wtorek, 5 lutego 2013

Posted by Unknown |




Podzielę się z Wami fragmentem mojej książki "Spektrum" oraz rozmową telefoniczną doktorki z reporterem, która zleciła mi wstrząsy insulinowe. Fragment książki dotyczy mnie, choć jest pisany z innej perspektywy. 




"Na czym to polegało? Najpierw przypinano go pasami, by przy wstrząsie insulinowym nie spadł z łóżka lub w inny sposób nie zrobił sobie krzywdy. Po przedawkowaniu insuliny, którą wstrzykiwano mu przez cienką igłę dużej strzykawki, powoli zasypiał. Wtedy wszyscy opuszczali pokój. Nikt nie mógł na to patrzeć. Po kilku minutach zapadał w śpiączkę, zalewał go pot, z ust toczyła się piana niczym u wściekłego zwierzęcia. Później dawał się\słyszeć przerażający krzyk płynący z jego suchych ust: „Ratujcie, błagam!”. Po chwili  następowała cisza, ale była to tylko cisza przed burzą. Czasami zaglądała do niego pielęgniarka, by pogładzić jego stopę kluczem. Podobno w ten sposób dowiadywała się, w jakiej jest fazie śpiączki. Powinien być podłączony pod wiele aparatur, ale kogo to obchodziło. Później, choć nie zawsze, przychodziło najgorsze… Rzucało jego ciałem, łóżko, na którym leżał, suwało się po całym pokoju, było to słychać wszędzie! Przytrzymujące go pasy, mimo ogromnej wytrzymałości, wyglądały jakby miały zaraz zostać rozerwane na strzępy. Wstrząsy były bardzo silne. Po kilku godzinach koszmaru wstrzykiwano mu dożylnie glukozę, by go wybudzić. Często przyglądaliśmy się pełni lęku, czy na pewno otworzy oczy. Budził się cały mokry, jakby ktoś wylał na niego kilka wiader wody, z ust nadal spływała mu piana, nie pamiętał, jak się nazywa ani gdzie jest. A personel to bawiło… Nie miał czucia w członkach, więc pielęgniarki
sadzały go, opierając o ścianę, i starały się nakarmić. Po kilkunastu minutach odzyskiwał pamięć i czucie w ciele.Musiał wtedy wypić szklankę rozpuszczonego cukru, gdyż w szpitalu nie było glukozy w proszku. Leżał jeszcze chwilę, cicho płacząc – tak by nikt nie widział – i szedł pod prysznic. Droga, którą pokonywał, zdawała się nie mieć końca, gdyż ciągle miał zaburzenia wzroku i niezupełnie odzyskał władzę w nogach. Salowa zmieniała mu mokrą od potu pościel i po chwili wracał uśmiechnięty, lecz z oczami czerwonymi od płaczu…"
Fragment książki "Spektrum" opisujący terapię jaką na mnie przeprowadzano.

A oto rozmowa reportera z doktorką, która mi zleciła ten koszmar:

 "Lekarka, która stosowała na Krystianie elektrowstrząsy i śpiączki insulinowe, pracuje dziś w innej placówce w tym samym mieście. Jest ordynatorką oddziału psychiatrii. A oprócz tego konsultantką w dziedzinie psychiatrii dzieci i młodzieży na całe województwo.
– Czy stosowała pani na swoich pacjentach śpiączki insulinowe? – pytam w rozmowie telefonicznej.
- Było wielu pacjentów, którzy uważali, że nie ma lepszej metody. Skutki uboczne? No, czasami ktoś przybrał na wadze.
– Dlaczego zaprzestano ją stosować?
– Bo w obiegu pojawił się nowy typ insuliny. Zupełnie nieskuteczny. Wprowadzaliśmy pacjenta w śpiączkę, a on po jakimś czasie sam się wybudzał, bez podania glukozy.
– Kiedy zrezygnowano ze śpiączek?
– Nie jestem pewna, ale chyba jakoś w latach 80.
– Pewien chłopak twierdzi, że zastrzyki z insuliny dostawał jeszcze kilka lat temu. Na oddziale, którym pani kierowała. Pokazał mi wypis ze szpitala.
– To niemożliwe... – pani doktor jest zniecierpliwiona. – A w ogóle, to o co temu panu chodzi? Czasami pacjenci lubią zmyślać. Proszę mi powiedzieć, czego ten pan chce? To naprawdę niemożliwe. Kilka lat temu? Nie wiem. Może akurat nie było mnie na oddziale?"

