przypadłość, ale słowo może to za mało, by bezczynnie czekać na zbawienną tabletkę czy operację... [...]
Fragment "Spektrum" K. Głuszko

Pozostaje mi odbudować nadzieję. Odnaleźć na nowo wiarę i wierzyć, że wszystko będzie dobrze. W końcu każdy dzień jest wtorkiem! :)

piątek, 29 czerwca 2012

Posted by Unknown |
Noc po napisaniu ostatniego posta była bardzo ciężka... Krzyknąłem niemym głosem DOŚĆ! Połknąłem jedno pudełko tabletek, później drugie... Największa wola życia pojawia się gdy śmierć zbliża się wielkimi krokami... Noc w szpitalu. 

Jest już późno
Może sen przyjdzie
Może świat mi wybaczy
Nie pomogła jedna tabletka
dawka zalecana przez lekarza...
Połknąłem więc wszystkie...
Księżyc powoli chował się za horyzontem
BOŻE PRZEBACZ!
Pojawił się anioł
powiedział - jeszcze nie teraz
I dostałem nową szansę...

Nowa szansa. Nowy dzień. To samo życie. Inne spojrzenie... Wszechświat nie zauważył, rodzina zraniona. Kilka sekund. Cztery uderzenia serca. Popełniony błąd. Kolejny dzień. wyjście z szoku. Nowa szansa - codzienność...