Tekst pochodzi z reportażu w Tygodniku Powszechnym.
http://tygodnik.onet.pl/1,79446,druk.html


Nigdy nie zawiodłem się na człowieku tak bardzo jak na tej Pani doktor. Wyrzekła się mnie i tego mi zrobiła... Zwłaszcza ten fragment rozmowy telefonicznej z reporterem uświadomił mi jak daleko gdzieś miała cierpienia swoich pacjentów:

"– Czy stosowała pani na swoich pacjentach śpiączki insulinowe? – pytam w rozmowie telefonicznej.
– Tak, były bardzo uciążliwe. Szczególnie dla personelu szpitala – twierdzi. – Pacjent był wprowadzany w głęboką hipoglikemię. Trzeba było go bez przerwy pilnować. Gdyby pojawiły się powikłania, a nikogo nie byłoby przy łóżku, mógłby umrzeć"

Kochana Pani doktor! Metoda dla personelu była uciążliwa?! Ta terrorapia stała się moją traumą z której nie wiem czy kiedykolwiek się otrząsnę...

piątek, 1 lutego 2013

Posted by Unknown |
Jesteście ze mną. Tutaj na blogu. Czytając moją książkę. Pisząc wiadomości. Dzięki Wam, wiem, że moja choroba ma sens. Że jestem potrzebny. Dziękuję Wam za to! Jeszcze przed ukazaniem się w zeszłym roku mojej książki, swoje zaburzenia traktowałem jako przekleństwo. Teraz wiem, że są darem. Wczoraj ukazał się reportaż o mnie w Tygodniku Powszechnym. Samo ukazanie się go było dla mnie stresem porównywalnym do tego, gdy moje "Spektrum" wylądowało na półkach księgarń. Bałem się jak zostanie przyjęty. Kolejny raz przekonałem się, że obnażanie duszy ma sens. Z czasów szkoły pozostał u mnie wstyd związany z moimi zaburzeniami. Wstyd minął i już nie powróci, dzięki Wam.
Nie uważam się za nienormalnego. Normy tworzy większość a jak wiadomo większość też może się mylić :)
Cieszę się, że jesteśmy tu razem i mam nadzieję, że nie zerwie się ta nasza wirtualna znajomość. Wirtualny świat jest czasami bardziej rzeczywisty od tego realnego. Zwłaszcza wtedy, gdy wylewamy w nim swoje uczucia. Mało kto potrafi zrobić to w stu procentach szczerze, patrząc komuś w oczy...

sobota, 12 stycznia 2013

Posted by Unknown |
Tak młodzi jak dziś nigdy już nie będziemy


"Wczoraj" już było, nie gońmy za nim. "Dzisiaj" jest nasze, wykorzystajmy je, pokochajmy. "Jutro" do nas jeszcze nie należy, miejmy nadzieję, że nazajutrz to się zmieni. 
Zegar ma ostre wskazówki. Potrafią zabić. Tak też robią. Czasami jednak zbyt wcześnie. Nie bójmy się ich, ale miejmy świadomość ich istnienia, ponieważ to świadomość straty sprawia, że doceniamy rzeczy wydające się oczywistymi.


Nie pozwólmy by życie zapatrzone ślepo w przyszłość, odebrało nam teraźniejszość. Jesteśmy ważni tylko tu i teraz.


To jest czas gdy słowa mają inny smak
Dotyk potrafi wyleczyć ból a uśmiech odmienić los
To jest czas gdy duch zwycięża materię
Czas gdy kwitną uschłe drzewa a wszystko delikatnie
unosi się ponad ziemią...


wtorek, 8 stycznia 2013

Posted by Unknown |
"Podstawowym błędem, który wtedy popełniłem, było identyfikowanie się z tymi, którzy byli tam razem ze mną. Widząc nagiego schizofrenika uciekającego przed, jak to mówił (a raczej głośno wykrzykiwał), listonoszem na zielonym rowerze, myślałem, że i ja kiedyś taki się stanę…
Patrząc na dziewczynę, która wyrywała sobie garściami włosy, by po chwili je zjeść, bałem się, że i ja zacznę to robić… Pewien chłopak był przekonany, że jest bohaterem filmu Matrix, i uparcie powtarzał lekarzom, że jak najszybciej muszą go wypuścić, by mógł uratować świat, który bez niego zginie. Gdy słuchałem słów płynących siłą psychoz, wydostających się przez usta szaleńców, moje myśli coraz szybciej wypełniał lęk – kim ja wkrótce się stanę? Hitlerem jak ten, który leży w sąsiedniej sali? A może Jezusem jak jeden z mojego pokoju?
"
Fragment mojej książki "Spektrum"

Przeczytałeś właśnie fragment, który odnosi się do jednego z moich pobytów na oddziale zamkniętym. Bałem się wtedy, kim mogę się stać. W którą stronę poniosą mnie moje zaburzenia. Od chwili spisania tych słów minęło wiele lat. Nie stałem się podobny do opisanych przeze mnie postaci. Nie zmienia to jednak faktu, że nadal nie wiem kim jestem. Pięć lat temu wtopiłem się w społeczeństwo, tym samym wyrzekłem się siebie samego. Musiałem. Pragnąłem tego. Tak bardzo dążyłem do tego by być jak inni, nie być odrzucanym i wyśmiewanym, że zabiłem Krystiana i stworzyłem nowego. Kim ja jestem? Po tylu latach znowu zadaję sobie to pytanie. Co prawda nie jestem Jezusem, tak jak myślał o sobie kolega ze szpitalnej sali, ale zastanawiam się czy nie spróbować wskrzesić dawnego Krystiana i nie starać się już za wszelką cenę szukać akceptacji wśród ludzi, którzy na to nie zasługują... Moje życie stałoby się wtedy dużo łatwiejsze...

Nie popełniaj mojego błędu. Bądź sobą. Zawsze i mimo wszystko...

poniedziałek, 31 grudnia 2012

Posted by Unknown |
2012 rok był dla mnie przełomowym. Jestem z Wami od stycznia. Właśnie wtedy moje "Spektrum" wyfrunęło z szuflady. Dzięki temu poznałem Was - Pisarzy, moich Czytelników, zarówno książki jak i bloga. Większość z Was stała się dla mnie Przyjaciółmi - wirtualnymi choć bardzo realnymi. Dziękuję Wam za ten rok i mam nadzieję, że nasza znajomość przetrwa kolejne, długie lata...
Od jutra, przez najbliższe dwanaście miesięcy będzie z nami trzynastka wtopiona w datę. Życzę Wam by ta okrzyknięta pechową liczba, była szczęśliwa. By dała początek czemuś pięknemu i wyjątkowemu.
Ostatni post w tym roku będzie bardzo krótki. Nie potrafię poskładać słów w zdania, które chcę Wam przekazać. Napiszę, więc - dziękuję oraz spełnienia marzeń. Moje pomogliście mi spełnić w 2012 :)

piątek, 28 grudnia 2012

Posted by Unknown |
Papierowa Orchidea Krystiana Głuszko


Wszyscy jesteśmy świeżo po świętach, tymczasem PAPIEROWA ORCHIDEA ma kolejnego gościa. Zapraszam na spotkanie z Krystianem Głuszko, autorem książki, która wzbudziła we mnie niemałą ciekawość. Krystianie, słowem wstępu… 

Żaden kwiat nie przeżył przy mnie dłużej niż dwa tygodnie. Mimo to zostałem poproszony o napisanie swojej orchidei. Może jeśli stworzę własną, zbuntowane kwiaty zaczną mnie lubić i zagoszczą na dłużej w moim mieszkaniu?

Sądzę, że warto spróbować. Kto wie, jakimi prawami rządzą się rośliny? W każdym razie obiecuję, że tej ORCHIDEI nie pozwolimy uschnąć. O czym więc nam opowiesz?

Napiszę o książce, którą zna każdy. Nie będę więc oryginalny. Opiszę jak ważną jest dla mnie lekturą i to w jaki sposób stała się dla mnie dniem tygodnia, który trzyma mnie przy życiu. W moim świecie wtorek trwa cały tydzień. Jest nim każdy dzień. Każda godzina. Stał się on dla mnie formą terapii. Sposobem na życie. Tak, dzięki książce nauczyłem się radzić sobie z codziennością i żyć, po prostu żyć.

Książkę Paula Coelho „Weronika postanawia umrzeć” przeczytałem pewnego upalnego wtorku, gdy byłem w głębokiej depresji. Sam tytuł brzmi bardzo depresyjnie, dlatego sięgnąłem właśnie po nią. Taka jest przedziwna natura człowieka. Gdy jesteśmy smutni, słuchamy smutnych piosenek i jest to niemal regułą. Ja nie miałem ochoty na muzykę. Wziąłem do rąk książkę, którą kupiłem wiele lat wcześniej, w mieście sporo oddalonym od mojego. Podchodząc do kasy nie zapytałem o cenę a groziło to wtedy brakiem funduszy na bilet do domu. Zauroczyła mnie. Musiałem ją mieć i miałem, nadal mam. Jako, że posiada ona bolesny dla mnie wątek, pseudo-leczenia wstrząsami insulinowymi oraz elektrowstrząsami, które sam przeżyłem, przez wiele lat bałem się ją otworzyć. Trwało to do tego pamiętnego, sierpniowego wtorku.

Weronika, główna bohaterka, tak jak mówi już sam tytuł, postanowiła się zabić. Z postanowieniami jest jednak różnie. Tym razem się nie udało. Weronika przeżyła by nauczyć się żyć na nowo. Efektem ubocznym tej nauki była odwzajemniona miłość do schizofrenika. Edward dzięki niej wrócił do świata, który opuścił osiem lat temu.

Co przekonało Weronikę do tego, że życie jest piękne? O ironio, sprawiła to świadomość, że za kilka dni miała umrzeć. Uszkodzenie serca, które nastąpiło w wyniku przedawkowania leków stało się jej wyrokiem. Kłamstwo jest złe. Większość z nas twierdzi, że woli od niego najgorszą prawdę. Tym razem to kłamstwo odsłoniło prawdę. Bo przecież prawdą jest, że życie jest piękne. Weronika nie umierała, lecz rodziła się na nowo. Nie zdawała sobie sprawy z tego, że jej serce jest zdrowe a cała historia z jego uszkodzeniem jest kłamstwem psychiatry. Jego udanym eksperymentem.

Po odłożeniu przeczytanej już książki zaparzyłem sobie kawę. Spalając do niej kilka papierosów poczułem coś, czego nie potrafię opisać a stało się to dla mnie bardzo ważnym doświadczeniem. Weronika postanowiła żyć. Cieszyć się nim, pomimo tego, iż była pewna, że w każdej chwili jej serce może się zatrzymać. I o to chodzi! Żyjmy jak ona. Tak jakby każda chwila miała być naszą ostatnią. Doceniając każdą minutę naszego istnienia nie bójmy się spełniać marzeń i pragnień. Spróbuj i Ty. A jeśli nigdy nie poczułeś jeszcze zapachu orchidei, nie odkładaj tego na później. Jutro może nie nadejść a jej zapach jest zbyt piękny by umrzeć nie zaznając jego słodyczy.

Piękna i bardzo pouczająca pointa! Niestety w dzisiejszych czasach ludzie często zapominają o tym, co jest najważniejsze w życiu. Tymczasem ważne są chwile i doznania. Jak dawno temu miał miejsce ów pamiętny wtorek? W jaki sposób książka, którą wtedy przeczytałeś wpłynęła na to, co sam piszesz? 

Mój kalendarz wtorkowy zaczął się dwa lata temu. Weronika pokazała mi, że warto spełniać marzenia mimo wszystko. Moim marzeniem było zostać pisarzem. Gdyby nie Weronika, nie wiem czy kiedykolwiek, pomimo braku wiary w siebie odważyłbym się zaproponować cokolwiek wydawnictwu. Świadomy, że jutro może nie nadejść przełamałem mur, który dzielił mnie od zdobycia tego, co chciałem osiągnąć. Zostałem pisarzem. Weronika nie miała wpływu na samą treść moich tekstów lecz na to, że w ogóle zaistniały oraz na to, że nadal powstają.

Pytam, bo całkiem niedawno ujrzała światło dzienne Twoja własna powieść pt. „Spektrum”. Zechcesz przybliżyć nieco czytelnikom ten tytuł? Z pewnością nie jest to utwór sztampowy czy komercyjny.

Już w tytule mojej książki ukryty jest fragment jej treści. Wziął się on od słów – spektrum autyzmu, w którego klatce żyłem i żyć będę do końca swoich dni. Od zawsze byłem inny a moja inność została nieprawidłowo zdiagnozowana. Efektem tej pomyłki, czy zwykłego niedopatrzenia były okrutne terapie, których stałem się ofiarą. Dawno wycofana metoda „leczenia” wstrząsami insulinowymi, które miały mi pomóc a nie pomogły. Elektrowstrząsy, które zniszczyły mi mózg zamiast go naprawić. Halucynacje. Próby samobójcze. Szpitale psychiatryczne. Wszystko to, co przeżyłem stworzyło moją książkę. Chęć opublikowania „Spektrum” była nakręcona złością do tego co mi zrobili psychiatrzy, choroba psychiczna. Świat powinien widzieć o tym, co dzieje się w miejscach zapomnianych przez samego Boga, ale również o tym, że zawsze, nawet gdy nie istnieje nadzieja, można żyć i cieszyć się z tego życia. O tym, że dopóki walczysz, wygrywasz. „Spektrum” jest moim życiem. To jestem ja.

Zdaję sobie sprawę, że nie łatwo było opublikować tekst będący swego rodzaju prywatnym pamiętnikiem. Jak dziś oceniasz to, że zdecydowałeś się na wydanie „Spektrum”?

Moja książka miała ukazać się pod pseudonimem literackim. Bałem się tego, jak zostanę odebrany przez otoczenie, gdy zobaczy mnie obnażonego jej treścią. Umowa była już podpisana a w niej nie widniało moje nazwisko, lecz fikcyjnego „Igora Lipińskiego”. W ostatniej chwili poprosiłem o aneks do umowy. Odważyłem się i nie żałuję tego. Dostaję wiele wiadomości od czytelników, w których dziękują mi za to, że odważyłem się wydać moją historię. Wielokrotnie proszą o pomoc. To jest piękne. Czuję się potrzebny. Poza tym poznałem wielu pisarzy. Wspaniałych ludzi. Nie mam prawa żałować swojej decyzji. Była ona jedną z najtrudniejszych, jednocześnie najlepszych w moim życiu.

Cieszę się, że rozmawiam dziś jednak z Krystianem Głuszko, a nie Igorem. Wierzę, że Twoja osobista historia może stać się dla wielu ludzi przykładem na to, jak należy dążyć do swych marzeń. Niezależnie od obaw i lęków.  Dziękuję za tę niezwykle optymistyczną ORCHIDEĘ:)

Tekst pochodzi ze strony: http://papierowaorchidea.blogspot.com/2012/12/papierowa-orchidea-krystiana-guszko.html

wtorek, 27 listopada 2012

Posted by Unknown |

Zobacz świat zza krat szpitala psychiatrycznego... Dzisiaj podzielę się z Tobą kolejnym fragmentem mojej książki... Jeśli jeszcze jej nie znasz to może Cię zainteresuje. Wspominam ten krótki rozdział ponieważ jest mi dzisiaj bliski... Jestem teraz takim samym zombie jak wtedy gdy to pisałem...


Wyobraź sobie pocałunek kochanej osoby przez pancerną
szybę, tak właśnie było ze mną – tak bliski szczęścia,
a jednak poza jego zasięgiem. Zostałem zamknięty
w tych zimnych, szarych murach, bez możliwości ucieczki.
Rokowania w miarę dobre, ale efektów brak.
Życie w tym miejscu jest cholernie skomplikowane,
choć każdy dzień wygląda tak samo. Ci sami ludzie,
choć codziennie dochodzi ktoś nowy. Ta sama choroba,
mimo zmieniających się objawów…
Gdy mrok pochłaniał cały nasz świat, słyszeliśmy
przerażający krzyk: „Boże, pomóż! Ratujcie, błagam!”.
Detoks to taka ciężka sprawa…

O 22:00 wszyscy mieliśmy obowiązek leżeć w łóżkach,
jeśli ktoś się wyłamał, zostawał przywiązany…
Pielęgniarka co kilkanaście minut wchodziła do sali,
po północy coraz rzadziej. Nad ranem zazwyczaj udawałem,
że śpię. Nie chciałem przyjmować dodatkowych
leków, po nich czułem się pusty, bez wyrazu, bez duszy
i możliwości samokontroli.
Tak wiele dzieli zaburzonych psychicznie od zdrowych,
jednak jesteśmy bardzo blisko siebie. Mamy podobne nadzieje,
tęsknoty, pragnienia i prośby w modlitwie…


Trzymaj się ciepło!
K.

środa, 21 listopada 2012

Posted by Unknown |
Dzisiaj pewna osoba powiedziała mi, że za bardzo się uzewnętrzniam na moim blogu i żebym pomyślał o usunięciu go, lub zmianie sposobu prowadzenia. Co o tym myślisz? Czy mój blog jest komukolwiek potrzebny? Czy takie uzewnętrznianie się ma sens? A może komuś z Was on pomaga? Obnażam się przed Tobą, ale nie czuję się z tego powodu  źle, jednak nie wiem czy dobrze robię...
Jak myślisz? Pisać dalej? Co uważasz o moim blogu? Wszystko zależy od Ciebie...
Dzisiaj nie napiszę wiele... W moim życiu szykuje się wiele zmian, które mnie przerażają a powinny cieszyć - taki jest urok bycia Aspim...
Postanowiłem umieścić ankietę. Weź w niej udział. Bardzo mi pomoże podjąć decyzję...
Pozdrawiam Cię ciepło i życzę udanego dnia! :)

K.

niedziela, 4 listopada 2012

Posted by Unknown |

Dzisiaj podzielę się z Tobą filmikiem, który zrobiłem i wiele razy tego żałowałem. Na złość wszystkim, którzy uważają, że nigdy nie powinien powstać, chcę pokazać go Tobie.


wtorek, 2 października 2012

Posted by Unknown |
Obnażyłem swoją duszę... Patrzysz na nią a ja chociaż czuję wstyd mam nadzieję, że zrobiłem to w dobrym celu, który się spełni - by pokazać, że da się żyć w psychozie, depresji, epilepsji i samotności... Być może zrobiłem dobrze... Być może ma to jakiś sens... Patrząc na słowa, które łączą się w zdania widzisz moją duszę a ja pokazuję Ci tekst, który powstał z tych zdań, by odkryć przed Tobą jeszcze więcej...
Prowadzę bloga, napisałem książkę, udzielam wywiadów i z każdą chwilą odsłaniam kolejne części mojego "ja"...
Od kilku dni nie mogę w nocy zasnąć... Męczy mnie ta "nagość"...
Obudziłem się dzisiaj w dziwnym nastroju. Trochę melancholijnym, skłonnym do przemyśleń... Pisałem kiedyś, że mam misję do wykonania i mogę ją realizować wyłącznie pokazując duszę i umysł... Ostatnio o tym zapomniałem... Dzisiaj wstyd wrzuciłem do głębokiej studni zapomnienia i postanowiłem pisać dalej... Mówić więcej...
Do czego by doszło, gdyby wszyscy odkryli swoje tajemnice, swoje "ja" i zamiary? Świat byłby lepszy? Gorszy? Wybuchałyby kolejne wojny czy kończyłyby się te co trwają? 

Z sercem na dłoni idę własną drogą by dotrzeć tam, gdzie leży mój cel - nadzieja na lepsze jutro, moje i Twoje, nasze...

poniedziałek, 17 września 2012

Posted by Unknown |
Wczoraj byłem na rekonstrukcji walk pod Tomaszowem. Nigdy nie interesowałem się historią. O drugiej wojnie światowej wiedziałem tyle ile pokazały mi seriale czy filmy z jej wątkiem. Już sama rekonstrukcja sprawiła, że łzy napływały mi do oczu a tę barierę pokonał pewien starszy człowiek, który ją przeżył. Patrzyłem na inscenizację z zaciekawieniem i starałem się wsłuchać w słowa lektora i dokładnie obserwować walki aktorów. Człowiek o, którym wspomniałem co chwilę ocierał łzy a ja wraz z nim... 

Moja babcia powiedziała, że nigdy nie pójdzie na żadną inscenizację. Dla niej to zbyt duża dawka złych wspomnień by później przez nie dręczyć się i przypominać sobie traumę jaką przeżyła podczas wojny...
 
Od zawsze gdy mijałem starszą osobę wyobrażałem sobie jej życie w młodości, wygląd, w jaki sposób dorastali i jak spędzali czas jako młodzi ludzie. Nigdy jednak nie zmuszałem swojego umysłu by wyobrażał sobie ich złe przeżycia... Nie uważam, że to błąd. To rodzaj walki swiadomości zła z dobrem. Szczęścia z nieszczęściem i radości ze łzami. Wolę patrzeć na ich przeminiętą młodość przez różowe okulary, które zakrzywiają prawdę lub ją ukrywają... Żyjemy w nienajlepszych czasach, narzekamy, uciekamy z Polski za granicę nie zdając sobie sprawy z tego ile krwi za nią zostało wylanej byśmy mogli żyć jako wolni ludzie... Patrząc na historię, którą miałem zobrazowaną dotarło do mnie, że  dzisiaj rzeczywiście jest ciężko, ale należy docenić dore strony naszego bytu, wolności i krwi, która krąży w naszych żyłach a nie wypływa z nich na polu walki...

wtorek, 11 września 2012

Posted by Unknown |
Dawno mnie tutaj nie było... Zły stan zdrowia nie pozwala mi myśleć logicznie. Wkleję tutaj kilka słów na temat mojej książki.
Recenzja książki Krystian Głuszko już gotowa !!! Oto jej wstęp:

Biorąc do ręki książkę „Spektrum” Krystiana Głuszko nie należy spodziewać się, że po jej przeczytaniu nasz sposób postrzegania świata pozostanie taki jak dotychczas. Poznamy prawdę, której nikt wcześniej nie odkrył i zobaczymy rzeczywistość z perspektywy człowieka cierpiącego. Zatrzyma się czas. Zapomnimy o własnych zmartwieniach. Wsiądziemy do pojazdu pełnego ludzi naznaczonych piętnem psychozy. Do oczu napłyną łzy, a podróż nigdy się nie zakończy...
 Zapraszam do zapoznania się z moim Spektrum. 
 Oto link do strony FB mojej książki. Jeśli polubicie, będzie mi miło :)
http://www.facebook.com/SpektrumKrystianGluszko?ref=hl 
Zamknięty w szklanej klatce Spektrum patrzę na świat  zza jego szyby, która zmienia spojrzenie na rzeczywistość i zaskakuje... Przełam ze mną temat tabu! Polub stronę i zaproś znajomych do polubienia - niech wszyscy dowiedzą się, że chorzy psychicznie są wyjątkowi a nie tylko szaleni! :)

środa, 5 września 2012

Posted by Unknown |
Plan tygodnia. Dzień po dniu. Siedem dni przeplatających się nawzajem swoją prostotą mają tworzyć miesiące a te lata. Dzień po dniu. Bez przerwy to samo. Od poniedziałku do niedzieli według planu. Stały, niezmienny czas wtopony w kartkę papieru krzyczącą do mnie atramentem co i kiedy mam robić. Nudne życie ciekawsze ma być od skoku spadochronem - zdrowe i szczęśliwe. Bezpieczeństwo i spokój - to ma mi dać schematyczne myślenie i działanie... Cały tydzień to samo. Odstępstwo od reguły to dla mnie skok na bungee gdzie zamiast liny jest cieńka nić... 

Podoba mi się takie życie... Czuję spokój...

czwartek, 16 sierpnia 2012

Posted by Unknown |
Na wstępie poinformuję Was, że konkurs z poprzedniego posta jest nadal aktualny :)

Od trzeciego roku życia "ktoś" jest przy mnie. Nie widzę go ale wiem, w którym miejscu się znajduje i czasami jak wygląda (często zmienia wygląd). Nie opuszcza mnie na krok. Ostatnio odważyłem się z nim po raz pierwszy porozmawiać i wydaje mi się, że jest moim aniołem stróżem. Powiedział mi, że jest tutaj po to, by chronić mnie przed wszelkim złem, które mi grozi. Moja doktorka zawsze pyta czy jest blisko mnie - on jest, cały czas. Przedwczoraj byłem u księdza, który jest również psychologiem. Powiedział mi, że muszę dowiedzieć się jak on się nazywa. Moja doktorka jak już kiedyś pisałem współpracuje z egzorcystami i z tego co zrozumiałem, nie uważa mojego anioła za objaw choroby...
A Ty wierzysz w anioły? One wierzą w Ciebie - to wiem na pewno...

sobota, 11 sierpnia 2012

Posted by Unknown |
Byłem dzisiaj u księdza, który jest psychologiem. Rozmowa ukoiła moje nerwy. Może poza tym, że do schizofrenii, depresji i zaburzeń kompulsywno obsesyjnych usłyszałem, że mam jeszcze anoreksję... Nie o tym jednak chcę pisać...
Od dłuższego czasu zastanawiałem się nad sensem spowiedzi. Doszedłem do wniosku, że skoro egzorcysta potrafi za pomocą Boga wypędzać demony to ksiądz może również prosić go w odpowiednim języku i w sposób jakiego  nie znamy prosić go, by odpuścił nam grzechy. Moje teorie są jeszcze chwiejne i nie wiem czy szybko pójdę do spowiedzi. Jednak uważam, że coś w tym jest... Być może jestem głupcem, ale posiadam własne zdanie a nawet głupiec zasługuje na to by go wysłuchano... Spowiedź jest przeważnie źle odbierana zwłaszcza przez młodych ludzi ale gdy zdarzało mi się wyspowiadać czułem ulgę i miałem wrażenie, że mam "czyste konto". Gdyby w moim miasteczku powstał kościół ewangelicki pewnie do niego bym uczęszczał - tam jest ponoć spowiedź powszechna... Jestem wierzący tylko jeszcze nie wiem w co do końca mam wierzyć...